Transporter: nowa moc ***

Luc Besson przedstawia.
W poprzednich trzech częściach w tytułowego bohatera wcielał się Jason Statham. Gdy Anglik dowiedział się, że planowana jest nowa trylogia, ale kasa w najlepszym wypadku będzie stara, a scenariusz nie zostanie mu pokazany, Statham wyskoczył z pędzącego wozu. Wiedział, co robi. Współproducent i współscenarzysta Luc Besson również wiedział, co robi, nie decydując się na pokazanie aktorowi scenariusza.

Trudno powiedzieć, jak Francuz tego dokonuje, ale jego wytwórnia wypuszcza jeden bardzo podobny film za drugim, a mimo to - zazwyczaj - ogląda się je przyjemnie. To tym dziwniejsze, wziąwszy pod uwagę, że są to zazwyczaj rzeczy naprawdę głupie. Ale chyba właśnie w B-klasowości tkwi ich cały urok.

Tym razem za kółkiem usiadł niepozorny, ale sympatyczny Ed Skrein ("Saga Wikingów", epizod w "Grze o tron"), wynajęty przez tajemniczą Annę, która, wraz z trzema koleżankami po najstarszym fachu świata, pragnie zemścić się na znienawidzonym alfonsie. Dziewczyny inspirują się "Trzema muszkieterami" (ale konkretnie jak?) i są sto razy sprytniejsze od głównego bohatera, a w całą sprawę wplątują dodatkowo jego świeżo emerytowanego ojca (bardzo zabawny Ray Stevenson), prawdopodobnie najgorszego szpiega świata.

Fabuła szybko przestaje trzymać się kupy, podopieczny Bessona, reżyser Camille Delamarre ("Brick Mansions") jak zwykle radzi sobie marnie, dialogi są naprawdę złe i nawet Skrein wydaje się zażenowany bzdurami, które musi wygadywać, ale są też piękne kobiety w skąpych strojach, zapierająca dech w piersiach Riwiera i ze dwie naprawdę klawe sceny akcji. Innymi słowy, film klasy B pełną gębą.

Ocena: 3/6



"Transporter: Nowa moc", akcja, Chiny, Francja 2015, 95 min., reż. Camille Delamarre, występują: Ed Skrein, Ray Stevenson, Loan Chabanol, Gabriella Wright, Tatiana Pajkovic, Wenxia Yu, Radivoje Bukvic, Noemie Lenoir