Świetny film o arcyważnej formacji dla gangsta rapu i Xavier Dolan, który wciąga w niebezpieczną grę [NA CO DO KINA]

W kinach "Straight Outta Compton", opowiadające o N.W.A., kalifornijskim rapowym składzie z przełomu lat 80. i 90., i "W nowym zwierciadle: wakacje", film, na którym nie zabraknie powodów do śmiechu. A także "Mur", debiut Dariusza Glazera z Tomaszem Schuchardtem w głównej roli. Podpowiadamy, na co wybrać się do kina.
Straight Outta Compton

Utalentowany, początkujący producent Dr. Dre, płodny poeta ulicy Ice Cube i dysponujący środkami finansowymi diler Eazy-E zakładają wraz z kolegami rapową formację N.W.A. Ich bezkompromisowe teksty na świetnych podkładach natychmiast podbijają serca młodych Afroamerykanów, ale sława i związane z nią zagrożenia - z kłótniami o pieniądze na czele - szybko poróżniają dawnych ziomali.

Tak było trzy dekady temu. "Straight Outta Compton" to fabularna biografia członków arcyważnej dla gangsta rapu formacji. W tej gałęzi gatunku nigdy bardzo głęboko nie siedziałem, a teksty N.W.A uważam za zbyt kontrowersyjne przy naprawdę wątpliwej wartości artystycznej, ale - niech mnie - gdy filmowy 2Pac nawinął "Hail Mary", uśmiechnąłem się od ucha do ucha.

Fani pokochają film F. Gary'ego Graya (reżysera teledysków Ice'a Cube'a i napisanej przez niego komedii, "Piątku"), ale "Straight Outta Compton" spodoba się nawet przeciwnikom hip-hopu. To, po prostu, kawał znakomicie zrobionego kina. Mimo że skupia się na sferze muzyczno-biznesowej, to np. przewijający się w tle wątek policyjnego nadużywania siły i prześladowań czarnoskórych z łatwością wybrzmiewa jeszcze mocniej, niż choćby w "Selmie".

Obraz dużo zawdzięcza fenomenalnemu aktorstwu. Obsadę wybrano nie tylko ze względu na fizyczne podobieństwo - aktorzy przed mikrofonem brzmią niemal jak ich pierwowzory. Może nic w tym dziwnego, skoro w Ice'a Cube'a wciela się... jego syn, O'Shea Jackson Jr. W drugoplanowej roli Suge'a Knighta błyszczy R. Marcos Taylor, awansujący właśnie z kaskadera na aktora. Wreszcie godną rolę otrzymał znakomity Paul Giamatti, grający pierwszego menedżera zespołu.

"Compton" cierpi na odwieczną chorobę biografii - Dr. Dre i Ice Cube są najważniejszymi producentami filmu, a skoro wyłożyli kasę, nietrudno zrozumieć, dlaczego w efekcie wydają się największymi muzycznymi geniuszami i najbardziej pozytywnymi postaciami tej historii. Filmowy Dre to w ogóle wcielenie wszelkich cnót, na widok którego samozwańczy "Yeezus", Kanye West, natychmiast powinien zrzec się ksywki. Wystarczy jednak pamiętać, by wziąć na jego wizerunek poprawkę i doczytać co nieco po seansie.

Ocena: 5/6



"Straight Outta Compton", biograficzny, muzyczny, USA 2015, 145 min., reż. F. Gary Gray, występują: O'Shea Jackson, Jr. Corey Hawkins, Jason Mitchell, Neil Brown Jr., Aldis Hodge, Marlon Yates Jr., R. Marcos Taylor, Carra Patterson

W nowym zwierciadle: wakacje

Rusty (Ed Helms) jest rozczarowany karierą pilota w podrzędnych liniach lotniczych. Coraz gorzej układa mu się z żoną (Christina Applegate), a starszy syn (Skyler Gisondo) jest nieśmiałą ofiarą losu, prześladowaną przez młodszego brata (Steele Stebbins). Rusty dochodzi do wniosku, że musi utwardzić rodzinne więzy. Cóż wzmocni je lepiej od wspólnych wakacji? Zamiast zaproponować familii wypad do podejrzanie popularnego Paryża, Rusty idzie w ślady ojca (Chevy Chase przekazuje pałeczkę) i zabiera bliskich do Wally World.

Oryginalny tytuł komedii Johna Francisa Daley'ego i Jonathana M. Goldsteina (współscenarzyści "Szefów wrogów") ogranicza się do jednego słowa - "Wakacji". To dlatego, że twórcy, w wersji oficjalnej, nie chcą odcinać kuponów od święcącej triumfy w latach 80. serii "W krzywym zwierciadle". I można w to wierzyć. Nawet jeśli gagi i poziom humoru nie jest równie wysoki, co w dawnych filmach, to autorzy (z powodzeniem) wysilają się na parę innowacyjnych pomysłów i dają wiele powodów do śmiechu.

Helms, spodziewanie, nie jest w stanie dorównać Chase'owi, ale w roli jego wydoroślałego syna sprawdza się naprawdę dobrze. To samo dotyczy reszty obsady. Świetny jest mały Stebbins w roli bystrego chłopca z piekła rodem. W zabawnych, epizodycznych rolach pojawia się wiele gwiazd: Chris Hemsworth, Michael Pena czy Charlie Day.

"Wakacje" najbardziej przypominają inną sympatyczną letnią komedię, "Millerów". Nie ma co zastanawiać się nad tym, jak wpasowują się w cykl "W krzywym zwierciadle" - cytując Kombii: "każde pokolenie ma własny czas". Na szczęście, filmowi nie towarzyszy hit Grzegorza Skawińskiego, lecz stały temat muzyczny serii, nieśmiertelne "Holiday Road" Lindseya Buckinghama z Fleetwood Mac.

Ocena: 4/6



"W nowym zwierciadle: Wakacje", komedia, przygodowy, USA 2015, 100 min., reż. John Francis Daley, Jonathan M. Goldstein, występują: Ed Helms, Christina Applegate, Skyler Gisondo, Steele Stebbins, Chris Hemsworth, Leslie Mann, Chevy Chase, Beverly D'Angelo

Mur

Młody mężczyzna (Tomasz Schuchardt, "Jesteś bogiem") wynosi się ze starej kamienicy do nowoczesnego apartamentowca. Jeszcze niedawno znał takie miejsca tylko z prowadzonych przez siebie prac wykończeniowych. Jedną z jego nowych sąsiadek będzie Agata (Marta Nieradkiewicz, "Płynące wieżowce"), która natychmiast wpada mu w oko. Dziewczyna pochodzi z wyższej klasy, co może okazać się dla protagonisty murem nie do przeskoczenia. Zwłaszcza że sam często musi wracać na stare śmieci, by opiekować się ciężko chorą matką (Aleksandra Konieczna, "Korowód").

Debiutancki dramat Dariusza Glazera to typowe polskie kino beznadziei. Ludzie niechętnie się tu uśmiechają (co wydaje się nieco przeszkadzać Schuchardtowi), a dobre rzeczy niechętnie ich spotykają. Mimo wszystko, w porównaniu do większości podobnych filmów, w "Murze" aż tak to nie drażni. Z niewiadomych przyczyn - być może wynika to ze świadomości, że prawdziwe życie naprawdę czasem tak smutno wygląda - można zainwestować emocjonalnie w bohaterów.

W świetnej Nieradkiewicz trudno rozpoznać Sylwię z "Wieżowców". W "Murze" drażnić mogą jednak niedostatecznie satysfakcjonujące odpowiedzi (zastanawiamy się np., skąd główny bohater miał pieniądze na mieszkanie w takim miejscu i chociaż teoretycznie dostajemy w pewnym momencie namiastkę odpowiedzi, to wydaje się ona niewystarczająca).

Ocena: 3/6



"Mur", dramat, Polska 2014, 85 min., reż. Dariusz Glazer, występują: Tomasz Schuchardt, Aleksandra Konieczna, Marta Nieradkiewicz

Pieśń słonia

W pracy nie zjawia się psychiatra, dr Lawrence. Ostatnią osobą, która go widziała, jest jego pacjent, Michael (Xavier Dolan, "Mama"). Zarządzający placówką dr Green (Bruce Greenwood) postanawia odbyć z nim sesję i wyciągnąć od chorego informacje na temat losów swego kolegi. Daje się jednak wciągnąć w gierkę, prowadzoną przez ponadprzeciętnie inteligentnego Michaela.

Daje się wciągnąć za łatwo. Podwaliny intrygi nie są szyte nićmi chirurgicznymi. Dlaczego akurat Michael ma być jedyną nadzieją na znalezienie lekarza? Czemu wszyscy pozwalają pacjentowi sobą sterować? Dramat Charlesa Biname ("Maurice Richard") jest adaptacją pierwszej sztuki Nicolasa Billona i teatralność materiału widać aż za dobrze. Nie udało się w żaden sposób uzasadnić przenoszenia "Pieśni słonia" z desek teatru do kin.

Trzeba jednak przyznać, że słowne potyczki między lekarzem a pacjentem wciągają, a cała tajemnica intryguje. Ponadto, aktorzy dają z siebie wszystko, choć Dolan - ale to kwestia gustu - szarżuje przesadnie i popada momentami w karykaturę. Tym bardziej szkoda, że finał rozczarowuje. Wenus była ciekawsza w futrze, niż w kaftanie.

Ocena: 3/6



"Pieśń słonia", dramat, Kanada 2014, 110 min., reż. Charles Biname, występują: Bruce Greenwood, Xavier Dolan, Catherine Keener, Carrie-Ann Moss, Guy Nadon, Colm Feore, Cindy Sampson, Matt Holland

Szkolna impreza

Zeki (Elyas M'Barek, "WHO AM I") wychodzi z więzienia i chce odzyskać ukryty łup. Kłopot w tym, że beztroska striptizerka zakopała go na placu budowy, na którym stoi obecnie szkolna sala gimnastyczna. Zeki postanawia zatrudnić się tam jako woźny, ale przez przypadek dostaje posadę nauczyciela. Będzie musiał użerać się z uczniakami żywcem wyjętymi z "Młodych gniewnych".

Jeśli idzie o skojarzenia filmowe, komedia Bory Dagtekina ("Turecki dla początkujących") bardziej przypomina jednak skrzyżowanie "Diamentowej afery" ze "Złą kobietą" - z naciskiem na tą drugą. Zeki jest jeszcze bardziej niegrzeczny, niż udawana belferka Cameron Diaz, ale nawet gdy bez przerwy pije i zdarza mu się beknąć (no co, to jednak niemiecka komedia...), urok M'Barka sprawia, że nie sposób mieć mu tego za złe. Podobnie jest z niezdarną młodą nauczycielką, którą protagonista będzie wspierał (Karoline Herfurth, "Pachnidło", "Vincent chce nad morze"). Niezwykle sympatyczni bohaterowie i obsada równoważą nadmiar dowcipów z udziałem wymiocin.

Chociaż od początku wiadomo, dokąd ta "Imprezka" zmierza (notabene, to naprawdę fatalne tłumaczenie tytułu "Fack ju Goehte"), to jest to kolejny już przykład na to, że naprawdę przyjemna komedia z Niemiec to nie oksymoron. Dwa lata temu "Szkolna imprezka" była najchętniej oglądanym filmem w niemieckich kinach, więc druga część jest tuż za rogiem. I dobrze, bo całkiem chętnie do tej szkoły wrócę.

Ocena: 3/6



"Szkolna imprezka", komedia, Niemcy 2013, 120 min., reż. Bora Dagtekin, występują: Elyas M'Barek, Karoline Herfurth, Katja Riemann

Transporter: nowa moc

W poprzednich trzech częściach w tytułowego bohatera wcielał się Jason Statham. Gdy Anglik dowiedział się, że planowana jest nowa trylogia, ale kasa w najlepszym wypadku będzie stara, a scenariusz nie zostanie mu pokazany, Statham wyskoczył z pędzącego wozu. Wiedział, co robi. Współproducent i współscenarzysta Luc Besson również wiedział, co robi, nie decydując się na pokazanie aktorowi scenariusza.

Trudno powiedzieć, jak Francuz tego dokonuje, ale jego wytwórnia wypuszcza jeden bardzo podobny film za drugim, a mimo to - zazwyczaj - ogląda się je przyjemnie. To tym dziwniejsze, wziąwszy pod uwagę, że są to zazwyczaj rzeczy naprawdę głupie. Ale chyba właśnie w B-klasowości tkwi ich cały urok.

Tym razem za kółkiem usiadł niepozorny, ale sympatyczny Ed Skrein ("Saga Wikingów", epizod w "Grze o tron"), wynajęty przez tajemniczą Annę, która, wraz z trzema koleżankami po najstarszym fachu świata, pragnie zemścić się na znienawidzonym alfonsie. Dziewczyny inspirują się "Trzema muszkieterami" (ale konkretnie jak?) i są sto razy sprytniejsze od głównego bohatera, a w całą sprawę wplątują dodatkowo jego świeżo emerytowanego ojca (bardzo zabawny Ray Stevenson), prawdopodobnie najgorszego szpiega świata.

Fabuła szybko przestaje trzymać się kupy, podopieczny Bessona, reżyser Camille Delamarre ("Brick Mansions") jak zwykle radzi sobie marnie, dialogi są naprawdę złe i nawet Skrein wydaje się zażenowany bzdurami, które musi wygadywać, ale są też piękne kobiety w skąpych strojach, zapierająca dech w piersiach Riwiera i ze dwie naprawdę klawe sceny akcji. Innymi słowy, film klasy B pełną gębą.

Ocena: 3/6



"Transporter: Nowa moc", akcja, Chiny, Francja 2015, 95 min., reż. Camille Delamarre, występują: Ed Skrein, Ray Stevenson, Loan Chabanol, Gabriella Wright, Tatiana Pajkovic, Wenxia Yu, Radivoje Bukvic, Noemie Lenoir

Więcej o:
Skomentuj:
Świetny film o arcyważnej formacji dla gangsta rapu i Xavier Dolan, który wciąga w niebezpieczną grę [NA CO DO KINA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX