Poznaj najzabawniejsze polskie animacje "Pafnucy, futrzany stwór z lateksową trąbą, nie jest zadowolony ze swojej fizjonomii" [TOP 6]

O tym, jak działa jamniczek, o żarłocznych małżach, musze-kaskaderce i zdesperowanym pluszaku z siekierą - mówi Bartosz Staszczyszyn*, recenzent filmowy Culture.pl.
Polska animacja od kilku dekad ma poważne twarze Lenicy i Kuci, Giersza i Szczechury, Kijowicza, Czekały i Schabenbecka, twórców odważnych, wyrazistych i eksperymentujących z formą. Wśród najwybitniejszych polskich animacji mnóstwo jest dojmujących opowieści o samotności, o władzy, totalitaryzmie i istocie sztuki. Ale bywają tu także historie opowiedziane w nieco lżejszym tonie, czasem frywolne i bardzo dowcipne. Oto kilka z nich:



"Czarny Kapturek" Piotra Dumały, 1983 r.



- Mój ideał filmu rozpina się między humorem i horrorem. Najlepiej, gdy obie skrajności zataczają koło i stykają się ze sobą - mówił Piotr Dumała w rozmowie z Pawłem Sitkiewiczem. A jednak nazwisko artysty częściej łączy się z mrocznymi opowieściami z ducha Dostojewskiego i Kafki, aniżeli z lekkimi historiami przesyconymi poczuciem humoru.

Jednym z wyjątków w filmografii Dumały jest "Czarny Kapturek" zrealizowany na motywach bajki Charlesa Perrault. Czytany przez polskiego reżysera "Czerwony Kapturek" w żadnym razie nie przypominał klasycznych baśniowych adaptacji - okazywał się sprośny i rozbrajająco dowcipny. Dumała sięgał po prostą kreskę imitującą dziecięce rysunki i swobodnie traktował fabułę literackiego pierwowzoru. Tu Kapturek pożerał wilka, myśliwy zabijał małą dziewczynkę, a w finale babcia i wilk oddawali się cielesnym uciechom. Seksualna końcówka nie wszystkim się podobała, a film funkcjonował w dwóch wersjach - z seksualnym finałem i bez niego - mówi Bartosz Staszczyszyn*, recenzent filmowy Culture.pl.

- Dla niektórych do dziś jest niegrzeczny, w co aż trudno uwierzyć. Jego sukces w 1983 roku wziął się chyba stąd, że w Polsce nie było tradycji tego rodzaju filmów. Filmy humorystyczne kręcili Olo Sroczyński i Julian Antonisz. Ale zupełnie inne. Antonisz interesował się satyrą społeczną, a Olo miał swój hermetyczny świat obsceny. "Czarny Kapturek" opierał się na znanej bajce i wygrywał klasyczną burleskę, mieszając ją z makabrą - mówił reżyser w cytowanym wywiadzie.

W 1983 roku "Czarny Kapturek" dostał nagrodę na festiwalu w Warnie, dzięki czemu był dystrybuowany w kinach jako dodatek do jednego z pełnometrażowych filmów. Młoda publiczność chodziła wówczas bardziej na Dumałę niż fabularny obraz, do którego był jedynie dodatkiem.

"Jak działa jamniczek" Juliana Antoniszczaka, 1971 r.



W z gruntu poważnym świecie polskiej animacji Julian Antoniszczak zawsze się wyróżniał. Był eksperymentatorem, satyrykiem i mistrzem animacji non-camerowej. Z pewnością był też jednym z najbardziej dowcipnych autorów animacji w historii polskiego kina. Już na przełomie lat 60. i 70. rozwinął własną, ironiczną formułę filmu oświatowego. Takie filmy jak "Jak to się dzieje" (1970), "Jak nauka wyszła z lasu" (1970), "Jak działa jamniczek" (1971") czy też "Kilka praktycznych sposobów na przedłużenie sobie życia" (1974) uczyniły z niego artystę kultowego.

Antoniszczak sięgał do techniki non-camerowej, by za jej pomocą opowiadać o absurdach realnego socjalizmu. Sam reżyser mawiał:

"Pulsująca kraina non camery to jedyne antidotum na istniejącą obok paranoiczną rzeczywistość".

"Ostry film zaangażowany" Juliana Antoniszczaka, 1979 r.



Antonisz drwił z PRL-owskiej propagandy i rzeczywistości swojej epoki, sięgając po formę świadomie kulawą. Jan Strękowski pisał o jego filmach:

"Rozedrgane, pulsujące, pełne ruchu i jakiejś nieporadności plastycznej, która ukrywa to, że jest zamierzona, z pomysłowym, zaskakującym, absurdalnym, nonsensownym, groteskowym czy satyrycznym komentarzem, pełne chropawych dźwięków, tak samo chropawych jak czytany najczęściej przez amatorów, pełen pomyłek i kiksów językowych komentarz, filmy Juliana Józefa Antonisza po ponad 20 latach od śmierci reżysera i prawie tyle samo od upadku PRL, wzbudzają wciąż równie wielki co niegdyś aplauz widowni, także tej młodej, która o tym twórcy nigdy wcześniej nie słyszała, a realia PRL odbiera jak pochodzące z baśni".

"Ostry film zaangażowany" stał się jednym z najważniejszych dzieł w dorobku Antoniszczaka. Reżyser stylizował swój film na demaskatorski reportaż telewizyjny, by w ironiczny sposób opowiedzieć o upadku kultury w PRL-u. Za swoją animację w 1980 roku otrzymał Złotego Lajkonika na OFFK w Krakowie i Brązowego Smoka na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie.

"Bankiet" Zofii Oraczewskiej, 1976 r.



"Bankiet" Zofii Oraczewskiej z pewnością nie jest zwyczajną komedią. Możliwe, że nie jest nią w ogóle. A jednak ta metaforyczna opowieść o społeczeństwie konsumpcyjnym ma w sobie sporo czarnego humoru - mówi Bartosz Staszczyszyn*, recenzent filmowy Culture.pl.

Oto na tytułowy bankiet przychodzą kolejni goście. Kelnerzy wnoszą półmiski, a stoły powoli się wypełniają. Kiedy wreszcie eleganccy panowie i panie ruszają do jedzenia, czeka na nich makabryczna niespodzianka. A właściwie kilka - od krwiożerczych małż, przez bażanta wydłubującego oko, aż po prosię odgryzające kobiecy biust.

"Film, że mucha nie siada" Michała Poniedzielskiego, 2004 r.



Rzadko się zdarza, by studencka etiuda żyła poza festiwalowym obiegiem i stawała się przebojem internetu. Dwuminutowej animacji Michała Poniedzielskiego ta sztuka się udała. Etiuda zrealizowana w łódzkiej Filmówce najpierw w 2006 roku zdobyła Offskara - Nagrodę Polskiego Kina Niezależnego, a niedługo później zdobyła popularność w internecie.

Nic w tym dziwnego, bo Poniedzielski w swej miniaturze w dowcipny sposób opowiedział o samotności artysty i kapryśnej publiczności, która w sekundę potrafi odwrócić się plecami do swego ulubieńca. Bohaterem jego animacji jest dzielna mucha, która z tą samą gracją wykonuje lotnicze ewolucje i z rozgoryczeniem rzuca wulgaryzmami. A wszystko to przy dźwiękach "Lotu trzemiela" Nikołaja Rimski-Korsakowa.

Film w dobrej jakości można obejrzeć na stronie Filmoteki Szkoły Filmowej w Łodzi.

"Drżące trąby" Natalii Brożyńskiej, 2010 r.



- Pafnucy, futrzany stwór z lateksową trąbą, nie jest zbyt zadowolony ze swojej fizjonomii. Wśród gazet ma zdjęcie Kalasantego, postaci charakteryzującej się twarzą tryskającą zdrowiem i pogodą ducha. Pafnucy porusza się na wrotkach, ma kłopoty z koordynacją ruchową, daleko mu do Kalasia. Wpada w szał - tak streszczała swój film Natalia Brożyńska, młoda artystka, która w łódzkiej Filmówce stworzyła jedną z najzabawniejszych polskich animacji ostatnich lat.

Jej "Drżące trąby" to opowieść o potrzebie akceptacji, kompleksach i o tym, że życie innych zawsze wydaje się nam ciekawsze od własnego. Ale to także historia o futrzaku jeżdżącym na wrotkach, o prosiaku-statyście i o tym, że dopóki przychodzimy do siebie z siekierą, to znaczy, że nie jesteśmy sobie wzajemnie obojętni.

Animowany film Brożyńskiej zdobył na festiwalach aż 11 nagród, przy okazji zaskarbiając sobie uznanie publiczności, a na YouTubie obejrzało go ponad 400 tysięcy widzów.

*Bartosz Staszczyszyn - krytyk filmowy i literacki. Absolwent filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Współpracownik "Tygodnika Powszechnego" i portalu Filmweb.pl. Publikował m.in. w "Polityce", "Gazecie Wyborczej" i "Dwutygodniku".