Czy roboty odbiorą pracę aktorom? Geminoid F. z rolą w "Sayonara"

Na festiwalu filmowym w Tokio miał premierę najnowszy film Koji Fukady "Sayonara", w którym jedną z głównych ról gra Geminoid F. Robot jest traktowany jako jeden z członków obsady. Ale czy możemy mówić o przełomie, który sprawi, że w kinie maszyny zastąpią aktorów?
To chyba za mało powiedziane, że "Sayonara", który do japońskich kin wejdzie w listopadzie, ma międzynarodową obsadę. U boku Amerykanki Bryerly Long, Francuzki Irene Jacob i Japończyka Nijire Murakami wystąpił bowiem Geminoid F., stworzony przez Hiroshi Ishiguro z Uniwersytetu w Osace.

Akcja filmu rozgrywa się w Japonii po katastrofie nuklearnej. Bryerly Long wciela się we właścicielkę robota, którego "gra" Geminoid F. Podczas konferencji prasowej poświęconej produkcji, reżyser "Sayonara", opowiadając o androidzie, określał go mianem "aktorki".

Reżyser Koji Fukada i aktorka Bryerly Long na festiwalu filmowym w Tokio. fot. Shizuo Kambayashi / AP

Recenzent branżowego portalu Variety w swojej recenzji pisze, że Geminoid F. jest "niepokojąco realistyczny". Zaznacza jednak, że nie mówiłby jeszcze "żegnajcie" prawdziwym aktorom filmowym, podkreślając, że taki eksperyment przynosił lepsze efekty na scenie teatralnej niż na dużym ekranie (film Fukady jest bowiem adaptacją sztuki). Dziennikarz zauważa, że robot jako członek obsady może nie być atutem filmu, ale nawet przeszkadzać prawdziwym aktorom. "Widać w filmie ograniczenia robota, który jest na siłę przykuty do wózka inwalidzkiego, ponieważ nie radzi sobie za dobrze z poruszaniem innymi częściami ciała niż oczy, usta i szyja - a to może tłumaczyć, dlaczego jego partnerka Bryerly Long na ekranie odgrywa to, co pokazywała także w sztuce, nienaturalnie i prawie zupełnie monotonnie" - ocenia Peter Debruge.

Nie lepszego zdania o filmie i roli Geminoida F. jest także recenzent Screen Daily. "Przypomina człowieka na tyle, by ci, którzy nie znają prawdy, mogli założyć, że rolę odgrywa aktorka, wspierana przez specjalistów od efektów specjalnych. Wygląda trochę jak Bjork ze szczękościskiem. Niestety, ten paraliż przekłada się także na inne sfery filmu" - krytykuje Lee Marshall.



Wygląda więc na to, że Brad Pitt, Jennifer Lawrence i spółka mogą na razie spać (i grać) spokojnie.