Widzieliśmy już "Spectre"! Jaki jest? To Bond na nasze czasy [PIERWSZA RECENZJA]

Każdy Bond dotyczy sprawy, która w danym momencie nurtuje cały świat. Jest tak i w "Spectre", który opowiada o podsłuchiwaniu obywateli. Ale czy tej opowieści nie znamy już z Batmana?
W najnowszym filmie Sama Mendesa James Bond (Daniel Craig) dowiaduje się o istnieniu niebezpiecznej organizacji - SPECTRE. W Londynie szef nowego centrum bezpieczeństwa kwestionuje działania Bonda. Jednocześnie podaje w wątpliwość konieczność istnienia agencji MI6, na której czele stoi "M" (Ralph Fiennes). Jest też przeciwnik (Christoph Waltz). Tyle było wiadomo do niedawna. Teraz udało nam się już zobaczyć film. I wiemy, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.



Zapewnienie nam bezpieczeństwa to zadanie Jamesa Bonda

Jednym z największych światowych skandali ostatnich lat było ujawnienie zaawansowanego programu podsłuchowego, stosowanego bez wiedzy i zgody obywateli przez rząd USA. I zapewne nie tylko przez ten rząd. Mniejsza o to, że społeczeństwo już dawno powinno się tego spodziewać. Oburzenie było ogromne. Nie zabrakło jednak takich, którzy otwarcie mówili, że chętnie wyzbyliby się sporej części prywatności w zamian za obietnicę bezpieczeństwa.

Zaraz, zaraz. Przecież zapewnienie nam bezpieczeństwa to zadanie Jamesa Bonda. Nic dziwnego, że najlepszy agent w służbie Jej Królewskiej Mości musiał zabrać głos w tej sprawie. Właśnie o tym opowiada "Spectre". Tylko czy w czasach, w których zainteresowanie mediów i ludzi trwa coraz krócej, twórcy filmu nie spóźniają się z poruszeniem tego tematu?

James Snowden. Czasy elektronicznych podsłuchów i dronów

Filmów o masowych podsłuchach i nowej technologii, wypierającej stare rozwiązania szpiegowskie, było już mnóstwo. Co więcej, niektórzy nawet znaleźli swojego nowego Bonda w Edwardzie Snowdenie (a fani kinowych dokumentów zdążyli obejrzeć chociażby opowiadający o nim "Citizenfour"), który ujawnił szczegóły szpiegowskiego programu "Prism".

Edward Snowden: Budujemy największe narzędzie opresji w historii >>

W "Spectre" ogromny zagrożeniem dla świata jest nie tylko tytułowa organizacja, ale też młody, ambitny Max Denbeigh, który uważa MI6 za przeżytek, a polowych agentów w rodzaju Bonda za relikt przeszłości. Na szefującego agencji "M" patrzy jak na bohatera zimnowojennego filmu szpiegowskiego.

Denbeigh chce założenia międzynarodowej agencji szpiegowskiej, która swoją pracę wykonywałaby raczej sprzed komputerowych ekranów (a jej potęga, naturalnie, może doprowadzić świat na skraj zagłady...), niż na ulicach egzotycznych miast. Nastały czasy elektronicznych podsłuchów i dronów, które - jego zdaniem - robotę wykonają dużo sprawniej, taniej i czyściej od ludzi.



Komu pozwolilibyście się ochraniać - człowiekowi czy maszynie?

Kłopot w tym, że "Spectre" ma spory problem z udowodnieniem, że teza młodego wilka jest błędna. Bond rzeczywiście bez przerwy uprawia samowolkę i dokonuje zniszczeń na niespotykaną skalę, co w żart obrócić można by raczej w filmach w stylu "Mission: Impossible" czy "Bad Boys", ale nie w nowym, biorącym siebie całkiem na serio cyklu filmów o Bondzie.

W otwierającej "Spectre" sekwencji, 007 prowadzi akcję tak bezmyślną, że jest bliski dokonania bezprecedensowej masakry na cywilach. Nie lepiej prezentuje się jego zwierzchnik - "M" dopiero co przejął stery, a już doprowadził agencję do ruiny i pozwolił na jej zamknięcie (inna sprawa, że Spectre też zachowuje się wyjątkowo mało tajnie i profesjonalnie jak na tajną, profesjonalną machinę zła).

Więcej równości w "Spectre"? "Niech Bond stanie się w przyszłości kobietą". Dziewczyny Bonda [ZDJĘCIA]


Momentami trudno oprzeć się wrażeniu, że Denbeigh ma rację. Na korzyść protagonisty przemawia jedynie lepszy fason garnituru, nasz sentyment i obawa, że roboty mogą kiedyś wymknąć się spod kontroli.

Tym niemniej, aktualny problem zostaje w "Spectre" poruszony. Komu pozwolilibyście się ochraniać - człowiekowi czy maszynie? Na ile jesteście w stanie zrezygnować z prywatności (a musicie wiedzieć, że "Prism" to fraszka w porównaniu z tutejszym systemem inwigilacji) na rzecz zwiększonego bezpieczeństwa? I czy nie obawiacie się, że możecie paść przypadkową ofiarą drona lub szaleńca z dżojstikiem w ręku?

James Wayne. Brytyjski szpieg zawsze był właśnie superbohaterem

Wedle pogłosek przygotowywana właśnie kontynuacja "Top Gun" opowiadać ma o erze dronów, w której piloci stali się zbędni. Aż do niespodziewanej misji, której podołać jest w stanie tylko człowiek (i to jeden człowiek - słynny Maverick!). Prawdziwy superbohater.

Może i Bond ukrywa się za swoim przebraniem gentlemana, ale to także tylko superbohaterski kostium. Najbardziej znany brytyjski szpieg zawsze był właśnie superbohaterem. To dlatego twórcom filmu tak łatwo na myśl przyszło zastosowanie strategii Marvela i popularnych obecnie wieloczęściowych, fabularnie powiązanych ze sobą sag filmowych. Nie dość, że od realistycznego "Casino Royale" dość płynnie przeszli ponownie w stronę klimatu starszych, bardziej komiksowych Bondów, to jeszcze postanowili uczynić "Spectre" swego rodzaju finałem, wiążącym historie z "Casino...", "Quantum..." i "Skyfall" (co nie wyszło im najzgrabniej).

Nolan mógłby zostać uznany za scenarzystę "Skyfall" i "Spectre"

Nie ulega jednak wątpliwości, że aktualne wcielenie Jamesa Bonda najwięcej wspólnego ma z trylogią filmów o Batmanie Christophera Nolana. Ba, na przestrzeni dwóch ostatnich filmów "Bondy" stały się taką zrzynką z "Batmanów", że Nolan mógłby spokojnie zostać uznany za scenarzystę "Skyfall" i "Spectre", a przed sądem przyznano by mu honorarium za pracę przy hitach z Danielem Craigiem w roli głównej.

Raoul Silva ze "Skyfall" był przecież Jokerem z "Mrocznego Rycerza" (teraz jest nim bohater grany przez Christopha Waltza). Jego intryga była nawet niezwykle podobna do planu Jokera. W "Spectre" Bond przemieszcza się po całym świecie, chociaż nie wiadomo, jak to robi, ani skąd ma na to środki - zupełnie jak Bruce Wayne, który przedostawał się z głębokiego dołu w ziemi na drugim końcu globu do odciętego od świata Gotham.

"Q" mieszka w "Spectre" w pieczarze, do której Bond przychodzi po gadżety tak jak Batman do Alfreda. Przykłady można mnożyć, ale najważniejsza jest właśnie kwestia podsłuchów.

Nowa technologia wyprze w końcu starych bohaterów?

Nolan już siedem lat temu zbudował Wayne'owi w piwnicy rozwiniętą aparaturę inwigilacyjną, mającą zapewnić obywatelom większą ochronę. Nie wszystkim się to podobało, ale Batman uzasadniał to regułą mniejszego zła i tym, że podsłuchy są w dobrych, uczciwych rękach. W "Spectre" może być nieco inaczej, ale to jedna z nielicznych różnic między tymi historiami. Tu też mamy do czynienia ze ściganym, prześladowanym bohaterem. Bondem naszych czasów. Bondem, na jakiego zasługujemy.

Wypada tylko przypomnieć, że po tej przygodzie Batman-Bale przeszedł na zasłużoną emeryturę. Bond-Craig też wygląda na zmęczonego i gotowego do porzucenia dotychczasowego stylu życia. A więc to prawda - nowa technologia wyprze w końcu starych bohaterów?

"Spectre" wchodzi do regularnej dystrybucji 6 listopada.

"Spectre", sensacyjny, USA, Wielka Brytania 2015, 150 min., reż. Sam Mendes, występują: Daniel Craig, Monica Bellucci, Christoph Waltz, Lea Seydoux, Ben Whishaw, Ralph Fiennes, Naomie Harris, Rory Kinnear

O kulisach najdłuższego serialu w dziejach kina przeczytasz w książce "James Bond. Szpieg, którego kochamy" >>