Teraz czas na kobiety w akcji. Czy Katniss Everdeen zapoczątkowała rewolucję w Hollywood?

W czasach, gdy komedie romantyczne nie podbijają już rankingów box office, kobiece kino musiało poszukać innej bohaterki. Nie rozmarzonej, zakochanej, uzależnionej od uczuć czy mężczyzny. Katniss Everdeen rozpoczęła rewolucję nie tylko w Panem, ale także przemyśle filmowym.
Zawiedziona miłość, tkliwe wspomnienia i spojrzenia rzucane zza rzęs na umięśnionych macho ratujących świat, miasto, czy chociażby tylko, albo aż, własną rodzinę. Taką rolę kobiet widzieli w kobiecych rolach reżyserzy właściwie od początków kina. Rewolucyjne wydawało się więc obsadzenie Sigourney Weaver "Obcym" czy Umy Thurman jako sprawnej i żądnej zemsty zabójczyni w "Kill Billu". Jednak nie oszukujmy się, w dalszym ciągu nie były to postacie, z którymi chciałaby się identyfikować żeńska część widowni. To raczej mężczyźni potrafili godzinami oceniać szczegóły ubioru tych bohaterek, a także śledzić ich zmagania z przeciwnikami.

Bohaterkami "kobiecych" filmów nadal były głownie panie, które skupiały się na poszukiwaniu drugiej połówki lub opłakiwaniu straconej miłości. W ostatnich latach jednak coś się zmienia. " Magicznej granicy 100 mln dol. wpływu nie przekroczyła żadna komedia romantyczna od 2011 roku" - zauważa Milena Rachid Chehab z "Gazety Wyborczej". A w 2012 roku na dużym ekranie zadebiutowała Katniss Everdeen.



Nowa żyła złota

"Igrzyska śmierci" to chyba pierwszy film, na który dziewczyny setkami podstępnie zaciągały swoich mężczyzn, mówiąc: "Słyszałam, że to niezły film akcji, podobno jest dużo przemocy, chodźmy zobaczyć". To również film, po którym wychodząc z kina niejedna kobieta myślała, "Świetnie się bawiłam, Katniss to bohaterka, z którą mogę się utożsamiać". Wynik kasowy dwóch kolejnych części potwierdził sukces Głodowych Igrzysk. Trzecia część pozostawiała oczywiście wiele do życzenia, ale fani sagi, którzy już dawno przeczytali książkę wiedzą, że Katniss czeka jeszcze daleka droga. Filmy o młodej pannie Everdeen, tuż po premierze ostatniej części Kosogłosa ogłoszono na oceanem najlepszą serią filmową w grupie YA - Young Adult (młodych dorosłych). Co jednak ważniejsze, dzięki sukcesowi serii producenci z Hollywood odkryli nową żyłę złota - kino akcji dla kobiet, produkcje niekoniecznie tylko o miłości.

Specjaliści od castingów wykonali świetną robotę. Czy możemy wyobrazić sobie kogoś lepszego w roli Katniss niż Jennifer Lawrence, piękną dziewczynę z sąsiedztwa, która pomimo wyjątkowej urody nie jest kojarzona z typem wampa, famme fatale czy zwykłej sex bomby? Lawrence jest laureatką Oscara, kocha ją cała Ameryka, a Ci którzy mieli okazję z nią pracować podkreślają też jej otwartość i bezpośredniość.


Jennifer Lawrence na czerwonym dywanie w Los Angeles i Paryżu fot. Reuters /AP

Nie przestajemy lubić jej mniej, gdy otwarcie mówi że nie wychodzi jej z facetami, gdy kolejny raz przewróci się na czerwonym dywanie, czy gdy do sieci wyciekną jej bardzo prywatne zdjęcia. Drobne wpadki, które przydarzają się aktorce sprawiają, że nasza sympatia do niej rośnie jeszcze bardziej. Jest dziś jednocześnie idealna kumpelą i bohaterką do naśladowania.

Co ma Katniss Everdeen, czego nie mają inne?

W "Igrzyskach śmierci" wątek miłosny nie jest aż tak istotny. Uczucia Katniss nie są jasne, bohaterka, by przetrwać, wielokrotnie udaje miłość. Sama nie wie co czuje do swojego przyjaciela Gale'a, a tym bardziej do Peety Mellarka, wspólnie z którym walczyła na arenie Głodowych Igrzysk. Dlatego też woli się nad tym nie zastanawiać. Uwalnia to widzów od ciągłego poczucia, że kino dla kobiet (zwłaszcza tych młodszych) musi być tylko o miłości. Wszystkie amory i banalne romanse zostają zepchnięte na dalszy plan. To, co popycha Katniss do działania, to nie romantyczne uczucie, a walka o przetrwanie i bezpieczeństwo swoich bliskich. Jej próba odnalezienia się w brutalnej rzeczywistości i rozpoznania swoich uczuć, jest metaforą dorastania we współczesnym świecie. To dlatego Katniss jest tak bliska wielu młodym kobietom.



Katniss, podobnie jak inne (super)bohaterki wcześniejszych filmów akcji, dostała oczywiście od twórców atrybuty typowe dla tego gatunku: obcisły, podkreślający kobiece kształty, kostium (w końcu mężczyźni też muszą to obejrzeć), broń w postaci łuku, ponadprzeciętną sprawność fizyczną i zdolności do przetrwania w trudnych warunkach. To, co odróżnia ją od jej poprzedniczek, to poczucie, które daje widzom; poczucie, że jest po prostu zwykłą dziewczyną, którą chwilę po wyjściu z kina możemy spotkać w pobliskim supermarkecie.

Czy chcemy więcej walczących kobiet?

Wygląda na to, że tak. W 2014 roku do kin weszła "Niezgodna" - historia nastoletniej Triss, która poprzez swoje nietypowe zdolności staje się zagrożeniem dla totalitarnego społeczeństwa. Choć porównywany do "Igrzysk Śmierci" film, również będący ekranizacją powieści, nie odniósł aż tak dużego sukcesu kasowego jak saga o Katniss, zdobył wierne grono fanów i doczekał się kolejnych części.



Po 10 latach od premiery ostatniej części sagi, na ekrany wracają w tym roku także "Gwiezdne wojny". U boku dobrze znanych bohaterów pojawią się także nowe postaci. Jedną z najważniejszych będzie tym razem Rey, którą zagra młoda aktorka Daisy Ridley. Wielbiciele cyklu spekulują, że tajemnicza dziewczyna, która znajduje się w centralnej części plakatu promującego "Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy", może być córką Hana Solo i księżniczki Lei.



Hollywood coraz częściej stawia na kobiety, nie tylko w przypadku produkcji skierowanych głównie do nastolatek. Dobrze przyjęty w tym roku przez wielu krytyków i widzów "Mad Max: Na drodze gniewu", w którym w główną rolę wcielił się Tom Hardy, wiele uwagi poświęca kobiecej postaci. Zdaniem wielu, Furiosa, którą zagrała Charlize Theron, przyćmiła tytułowego bohatera.

W przyszłym roku do kin ma trafić natomiast trzecia część kultowych "Pogromców duchów". Tym razem ze zjawami będą starały sobie radzić kobiety. To nie będzie łatwa walka, ponieważ oprócz istot pozaziemskich, Kristen Wiig i Melissa McCarthy będą musiały zmierzyć się z legendą poprzednich części filmu. Fani jeszcze przed premierą już krytykują nie tylko sam pomysł, ale i dobór obsady czy wybór reżysera, a wytwórni zarzucają żerowanie na marce Ghostbusters. Widzów nie uspokoiły nawet doniesienia, że sam Bill Murray, znany w świecie filmowym z tego, że bezbłędnie rozpoznaje dobre scenariusze, zgodził się zagrać u boku dwóch głównych aktorek.

Ze znaczenie lepszym przyjęciem spotkała się natomiast zapowiedź nowej wersji "Ocean's Eleven". Tu także będą królowały kobiety. O filmie wiemy na razie tylko tyle, że główną rolę ma zagrać ulubienica ameryki Sandra Bullock, która ostatnio po raz kolejny podbiła serca widzów w "Grawitacji".

Oczywiście jesteśmy na początku tej drogi. Byłoby dobrze, żeby te filmy nie okazały się nic nieznaczącym epizodem w historii kina, lecz zapoczątkowały dobrą modę na filmy akcji o kobietach i także dla kobiet.

"Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2" wchodzi do kin 20 listopada.