Julia Kowalski: "Znam kogoś, kto cię szuka" to film o budzącym się w młodej dziewczynie pożądaniu [ROZMOWA]

- W moim filmie to dziewczyna - Rose - pożąda, a nie jest przedmiotem pożądania - mówi Julia Kowalski. Jej film został doceniony przez selekcjonerów ACID tegorocznego festiwalu w Cannes. Obraz na ekranach kin już 27 listopada!
W "Znam kogoś, kto cię szuka" Józef (Andrzej Chyra) przyjeżdża do Francji, aby wyjaśnić sprawy z przeszłości. Zatrzymuje się w domu polskiego imigranta, który mieszka z nastoletnią córką, Rose (Liv Henneguier). Obcy mężczyzna budzi zainteresowanie dziewczyny. Fascynacja przeradza się w subtelną przyjaźń, która pociąga za sobą przysługę - Józef szuka porzuconego dawno temu syna, z którym Rose chodzi do szkoły. Tak poznaje bliżej Romana (Yoann Zimmer). Dziewczyna odkrywa nagle, czym jest zakochanie i czego pragnie jej ciało. Rozmawiamy z reżyserką filmu.



Gabriela Sitek: Skąd polskie wątki w pani filmie?

Julia Kowalski: Urodziłam się we Francji, ale moi rodzice są Polakami. Co roku odwiedzałam dziadków w Polsce w Międzylesiu w Kotlinie Kłodzkiej. I to miejsce jest przedstawione w moim filmie. Jestem bardzo przywiązana do tego miasta i do Polski. We Francji chodziłam do szkoły i studiowałam, ale Polska była da mnie zawsze bardzo ważna. Przed "Znam kogoś, kto cię szuka" zrobiłam parę filmów dokumentalnych, wszystkie odnosiły się do Polski. Mój najnowszy film nie jest autobiograficzny, ale ewidentnie pojawią się w nim wątki zainspirowane moim życiem.

Czy nazwałaby Pani ten film obrazem o poszukiwaniu korzeni, tożsamości?

Tak, ten wątek pojawia się w historiach paru bohaterów. Rose, główna bohaterka, wie, że ma polskie korzenie, ale początkowo to jej nie interesuje. Ma 15 lat i jest jeszcze za młoda. I co charakterystyczne dla takiego wieku, nienawidzi ojca. Dziewczyna ocenia wszystko, co jest z nim związane, negatywnie. A Polska jej się z nim jednoznacznie kojarzy. Dlatego, kiedy przyjeżdża Józef, polski robotnik do ich domu [w którego wciela się Andrzej Chyra, przyp. red.], początkowo dziewczyna nie chce mieć z nim żadnego kontaktu. Ale potem mężczyzna zaczyna budzić jej fascynację, co ją przybliża do jej polskich korzeni.

Ten wątek pojawia się także w przypadku Romana, który zostaje zaskoczony wiadomością, że Józef jest jego ojcem i że chce się z nim spotkać. Chłopak decyduje się, aby odpowiedzieć na zainteresowanie ojca, ale kiedy do niego dochodzi, ucieka. Te wydarzenia wywołują w nim za dużo emocji.



Selekcjonerzy sekcji ACID tegorocznego festiwalu w Cannes, na którym był pokazywany pani film, docenili postać głównej bohaterki. "Na naszych oczach rodzi się nowa figura współczesnego kina: dziewczyna przestaje być pożądana - zaczyna pożądać" - czytamy w ich uzasadnieniu. Co było dla pani najważniejsze w przedstawieniu postaci Rose?

Tak, "Znam kogoś, kto cię szuka" to film o budzącym się w młodej dziewczynie pożądaniu. Zazwyczaj, szczególnie w filmach adresowanych do młodzieży, przedstawiony jest punkt widzenia chłopaka, który stawia sobie za cel zdobyć dziewczynę. Ja przyjmuję zupełnie inną perspektywę. W moim filmie to dziewczyna - Rose - pożąda, a nie jest przedmiotem pożądania. Skonstruowałam tak fabułę filmu, że na początku nikt jej nie chce. Jednak z biegiem akcji, Rose udaje się spełnić swoje pragnienia.

Szczególnie trudne było znalezienie odpowiedniej aktorki do tej roli. Szukałam odtwórczyni tej postaci przez rok. Bardzo mi zależało, aby nie była to po prostu ładna dziewczyna. Liv Henneguier, która ostatecznie zagrała Rose, może wydawać się czasami zarówno brzydka jak i bardzo piękna, kobieca. Ona była idealną osobą, aby zagrać dziewczynę, która jest silna. Nie jest tylko ładną lalką, jest trochę surowa, ostra. Chodziło mi także o oddanie ambiwalencji postaci Rose - tego, że potrafi być dobra, ale i okrutna.



Relacja Rose z Romanem, chłopakiem który jej się podoba, jest brutalna, a nawet krzywdząca dla dziewczyny. Dlaczego tak silna bohaterka jak Rose dąży do relacji, która sprawia jej dużo przykrości?

Rose wchodzi w tę relację mimo tego, że widzi, że początkowo zainteresowanie nie jest obopólne. Zależało mi przede wszystkim na przedstawieniu świata wyobraźni, motywacji dziewczyny, która ma 15 lat. To wiek nieskończonych możliwości. Wszystko przeżywa się po raz pierwszy, a towarzyszą temu ogromne emocje - zarówno pozytywne jak i negatywne. Rose zdaje sobie sprawę, że relacja z Romanem nie jest taka, jaka powinna być, ale 15 letnia dziewczyna nie boi się niczego. Dla niej kontakt z nim to żyć, albo umrzeć.

Zachowania Rose i Romana bardzo się różnią. Rose dąży do głębszej relacji i aby osiągnąć cel, manipuluje chłopakiem, a Roman wydaje się w ogóle nie być zainteresowany emocjonalną relacją z dziewczyną.

Rose przeżywa wszystko po raz pierwszy. Zależało mi na pokazaniu kobiety, dla której doświadczenia erotyczne są nowe, kiedy pierwszy raz idzie do łóżka. I ten seks nie jest ani wspaniały, ani w żaden sposób traumatyczny. Pierwszy raz to coś, na co czekasz, ale kiedy już masz to za sobą, myślisz: ok, to nic takiego, można to skreślić z listy.

Rose i Roman udają, że nic nie czują, ale tak nie jest. Jednak do prawdziwej bliskości dochodzi między nimi tylko raz, kiedy leżą razem na przystanku, gdzie przed chwilą uprawiali seks. W moim filmie każdy kogoś szuka, ale zazwyczaj bohaterom nie udaje się naprawdę spotkać. Rose i Roman, Rose i ojciec, Józef i Roman - oni nawzajem siebie szukają, ale coś idzie nie tak i nie udaje im siebie odnaleźć.

Dzięki odwadze wchodzenia w nowe sytuacje bohaterka w pani filmie ewaluuje. Widzimy, jak sytuacje, które przeżywa, ją rozwijają.

Tak, to także historia o dorastaniu. W moim filmie nie dochodzi do wielkich tragedii, nic w życiu bohaterów diametralnie się także nie zmienia. Rose cały czas mieszka z tatą, z podróży do Polski wraca także Roman i nadal mieszka z matką. Ale w tych nastolatkach zachodzi jednak duża zmiana. Realnie prawie nic się nie stało, ale moi bohaterowie czują się inaczej, w ich odczuciu wiele się zmieniło.

Jak udało się pani zainteresować projektem Andrzeja Chyrę?

Spotkaliśmy się pierwszy raz parę lat temu. Andrzej Chyra występował we Francji w spektaklach Warlikowskiego, ale nie jest tam tak znany jak w Polsce. Jego fizjonomia odpowiada wyobrażeniu o typowym Polaku. Jest atrakcyjny, ale może też budzić lęk. Bardzo chciałam, żeby to on zagrał osobę, która zaczyna fascynować Rose. Dziewczyna pożąda także tego bohatera, nie tylko Romana.

Współpraca z Andrzejem Chyrą była prawdziwą przyjemnością. On bardzo szybko mi zaufał. A jak już uwierzył w projekt, to był zaangażowany na 100 proc. Na planie miał też bardzo ciekawe propozycje, nie był pasywny.



Jaki będzie pani kolejny projekt?

W tej chwili staram się pisać, ale objeżdżam świat z filmem "Znam kogoś, kto cię szuka". On jest wszędzie. To jest niesamowite. Jednocześnie nie mogę żyć bez pisania i doskwiera mi brak czasu. Chcę przedstawić historię mieszkającej na współczesnej wsi dziewczyny, która wierzy, że jest czarownicą. Widz nie dowiaduje się, czy jest tak rzeczywiście, czy nie. Jest to bardzo możliwe, że film zostanie nakręcony w całości w Polsce. To tu mam więcej inspiracji, we Francji inspiruje mnie mniej rzeczy. I bardzo podoba mi się polska wieś. Ale w sensie produkcyjnym kręcenie filmu w Polsce jest wyzwaniem.

"Znam kogoś, kto cię szuka" na ekranach kin już 27 listopada.

Więcej o:
Skomentuj:
Julia Kowalski: "Znam kogoś, kto cię szuka" to film o budzącym się w młodej dziewczynie pożądaniu [ROZMOWA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX