Makbet **

300 Szekspirów.
W ostatnich latach, zdecydowanie popularniejszym podejściem do ekranizowania Szekspira było unowocześnianie jego tekstów. Często się to opłacało, choćby w genialnej "Zakochanej złośnicy". Tymczasem, kręcąc swój zaledwie drugi film, Justin Kurzel na wierność oryginalnemu "Makbetowi" postanowił rywalizować z Orsonem Wellesem i Romanem Polańskim. Przegrał sromotnie.

Najnowsza adaptacja tragedii Szekspira zaczyna się w sposób zapowiadający szkocką wersję "300". Wcielający się w tytułowego bohatera Michael Fassbender, który zyskał sławę właśnie po występie w filmie Zacka Snydera, w zwolnionym tempie i za pomocą efektownych cięć sieje postrach na polu bitwy. Niestety, tempo całości okazuje się jakby spowolnione, a film szybko robi się tak mroczny, ponury, brutalny, skąpany we wszystkich odcieniach czerni i zwyczajnie nudny, że najtrudniejszą bitwą, jaką przyjdzie stoczyć widzowi, będzie starcie z sennością.

Nie pomaga fakt, że podczas gdy Fassbender, Marion Cotillard i reszta wygłaszają kwestie tak pompatycznie, jakby obserwowało ich 300 Szekspirów, robią to przy tym w taki sposób, jak gdyby kompletnie nie rozumieli znaczenia wyrzucanych z siebie słów. "Makbet" nigdy nie był najsubtelniejszą tragedią, ale poprzez taki sposób podania Szekspir brzmi tu momentami jak starszy kuzyn Paulo Coelho. Przedstawienie schizofrenii protagonisty może budzić zastrzeżenia, z kolei Lady Makbet z biegiem czasu przedziwnie łagodnieje. Film pochwalić można jedynie za cudowne zdjęcia Adama Arkapawa. Nawet najpiękniejsze krwawe niebo nie jest jednak warte dwugodzinnego współudziału w torturowaniu Szekspira.

Ocena: 2/6



"Makbet", dramat, Francja, Wielka Brytania 2015, 113 min., reż. Justin Kurzel, występują: Michael Fassbender, Marion Cotillard, Sean Harris, Elizabeth Debicki, David Thewlis, Jack Reynor, Paddy Considine

Więcej o: