Franciszek **

Argentyńczyk, który został papieżem.
Być może mam słabość do filmów o papieżach, ale jestem jednym z tych kilku widzów, którzy czas spędzony w kinie na "Karolu..." z Piotrem Adamczykiem uważają za całkiem udany. Tym bardziej szkoda, że nie doczekaliśmy się wojennego "Benedykta", który mógłby otworzyć nowy rozdział w karierze Dolpha Lundgrena (nie ciskajcie gromów, papież Franciszek doceniłby ten żart). Aktualny Ojciec Święty swoją ekranową biografię dostaje nadzwyczaj szybko i chociaż również nie żałuję, że miałem okazję ją zobaczyć, to nie potrafię powiedzieć o niej dobrego słowa.

Argentyńska produkcja z Dariem Grandinettim ("Dzikie historie") w roli tytułowej powstała w oparciu o książkę dziennikarki Elisabetty Pique, która zaprzyjaźniła się z głową kościoła katolickiego jeszcze w czasach, gdy ta, zamiast przybranego imienia, nosiła nazwisko Jorge Mario Bergoglio. Filmowa wersja watykanistki pełni w fabule równorzędną rolę i - z całym szacunkiem dla perypetii tej ciepłej, sympatycznej postaci - w dużej mierze odpowiada za porażkę filmu.

Wstęp i epizody z przeszłości papieża są naprawę udane. Trzeci akt, przedstawiający kluczowe głosowania, także wypada interesująco. Środek jest jednak potwornie nudny. Zbyt wiele czasu poświęca dziennikarce, która nie robi niczego szczególnego, a przecież nie dla niej widzowie przychodzą na film. Efekt jest taki, że katolicy, którzy chcą po prostu obejrzeć biografię papieża - nie zważając na jej jakość - powinni wyjść z kina zadowoleni. Dla pozostałych: czarny dym.

Ocena: 2/6



"Franciszek", biograficzny, Argentyna, Hiszpania, Włochy 2015, 104 min., reż. Beda Docampo Feijóo, występują: Dario Grandinetti, Silvia Abascal, Blanca Jara