Point Break - na fali ***

We Are Your Pandoran Friends.
Remake surferskiego kina akcji z lat 90. Kaskaderskie popisy zyskały na atrakcyjności, ale zniknął gdzieś wesoły duch i klimat oryginału. Może udałoby się dorównać klasykowi Kathryn Bigelow, gdyby Ericson Core był równie zdolnym reżyserem. A może z tak dętym, nadętym i pełnym dziur scenariuszem Kurta Wimmera nie dało się zrobić nic więcej.

Nowe "Point Break" można by nazwać obrazem mocno inspirowanym "Szybkimi i wściekłymi", gdyby nie fakt, że to na produkcji Bigelow z 1991 r. wzorowała się pierwsza część serii z Vinem Dieselem i Paulem Walkerem (na planie której Core odpowiadał za zdjęcia). Emerytowany sportowiec ekstremalny Johnny Utah (Luke Bracey, taki australijski Jarek Jakimowicz) chce dostać się w szeregi FBI, gdzie jego pierwszym zadaniem jest zinfiltrowanie grupki śmiałków, dokonujących niewiarygodnych wyczynów w powietrzu i na wodzie... a przy okazji popełniających nietypowe przestępstwa.

Filmowi złoczyńcy tłumaczą, że próbują ratować planetę i Matkę Naturę (choć sami chyba nie wiedzą, jak), co przybliża "Point Break" do... "Avatara". Oglądane w 3D sceny akcji są naprawdę spektakularne - przy ich realizacji brali udział najbardziej utalentowani sportowcy ekstremalni na świecie - choć nieco brakuje im do poziomu, w którym widz automatycznie przymyka oko na fabularne absurdy. Cofając się o 15 lat, moglibyśmy dostrzec, że oryginał był równie głupi a odzywki bohaterów równie czerstwe. Niezgłębiona tajemnica X muzy traktuje jednak o tym, że w latach 90. takie rzeczy uchodziły na sucho i wydawały się fajne, a dzisiaj już nie.

Ocena: 3/6



"Point Break - na fali", akcja, USA 2015, 113 min., reż. Ericson Core, występują: Édgar Ramirez, Luke Bracey, Teresa Palmer, Delroy Lindo, Ray Winstone