Moja miłość ***

Pamięć mięśniowa, ból fantomowy.
"Moja miłość" to casus "Pamiętnika" Nicka Cassavetesa. Pierwsze minuty melodramatu, w których obserwowaliśmy starania Ryana Goslinga o Rachel McAdams, były znakomite. Tyle że bardzo szybko nastąpił zwrot o 180 stopni i film stał się nieznośny, a główną bohaterkę pragnęło się zadusić własnymi rękami, zwłaszcza jeżeli miałoby to przyspieszyć wjazd napisów końcowych. Początek najnowszego obrazu Maiwenn ("Poliss") również zwiastował świetny seans w klimatach "Przed zachodem słońca". Niestety, gdy minął "miodowy miesiąc" bohaterów, ochłodziły się też relacje filmu i widza.

Tony (Emmanuelle Bercot dostała za tę rolę Złotą Palmę w Cannes) to, prawdopodobnie, prawniczka. Kobieta spotyka w klubie dawnego znajomego, Georgia (świetny Vincent Cassel), prawdopodobnie restauratora. Tony jest wniebowzięta, gdy uświadamia sobie, że taki mężczyzna chce stworzyć z nią związek i przyrzeka jej dozgonną miłość. Co prawda, Georgio robi wrażenie niebezpiecznego narcyza, ale protagonistka wykazuje się instynktem samozachowawczym kamikaze.

Im dalej w wiwisekcję związku, tym bardziej "Moja miłość" robi się męcząca (czy autorce mogło chodzić o osiągnięcie takiego efektu?). I choć Cassel, przy wszystkich wadach swej postaci, faktycznie jest szalenie urzekający, trudno zrozumieć tak silne uzależnienie Tony.

Ocena: 3/6



"Moja miłość", dramat, Francja 2015, 130 min., reż. Maiween, występują: Vincent Cassel, Emmanuelle Bercot, Louis Garrel, Isild Le Besco, Chrystele Saint Louis Augustin, Patrick Raynal, Yann Goven, Paul Hamy