Ardeny ****

Kain i Abel w jednym stali domu...
Pełnometrażowy debiut Robina Pronta zaczyna się w miejscu, w którym sporo filmów się kończy. Konsekwencją nieudanego włamania jest więzienie, ale za kratami ląduje tylko Kenneth (Kevin Janssens). Młody mężczyzna kryje swoją dziewczynę, Sylvie (Veerle Baetens, "W kręgu miłości", "Obiecujący początek") i brata, Dave'a (Jeroen Perceval, który współtworzył scenariusz).

Po latach, młodszy brat wychodzi na wolność. Nie wie, że Dave i Sylvie są teraz parą. Dave będzie chciał pomóc Kennethowi w rozpoczęciu uczciwego życia, ale napady agresji byłego skazańca nie będą tego ułatwiać. Nie ma więc co się dziwić, że starszy będzie odwlekał decyzję o poinformowaniu Kennetha o swoim związku. Tym bardziej, że chłopakowi ewidentnie zależy na skłonieniu Sylvie do powrotu...

"Ardeny" zaczynają się więc niezbyt obiecująco. Wydaje się, że mamy do czynienia z kolejnym artystycznym dramatem, opowiadającym o więzach krwi i rodzinie, która zwróci lub nie zwróci się przeciwko sobie. Na szczęście, akcja dość szybko nabiera tempa i zbacza w nie zawsze przewidywalnym kierunku. Trzeci akt to już naprawdę mocna, dziwaczna wolta, którą napędza postać Jana Bijvoeta ("W objęciach węża") - istota niemal tak pokręcona jak bohater grany przez Bijvoeta w "Borgmanie". Chociaż nie wszystko w belgijskim filmie działa, "Ardeny" sprawiają satysfakcję. Znalazło się tu nawet miejsce dla naprawdę efektownej walki wręcz, co, niestety, nie zdarza się ostatnio w kinie zbyt często.

Ocena: 4/6



"Ardeny", dramat, Belgia 2015, 93 min., reż. Robin Pront, występują: Jeroen Perceval, Kevin Janssens, Veerle Baetens, Sam Louwyck, Jan Bijvoet, Viviane de Muynck, Eric Godon, Rachid Appa

Więcej o: