Tomasz Ossoliński: Oscarowy czerwony dywan to święto absolutne [WYWIAD]

To w jego smokingu Paweł Pawlikowski odebrał w zeszłym roku Oscara dla ?Idy?. Magdalena Cielecka świetnie zaprezentowała się na czerwonym dywanie podczas Berlinale 2016 właśnie w sukni Tomasza Ossolińskiego. Projektant opowiada Gazeta.pl m.in. o tym, czym różni się czerwony dywan na tych dwóch wielkich imprezach.
Marta Korycka: W tym roku kilkoro polskich reprezentantów na Festiwalu Filmowym w Berlinie można było oglądać na czerwonym dywanie w twoich ubraniach.

Tomasz Ossoliński: Małgosia Szumowska, która była członkiem jury, pojawiła się na otwarciu Berlinale u boku przewodniczącej Meryl Streep w sukience z mojej ostatniej kolekcji Bukovina. Ubrałem także Magdalenę Cielecką i Tomka Wasilewskiego, reżysera filmu "Zjednoczone Stany Miłości" (nagrodzonego Srebrnym Niedźwiedziem właśnie za reżyserię - red.).

Magda pojawiła się na gali otwarcia w czerwonej sukni szytej specjalnie na tę okazję, a na galę finałową, gdzie wręczano nagrody, założyła żółtą sukienkę z mojej starszej kolekcji i to ona zrobiła furorę w Berlinie.


Tomasz Wasilewski, Julia Kijowska, Magdalena Cielecka i Marta Nieradkiewicz w Berlinie /AP Photo/Markus Schreiber

To suknia sprzed kilku lat, prawda?

- Kiedy projektuje się kolekcję, wiele modeli wchodzi do produkcji, wiele się sprzedaje, ale są takie perełki, które projektant sobie zostawia i czasami sięga do takiego archiwum. Właśnie w takim miejscu wisiała żółta suknia, która była kilka razy wypożyczona na jakąś sesję zdjęciową, ale nikt jej nie założył jeszcze na żadną galę. Mam zresztą taką zasadę, że jeśli ktoś już się w taką suknię ubierze, potem nikt inny już jej nie zakłada. Dlatego w tej sukni raczej nie zobaczymy już innej aktorki na czerwonym dywanie.

A jak wcześnie przed galą zwracają się do projektanta gwiazdy po to, by pomógł im zaprezentować się na imprezie?

- To wygląda różnie, Małgosia wpadła na przykład do mnie w sobotę i stwierdziła, że właściwie nie ma co na siebie założyć, a do Berlina leciała we wtorek. Finał był taki, że przez dwa dni trzeba było uszyć sukienkę dla niej według wzoru, który pojawił się wcześniej na pokazie. Tomka Wasilewskiego też właściwie w ostatniej chwili przygotowywaliśmy - to jest raczej typ sportowy, który na co dzień nie chodzi w garniturach. Z Magdą znamy się od dawna, wiedziała, że leci do Berlina, zaczepiła mnie wcześniej.

Twoje stroje pojawiły się też na oscarowym czerwonym dywanie.

- W ubiegłym roku ubierałem przede wszystkim Pawła Pawlikowskiego, który odebrał Oscara w moim smokingu. Dla projektanta jest to spełnienie marzeń. Każdy chciałby, aby to jego ubranie zostało w taki sposób zauważone. Pierwszy raz przydarzyło mi się to wiele lat temu, gdy Hania Polak była nominowana za "Dzieci z Leningradzkiego".


Paweł Pawlikowski ze statuetką za "Idę", fot. LUCY NICHOLSON / REUTERS

Potem byli również Agnieszka Holland i Robert Więckiewicz, gdy do Oscara był nominowany film "W ciemności". Czy zdarzyło się kiedyś, że w ostatniej chwili trzeba było coś poprawiać, przyszywać?

- Nie, na takie sytuacje nie ma miejsca. To już jest kwestia warsztatu i świadomości tego, co się robi i na jaką okazję. Osoba, która ode mnie wychodzi, dostaje sukienkę w pokrowcu, staram się zadbać o całą stylizację, dodatki, żeby nie musiała się już o to martwić.

Trzeba pamiętać, że ludzie, którzy jadą na takie festiwale, są w tym momencie szalenie zajęci promocją filmu, udzielaniem wywiadów i to ubranie czasami zostawiają na ostatnią chwilę. Kończy się to rożnie. Często niestety gwiazdy nie prezentują się dobrze na czerwonych dywanach. Na szczęście są też takie świadome osoby, które wiedzą, że to też jest część pracy i trzeba się tym porządnie zająć.

Czerwony dywany w Berlinie i ten oscarowy różnią się...

- O ile ten hollywoodzki glam, szyk idealnie pasuje na Oscary - też w takiej wersji nieprzesadzonej, prezentującej kobiecą piękną sylwetkę - o tyle Berlin jest "luźniejszy". Myślę, że długa suknia z trenem, obszyta kamieniami Swarovskiego czy cekinami, nie byłaby tak stosowna na Berlinale jak na Oscarach. Fajnie wyglądało jak Małgosia Szumowska stała z Meryl Streep i Albą Rohrwacher, wszystkie trzy miały dekolty pod szyję.


Małgorzata Szumowska, Meryl Streep i Alba Rohrwacher, fot. FABRIZIO BENSCH / REUTERS

To właśnie jednak Oscary mają najważniejszy czerwony dywan na świecie. To najbardziej komentowana impreza jeśli chodzi o ubrania, zarówno panów jak i pań, i rzeczywiście nie ma nic lepszego jeżeli chodzi o zaprezentowanie się gwiazdy w stroju projektanta. To święto absolutne.

Czy na zaproszeniu na taką galę jest informacja, jak należy się ubrać?

- Jest odpowiedni dress code. Takie wydarzenie jak Oscary czy Berlinale to święto, szkoda tego nie wykorzystać. Najgorszy pod tym względem niestety jest FF w Gdyni. Wiem, że to jest trudne, bo przecież ci ludzie nie wiedzą, czy dostaną nagrody, ale jeśli jest taka gala, powinno się dostosować. To nawet nie jest kwestia pieniędzy. Można przecież kupić garnitur w "sieciówce".

Na czerwonym dywanie na pewno istotne jest to, żeby podkreślić swój charakter, indywidualność. Jeśli ktoś zdecyduje się na coś bardzo bezpiecznego, eleganckiego, wtedy szału nie będzie. Jeśli będzie miał odwagę i, tak jak ostatnio Magda Cielecka, postawi na odważny kolor czy fason, to wtedy wszyscy to zauważają.



Która produkcja dostanie Oscara dla najlepszego filmu?