Tao poświęca syna, by zapewnić mu lepszą przyszłość. "Chciałem pokazać konsekwencje konsumpcjonizmu"

- Tym razem nie chciałem po raz kolejny pokazywać, czym jest konsumpcjonizm. Chciałem skupić się na jego konsekwencjach - mówi Jia Zhangke, reżyser "Nawet góry przeminą", który od piątku można oglądać w kinach.
"Nawet góry przeminą" były nominowane do Złotej Palmy na ostatnim Festiwalu Filmowym w Cannes. Akcja najnowszego obrazu Jia Zhangke rozpoczyna się w 1999 rok w Chinach. W Fenyang dwaj przyjaciele z dzieciństwa Liangzi i Zhang kochają się w miejscowej piękności o imieniu Tao. Dziewczynie początkowo trudno się zdecydować, ale w końcu postanawia poślubić zamożniejszego Zhanga. Na świat przychodzi ich syn o imieniu Dollar, ku czci kapitalizmu. Następnie akcja przenosi się do 2014 roku, do zachłyśniętych nowymi technologiami Chin. Zhang, który zbił fortunę na giełdzie i stał się biznesowym magnatem, rozwodzi się z Tao i emigruje z synem do Australii.



Kolejny skok akcji i mamy rok 2025 w Australii. Zhang zbankrutował, a pełnoletni Dollar nie potrafi nawiązać więzi z ojcem. Nie ma z nim kontaktu, bo nie mówi po chińsku, a postać matki jest dla niego jedynie mglistym wspomnieniem. Postanawia nauczyć się chińskiego i ją odnaleźć, aby poznać własną tożsamość.

"Poświęca syna z intencją zapewnienia mu lepszej przyszłości"

- Moje poprzednie filmy opowiadały o idei konsumpcjonizmu, a nie o relacjach międzyludzkich - miłości i uczuciach jej towarzyszących. Tym razem nie chciałem po raz kolejny pokazywać, czym jest konsumpcjonizm. Chciałem skupić się na jego konsekwencjach dla przyszłych pokoleń. Najwyraźniej widać to w postaci Tao, która poświęca syna z intencją zapewnienia mu lepszej przyszłości. To bardzo typowe myślenie dla społeczeństwa konsumpcyjnego - mówi Jia Zhangke, którego poprzedni film "Dotyk grzechu" polska widownia miała możliwość także oglądać na wielkim ekranie.



"Jeśli życie nie jest konsumpcjonizmem, to czym?"

- Ja z kolei pokazuję w filmie, jakie może mieć to konsekwencje w 2025 roku. To rodzaj ostrzeżenia, również dla mnie, bo widzę podobny mechanizm w decyzjach jakie sam podejmuję od 10 lat. Dlatego opowiadam o tym wszystkim w bardzo długim przedziale czasowym, podzielonym w dodatku na trzy etapy - podkreśla reżyser.

- Oczywiście pojawia się pytanie, czym tak naprawdę jest życie, bo jeśli nie jest konsumowaniem, to czym? Myślę, że trzeba wrócić do chińskiej filozofii czterech etapów w życiu: narodzin, dorastania, chorowania i śmierci. Nikt przed tym nie ucieknie, bez względu na to ile pieniędzy zarobi - to nieuniknione. Musimy przewartościować nasze relacje z ludźmi - mówi Zhangke.

Zapomnijcie o Hollywood - to tutaj rozstrzygnie się przyszłość światowego kina. Chiny okiem kamery >>

O współczesnych Chinach z perspektywy emigracji

- Poznałem wiele rodzin na emigracji, w których tylko jeden rodzic mówił słabo po angielsku, a dzieci zasymilowały się z kulturą amerykańską tak mocno, że mówiły już tylko po angielsku. Rodzi to ogromny problem w sferze komunikacji. W przeszłości rodzice byli najbliższymi dla nas ludźmi, a obecnie dzieci nie są w stanie się z nimi komunikować, bo mówią innym językiem. W takich sytuacjach zazwyczaj jeden z członków rodziny, który zna język angielski, jest tłumaczem dla innych, ale gdy pojawia się rozwód - a nie jest to wcale takie rzadkie zjawisko, zwłaszcza ostatnio - wówczas rodzice rozstają się i ostatnia szansa na wzajemne porozumienie zanika - mówi reżyser.

- Nikt nie będzie chciał wrócić do rodzinnego kraju nie znając rodzinnego języka. To kluczowy problem współczesnej chińskiej emigracji i dlatego postanowiłem o tym opowiedzieć - podkreśla Jia Zhangke.

"Nawet góry przeminą", które od piątku możemy oglądać w kinach, zostały nominowane do Złotej Palmy na FF w Cannes. W San Sebastián film został nagrodzony przez publiczność, a na MFF w Chicago nominowany do nagrody dla najlepszego filmu fabularnego. Ale najlepiej oceńcie film sami.