Bez takich scen nie zachwycilibyśmy się "Matrixem". "Aktorka była cała w siniakach"

- Można powiedzieć, że uczucia kobiet są wyrafinowane i ekscytujące. Niezależne, zdeterminowane, samotne - to trzy cechy moich bohaterek - mówi reżyser "Zabójczyni".
Opowieść o pięknej zabójczyni, która otrzymuje zadanie, by zgładzić ukochanego. "Zabójczyni" to najnowsze dzieło Hou Hsiao-hsiena, najbardziej znanego po Angu Lee reżysera z Tajwanu. Ten nagrodzony za reżyserię na tegorocznym festiwalu w Cannes film jest hołdem dla gatunku wuxia - opowieści o legendarnych wojownikach i mistrzach walk wushu. Film w kinach już od najbliższego piątku.



Historia rozgrywa się w Chinach dynastii Tang. Dziesięcioletnia dziewczynka trafia do klasztoru, w którym zostaje wyszkolona na profesjonalną zabójczynię. Po latach powraca w rodzinne strony, by zrealizować tajną misję. Jej lojalność zostaje wystawiona na ciężką próbę - celem jest miły jej sercu książę.

Bez nich nie zachwycilibyśmy się "Matrixem"?

W filmie Hou Hsiao-hsiena ważny jest detal, to za jego pomocą zostaje opowiedziana historia o honorze, zdradzie i wierności. W "Zabójczyni" bohaterowie zostają przedstawieni za pomocą spojrzeń zza zasłon, obserwowanych z daleka spotkań, chwil milczenia. I są oczywiście sekwencje walk, inspirowane kinem wuxia. - Gdyby nie ich widowiskowość, kto wie, czy zachwycalibyśmy się scenami walk i kompozycją przestrzeni chociażby w "Matrixie"? - pisał na Kultura.Gazeta.pl Kuba Armata.

- Towarzyszyła temu fascynacja filmami wuxia z Hong Kongu, które świat zachodni znał jako kung fu, oraz filmami o pojedynkach na miecze. Odkryłem je, gdy byłem bardzo młody i oszalałem na ich punkcie - mówi reżyser "Zabójczyni". I dodaje, że sceny walki w "Zabójczyni" odnoszą się do tradycji gatunku, ale nie znajdują się w centrum filmu.

- Poza wszystkim muszę myśleć o swoich aktorach. Nawet przy ochronnych matach i zachowaniu innych względów bezpieczeństwa jak drewniane miecze, takie sceny zawsze są gwałtowne. Shu Qi, grająca główną rolę, po kręceniu scen akcji była cała w siniakach. Tak naprawdę największy wpływ na mnie miały samurajskie filmy Kurosawy i innych, gdzie liczyła się przede wszystkim filozofia stojąca za postacią samuraja, a nie sceny walk - mówi Hou Hsiao-hien.

Wyrafinowane i ekscytujące uczucia kobiet

Dlaczego Hou Hsiao-hien zdecydował się na uczynienie kobiety główną bohaterką filmu? - Zawsze biorę stronę kobiet. Ich świat, ich psychika zawsze wydawały mi się dużo bardziej interesujące. Kobiety mają własną wrażliwość i bardziej kompleksowy sposób myślenia. Intryguje mnie sposób, w jaki odnoszą się do rzeczywistości. Można powiedzieć, że uczucia kobiet są wyrafinowane i ekscytujące, podczas gdy mężczyźni dążą do racjonalności i są raczej nudni. Co więcej, każda kobieta różni się znacząco od innej - mówi reżyser "Zabójczyni".

- W filmie żona księcia Tiana nie cofnie się przed niczym, by chronić interesy klanu Weibo. Zabójczyni dla odmiany jest rozdarta pomiędzy obowiązkiem - powinna bezrefleksyjnie wykonywać rozkazy - a uczuciem, które żywi dla mężczyzny, którego ma zabić. Niezależne, zdeterminowane, samotne - to trzy podstawowe cechy moich kobiecych bohaterek - podkreśla.

Hou Hsiao-hsien oprócz Złotej Palmy za reżyserię "Zabójczyni", przyznanej na tegorocznych festiwalu w Cannes, ma na swoi koncie m.in. Złotego Lwa Festiwalu Filmowego w Wenecji za "Miasto smutku" (1989). Wszystkie filmy Hou Hsiao-hsiena od roku 1995 aż do 2005 były nominowane do Złotej Palmy w Cannes. W 2007 roku Hou Hsiao-hien otrzymał honorowego Lamparta, nagrodę za całokształt twórczości na MFF w Locarno.

"Zabójczyni" w kinach już od piątku 18 marca!