"Psy mafii", mocny, męski kryminał, w którym nie zawodzą gwiazdy. I cukier w głównej roli

Na co do kina? Podkreślana muzyką atmosfera w "Psach mafii" jest gęsta, film brutalny, choreografia doskonała. Warto? Zdecydowanie! A w kinach także gorzki dokument o skutkach słodzenia.
Psy mafii

John Hillcoat ("Propozycja", "Droga", "Gangster") to idealny reżyser mocnego, męskiego kina. Ostatni raz takie napięcie, jak w niektórych scenach "Psów mafii", poczuć można było obserwując pamiętny przejazd konwoju w "Sicario". Podkreślana muzyką atmosfera jest gęsta, film brutalny, choreografia co bardziej emocjonujących scen - może z drobnymi wyjątkami - doskonała. Nie zawodzą też gwiazdy, których imponującą ilość zebrali na planie twórcy: Anthony Mackie, Chiwetel Ejiofor czy Teresa Palmer oraz przede wszystkim Woody Harrelson w charakterystycznej dla siebie roli. Casey Affleck rzadko bywa tak dobry.

Jeżeli za coś można "Psy..." poszczuć, to niewątpliwie będzie to debiutancki scenariusz Matta Cooka. Jeżeli za coś można "Psy..." poszczuć, to niewątpliwie będzie to debiutancki scenariusz Matta Cooka. Zdecydowanie warto.

Ocena: 4/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Cały ten cukier

Damon Gameau od dawna nie je przetworzonej żywności. Jego dieta składa się przede wszystkim z warzyw, owoców i mięsa. W efekcie całkiem popularny w Australii aktor jest zdrów jak ryba. Filmowiec postanowił jednak przeprowadzić eksperyment ostateczny: przez cztery miesiące będzie przyjmował codziennie 40 łyżeczek cukru (tyle wynosi średnia dawka dla jego rodaków!). Co więcej, nie będzie spożywał ich w słodyczach, ale tak jak robi to - często nieświadomie - każdy człowiek: w postaci teoretycznie zdrowych płatków, soków czy sosów. Jak bardzo Gameau podupadnie w tym czasie na zdrowiu?

Jako że twórca na własnej skórze przekonał się o skuteczności słodzenia, jego produkcja jest dynamicznie zmontowana, zilustrowana przyciągającymi uwagę animacjami i solidnie przyprawiona dowcipem oraz szczyptą gościnnych występów gwiazd (m.in. Hugh Jackman i Stephen Fry). Dzięki temu, "Cały ten cukier" wchodzi z łatwością. Wypada mieć nadzieję, że coś z niego w naszych głowach pozostanie. Zdecydowanie warto.

Ocena: 4/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Powrót

Młody, ale już bardzo znany reżyser teatralny Simon Stone pięć lat temu zbierał wspaniałe recenzje za rewizjonistyczną adaptację "Dzikiej kaczki" Henrika Ibsena. Teraz Australijczyk próbuje swoich sił w filmie, dokonując dalej idącej ingerencji w tekst. Trzeba przyznać, że Stone ma znakomite wyczucie formy. "Powrót" w ogóle nie wygląda na robotę debiutanta. Świetna muzyka, dobre zdjęcia i bezbłędne aktorstwo składają się na naprawdę udaną całość, której najważniejszym elementem może być pomysłowy montaż - dialogi często prezentowane są z offu i nakładają się na kolejne sceny, nadając następnym obrazom jeszcze inne znaczenia. Warto.

Ocena: 4/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Zabójczyni

Historia luźno oparta jest na opowieści z czasów dynastii Tang, wprowadzeniem do której zostajemy uraczeni na początku seansu. Już wtedy można dać sobie spokój ze śledzeniem fabuły - jakiekolwiek informacje (albo dialogi) pojawiają się rzadko i w formie szczątkowej, a gdy wreszcie to się dzieje, nie sposób zebrać wszystkiego do kupy. Jeszcze mniej często zdarzają się - intrygująco nakręcone - sceny walk. Przede wszystkim obserwujemy ludzi siedzących, rozważających wielkie problemy lub martwiących się. Kamera często przyjmuje perspektywę zabójczyni, co jest interesującym zabiegiem, ale sprawia, że zaczynamy podejrzewać, iż najtrudniejszym zadaniem w tej pracy jest niezaśnięcie w trakcie obserwacji. Nie warto.

Ocena: 2/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Bez takich scen nie zachwycilibyśmy się "Matrixem". "Aktorka była cała w siniakach" >>

Dama w vanie

15 lat - tyle czasu staruszka przedstawiająca się jako Mary Shepherd (Maggie Smith) spędziła na podjeździe dramatopisarza Alana Bennetta (Alex Jennings, "Miłość i śmierć w Wenecji"). Bezdomna przestawiała swojego rozpadającego się vana spod jednego domu pod drugi, dopóki nie znalazła trwałego "tymczasowego" schronienia na posesji człowieka zbyt uprzejmego, by ją pogonić. Chociaż, tak naprawdę, oboje bardzo siebie potrzebowali...

"Dama w vanie" jest zbyt lekka jak na swoje poważne przesłanie, a opowiada o zbyt poważnych sprawach, by chować się za maską (mało zabawnej) komedii. Co najgorsze, oglądając film, oczywiste wydaje się, że bohater męczył się z bezdomną przez półtorej dekady tylko dlatego, że nie potrafił powiedzieć jej, co o niej myśli. Raczej nie.

Ocena: 2/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Złoty koń

Jeżeli kojarzycie internetową serię "Honest Trailers", w zabawny sposób opisującą filmy w formie zajawek, widzieliście pewnie odcinki z animacjami Disneya. Parodiuje się tam utwory z disneyowskich produkcji, podkładając pod nie głupie, sprośne i zbyt bezpośrednie słowa. Piosenki bohaterów "Złotego Konia" wyglądają jak żywcem przeniesione z takiego "szczerego zwiastuna". Rzecz ma spory - niezamierzony - potencjał śmieszności. Na plus zaliczyć można parę mroczniejszych momentów, ciekawie zaprojektowane postaci, ładną kreskę i miłą dla oka animację, przywodzącą na myśl klasyczne gry przygodowe w rodzaju "The Last Express". To jednak zdecydowanie za mało, by uratować "Złotego Konia". Raczej nie.

Ocena: 2/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Tata kontra tata

Tatusiowaty ojczym (Will Ferrell) próbuje przekonać dwójkę małych pasierbów, by dostrzegły w nim ojca. Jego starania może udaremnić niespodziewana wizyta emanującego męskością, robiącego wrażenie klawego gościa, biologicznego taty maluchów (Mark Wahlberg). Który z panów wygra batalię o serca dzieci? Czy "Tata kontra tata" wygrywa? Nie wiem - w naszych kinach wojuje bez pokazu prasowego.



Cały tekst możesz przeczytać TU >>