Dlaczego znowu przesunięto premierę "Smoleńska"? "Efekty specjalne to jedyny brakujący element"

O przesunięciu daty premiery filmu poinformował Maciej Pawlicki, producent "Smoleńska". Dowiedzieliśmy się, dlaczego obraz Antoniego Krauzego nie wejdzie do kin 15 kwietnia.
- Komputerowe efekty specjalne to jedyny brakujący element filmu. W światowym kinie to jest standard, a u nas w Polsce to jest właśnie dziedzina, w której najczęściej dochodzi do takich skandalicznych rzeczy. To nie jest sprawa, którą da się zrobić w pięć minut, nad tym się pracuje od dawna. Nie spodziewałem się, że ludzie, którzy się do tego zobowiązali, nie wykonają tego w odpowiednim momencie - usłyszeliśmy nieoficjalnie od osoby związanej z produkcją.

Odwołana premiera "Smoleńska". Saramonowicz: Ktoś ważny obejrzał, ze strachu buty pospadały >>



Premiera przesunięta "ze względu na dobro filmu"

- Ze względu na dobro filmu Antoniego Krauze pt. "Smoleńsk" zmuszeni jesteśmy przesunąć datę jego premiery. Z uwagi na trudności przy realizacji filmu i stopień technologicznego skomplikowania, dodatkowy czas jest niezbędny, by przedstawić widzom w pełni ukończone dzieło - oświadczył we wtorek Maciej Pawlicki, producent "Smoleńska". Nowa data premiery nie jest jeszcze znana. A producent odmówił nam udzielenia nowego komentarza.

Wcześniej premiera filmu była już kilkakrotnie przekładana. Pierwsze prace nad filmem rozpoczęły się już w 2013 r. w Warszawie. Wtedy odbyły się jednak cztery dni zdjęć - w kwietniu i listopadzie. Główny okres zdjęciowy rozpoczął się 24 lutego 2015 r. Fundusze na produkcję filmu zbierała Fundacja Smoleńsk 2010 od prywatnych darczyńców i inwestorów. To problemy z domknięciem budżetu były początkowo powodem kilkukrotnego przekładania daty premiery filmu.

"Nina przekonuje się, że prawda jest o wiele bardziej złożona"

Rolę prezydenta Lecha Kaczyńskiego zagrał w filmie Krauzego Lech Łotocki, a Marii Kaczyńskiej - Ewa Dałkowska. Odtwórczynią roli Ewy Błasik, wdowy po dowódcy Sił Powietrznych RP gen. Andrzeju Błasiku, jest Aldona Struzik. W "Smoleńsku" zgrali także m.in.: Jerzy Zelnik, Katarzyna Łaniewska, Marek Bukowski, Maria Gładkowska, Dominika Figurska, Anna Samusionek, Redbad Klynstra i Andrzej Mastalerz.

Autorami scenariusza filmu są: Antoni Krauze, Tomasz Łysiak, Maciej Pawlicki oraz Marcin Wolski. Za zdjęcia do filmu "Smoleńsk", realizowane w Polsce i w USA, odpowiada Michał Pakulski. Muzykę skomponował Michał Lorenc.

"10 kwietnia 2010 roku rządowy samolot Tupolew 154 z Prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i towarzyszącymi mu 95 osobami - członkami oficjalnej delegacji zmierzającej do Katynia - ulega katastrofie w Smoleńsku. Wszyscy pasażerowie giną na miejscu. Tragedia wywołuje ogromne poruszenie w Polsce i na świecie. Nina (w jej roli Beata Fido), dziennikarka pracująca dla dużej, komercyjnej stacji telewizyjnej, próbuje dowiedzieć się, jakie były powody katastrofy" - brzmi opis filmu, przekazany przez dystrybutora.

"Tropy prowadzą między innymi do dramatycznej wyprawy Lecha Kaczyńskiego do ogarniętej wojną Gruzji, której celem było powstrzymanie inwazji wojsk rosyjskich na Tbilisi w sierpniu 2008 roku. Z każdą kolejną godziną dziennikarskiego śledztwa Nina przekonuje się, że prawda jest o wiele bardziej złożona, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać..." - czytamy dalej w opisie filmu.

Fundacji Smoleńsk 2010: "Obraz ma przedstawić fakty"

Fundacji Smoleńsk 2010 informuje na swojej stronie, że obraz przedstawi "fakty ustalone przez Zespół parlamentarny ds. zbadania przyczyn katastrofy TU-154". Zespołowi zorganizowanemu przez parlamentarzystów PiS przewodniczył Antoni Macierewicz, obecny minister obrony narodowej. Macierewicz zasłynął wtedy tezą o wybuchu, który miał być przyczyną katastrofy Tu-154 w Smoleńsku. Polityk stawiał ją od lipca 2010, kiedy zespół rozpoczął prace.

Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego ustaliła, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, czego konsekwencją było zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji Tu-154M. Komisja podkreśla, że ani rejestratory dźwięku ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.