W kinach starcie Batmana i Supermana. Warto? Superprodukcja ma sporo zalet, ale...

Ben Affleck jest zaskakująco dobry w roli Batmana! Ale film cierpi z powodu reżyserii. Na ekranach także "Opowieści o ciemności i mroku", debiut reżyserski Natalie Portman.
Niesamowita Marguerite

Na sukces "Niesamowitej Marguerite" pracuje cała plejada znakomicie wymyślonych i fenomenalnie zagranych postaci drugoplanowych, ale sercem filmu i tak jest główna bohaterka. Chociaż odrobinę naiwna i kompletnie oderwana od realiów, w jakich przychodzi egzystować przeciętnemu zjadaczowi chleba, nie sposób jej nie współczuć i na najbardziej podstawowym poziomie, po ludzku się z nią nie utożsamiać. Ciekawe epizody, postaci o niejednoznacznych motywacjach, zmieniające się postawy - świat "Marguerite" jest ogromny i tętni życiem. Nie jest to film pozbawiony rys, ale, przy wszystkich jego zaletach, wady naprawdę cienko piszczą. Warto.

Ocena:4/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Głośniej od bomb

Dzieło Joachima Triera najbardziej przypomina "Manglehorna" tym, że również jest filmem pojedynczych scen i błyskotliwych, małych momentów. Reżyser cierpi na twórcze ADHD, przez co nomen omen bombarduje swoje spokojne, skromne dzieło mnóstwem montaży, krótkich scenek czy nawet bezustannych wolt gatunkowych (Trier potrafi w parę chwil przejść od klasycznej prezentacji fabuły przez pokazywanie dokumentalnych urywków aż do kilkusekundowych skeczy z YouTube'a). Parę momentów - z czytanym z ekranu komputera i na bieżąco ekranizowanym strumieniem świadomości młodszego brata na czele - jest naprawdę wyśmienitych. Właśnie dlatego ten zwyczajny, życiowy, chaotyczny film pozostawia po sobie dobre wrażenie. Warto, ale....

Ocena: 4/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Batman v Superman: świt sprawiedliwości

"Batman v Superman" cierpi przede wszystkim z powodu reżyserii Zacka Snydera. Superprodukcja ma jednak sporo zalet. Podoba mi się dojmujący mrok świata, w którym żyją tutejsi bohaterowie, przeciwstawiony wesołym przygodom herosów Marvela. Podczas gdy Batman Christiana Bale'a był tylko niewinną marionetką wrzuconą w oko cyklonu przez wichry dziejów, Batman zaskakująco dobrego Afflecka to bohater faktycznie udręczony. Facet, który widział już bardzo wiele i nie ma nadziei na lepsze jutro. Wielkie wrażenie robi Gal Gadot. Świetne są niektóre postaci drugoplanowe, m.in. senatorka (Holly Hunter) oraz Alfred w powalającej interpretacji Jeremy'ego Ironsa. Jest parę niezłych sekwencji akcji, w których widoczne są inspiracje ostatnimi grami wideo o Batmanie (i bijatykami superherosów z DC). Przyszłość serii zależy od lepszego reżysera i scenarzystów. Świt może jeszcze nastać. Można.

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

"Batman v Superman: Świt sprawiedliwości". Zmierzch strażników z niebios? Raczej bijatyka chłopców w rajtuzach [PIERWSZA RECENZJA] >>

Opowieść o miłości i mroku

"Opowieść o miłości i mroku" to reżyserski debiut Natalie Portman, która wcieliła się również w rolę matki chłopca. Trudno więc się dziwić, że to ona wyrasta niespodziewanie na główną bohaterkę adaptacji autobiograficznej powieści pisarza. Trzeba jednak oddać artystce, że zagrała znakomicie, a ponadto od lat niezmiernie zależało jej na realizacji filmu. Portman lata temu wyprosiła u Oza prawa do ekranizacji, a potem długo gromadziła fundusze i dopracowywała swój hebrajski - aktorka po raz pierwszy gra w ojczystym języku.

Niestety, chociaż "Opowieść o miłości i mroku" może być filmem istotnym, to jest też bez wątpienia mocno nużąca. Historia zbyt wrażliwej matki, która za wszelką cenę chciała przekazać swe najlepsze cechy synowi, może poruszyć, ale jedynie tych, których przedtem za bardzo nie zmęczy. Można.

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Moje wielkie greckie wesele 2

Pierwsza część "Wesela" była zdecydowanie największym sukcesem w karierze Vardalos. Trudno się dziwić, że po 14 latach improwizatorka z bardzo popularnej chicagowskiej sceny The Second City doprowadziła w końcu do powstania kontynuacji romantycznej komedii. Vardalos nie jest najlepszą aktorką i zapewne gra tylko lekko podkręconą wersję siebie, ale to wystarcza, żeby wzbudzić sympatię widzów. Na szczęście, na pierwszy plan wysuwają się tu znacznie bardziej brawurowi rodzice jej bohaterki wraz ze swą uroczą wnuczką. Można.

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Pasolini

Reżyser chciał nakręcić "Pasoliniego" od ćwierćwiecza, jednak początkowo miał to być dramat z Zoe Tamerlis Lund ("Kaliber 45") w roli żeńskiej wersji Pasoliniego. Gdy ulubienica Ferrary przedawkowała, filmowiec zdecydował się na bardziej konserwatywne podejście do tematu. W efekcie dostaliśmy dzieło zrealizowane sprawnie, ale ulotne i kompletnie nic do tematu nie wnoszące. Widzowie niezbyt obeznani z protagonistą mogą niewiele z "Pasoliniego" zrozumieć. Dobre i to, że Ferrara jest już w odrobinę lepszej formie, niż przy koszmarnym "Witamy w Nowym Jorku". Można.

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Dope

Czy film, który zaczyna się od "Hip Hop Hooray" Naughty by Nature może być zły? Oczywiście, że nie! Gorzej, że znakomity początek ustawia poprzeczkę tak wysoko, iż dalej może być już tylko gorzej. I jest, zwłaszcza gdy ambitny, świeży, intrygujący film niezależny o grupce inteligentnych dzieciaków z marginesu zmienia się nagle w typową kryminalną komedię pomyłek. Można.

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Kung Fu Panda 3

W trzeciej części popularnej animacji studia DreamWorks dostajemy po prostu więcej tego, co spodobało się w dwóch poprzednich odsłonach. Kontynuacja trzymającej zaskakująco wysoki poziom serii może być jednak dla niektórych rozczarowaniem. W paru miejscach scenarzyści kompletnie machnęli piórami na ewidentne dziury logiczne. Wątki, które domagały się ciekawszego potraktowania (zjawienie się ojca Po), zostały kompletnie położone pod względem dramaturgicznym. Ponadto, pierwszy akt okazał się tak dobry i dynamiczny, że wyraźny spadek tempa w końcówce filmu może mocno dać się widzom we znaki. I chociaż "Kung Fu Panda 3" wyzuta jest już z resztek oryginalności - nie ma tu nic, czego nie widzielibyśmy w innych filmach o uroczych zwierzątkach czy pierwszych częściach serii - to dla wiernych fanów walecznej pandy nadal jest pozycją obowiązkową. Można.

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Najlepsze przyjaciółki

Jest w tym francuskim filmie familijnym coś niepokojącego. Podobne historie zwykle zawierają w sobie jakąś dozę optymizmu lub inkorporują elementy realizmu magicznego, by tchnąć w opowieść coś pozytywnego. "Najlepsze przyjaciółki" są zupełnie pozbawione takich składników. To film zbyt ponury, w którym rodzice przedstawieni są odrobinę nieprzekonująco jako (zbyt zajadli) wrogowie swych dzieci, a bohaterowie zwykle podejmują dziwaczne lub po prostu złe decyzje. Miał wyjść z tego cudowny rytuał przejścia, ale do kina lepiej przejść się na coś innego.

Ocena: 2/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>