Epokowy projekt ** [RECENZJA]

Cuda na Kubie

Lata 70. ZSRR i Kuba podpisują umowę o budowie dwóch elektrowni jądrowych. Wkrótce rozpoczyna się budowa kompleksu w Juragua. Na miejsce zmierzają rzesze robotników z całej wyspy. Kilkanaście lat później po Związku Radzieckim pozostaje tylko wspomnienie, a po wielkiej inwestycji na Kubie jedynie masa bezrobotnych i sfrustrowanych mieszkańców coraz bardziej opuszczonego miasta i ledwie rozpoczęta budowa, której demontaż będzie kosztował grube miliony.

Ta szerzej nieznana historia stanowi wprowadzenie do opowieści o kolejnej zmarnowanej szansie, którą odpokutować muszą zwykli - oszukani - ludzie. To fascynujący materiał, z którego debiutujący reżyser i scenarzysta Carlos Quintela mógł stworzyć niezwykle interesującą, pouczającą opowieść.

Niestety, twórca postanowił zagrać va banque i też próbował zrealizować epokowy projekt. Dramat Kubańczyka, przewodnikami po którym są męscy przedstawiciele trzech pokoleń pewnej rodziny z Juragua, to fabularyzowany dokument, w którym granice między sztucznością a prawdą są za mocno zatarte. Wydaje się, że to tak interesująca historia, iż wystarczyłoby przestawić ją zgodnie z prawdą. Oglądając "Projekt", nie możemy być jednak do końca pewni, co jest rzeczywistością a co fikcją. Zdarza się, że nie o to chodzi w kinie. MOŻNA, ALE...

Ocena: 2/6



"Epokowy projekt", dramat, Argentyna, Kuba, Niemcy, Szwajcaria 2015, 100 min, reż. Carlos Quintela, występują: Mario Balmaseda, Mario Guerra, Leonardo Gascón, Jorge Molina