Cate Blanchett i wciągające dziennikarskie śledztwo. "Niewygodna prawda" jest lepsza od "Spotlight"?

W kinach "Niewygodna prawda" z Cate Blanchett i Robertem Redfordem. I ?Scena ciszy?, nominowany do Oscara dokument o współczesny losach indonezyjskich zbrodniarzy.
Scena ciszy

"Scena zbrodni" opowiadała o współczesnych losach indonezyjskich zbrodniarzy, którzy pół wieku temu dokonali w swym kraju nieprawdopodobnych czystek. Po latach, wciąż chwalili się swoimi zbrodniami, z lubością je rekonstruowali i traktowani byli jak zwycięzcy.

Milion ofiar. Kaci w Indonezji nigdy nie ponieśli kary. "Scena ciszy" przełamuje milczenie o zbrodniach [WSTRZĄSAJĄCY DOKUMENT] >>

Skoro są rzeźnicy i zbrodnie, musiały być też ofiary. Drugi film na ten sam temat nie wywołuje już takiego szoku, zwłaszcza że cichy, łatwo wybaczający protagonista nie ma takiej mocy oddziaływania na widzów, jak ponownie wysuwający się na pierwszy plan mordercy. Ważniejsze od tego, co "Scena ciszy" pokazuje, są myśli, wnioski i wątpliwości, które wywołuje w odbiorcy. Warto.

Ocena: 4/6



"Scena ciszy" - recenzja >>

Niewygodna prawda

Rok 2004, do wyborów prezydenckich w USA pozostało kilka tygodni. Ekipa "60 Minutes", jednego z najważniejszych programów informacyjnych w Ameryce, wpada na trop sensacyjnych dokumentów. Czy to możliwe, że 30 lat wcześniej George W. Bush zrejterował z wojska? Uznana producentka Mary Maples (Cate Blanchett) zbiera ludzi i zaczyna drążyć temat, który zostaje następnie przedstawiony przez jednego z najbardziej zaufanych prowadzących, Dana Rathera (Robert Redford). I wtedy okazuje się, że rzekome akta mogły zostać sfałszowane, a dziennikarze sprytnie rozegrani. Ich zawodowa przyszłość wisi na włosku...

"Niewygodna prawda" to wciągający film o pracy dziennikarzy w stylu "Spotlight". Nie ulega wątpliwości, że zdobywca Oscara jest od "Prawdy" lepszy na każdym polu, ale ją również ogląda się nieźle. Z małym zastrzeżeniem: obawiam się, że historia przedstawiona w "Prawdzie" jest nieco mniej uniwersalna, niż ta ze "Spotlight" i może nie zachwycić tych, którzy nie interesują się amerykańską polityką. Przypadek podobny do "Lincolna", po którym każdy niezbyt zainteresowany tematem wychodził z seansu dopiero po wybudzeniu. Warto, ale...



"Niewygodna prawda" - recenzja >>

Cloverfield Lane 10

Komuś, komu uda się namówić scenarzystów "Cloverfield Lane 10" na szczery wywiad, może trafić się hit roku w dziedzinie dziennikarstwa filmowego. Produkcja roboczo zatytułowana "Valencia" znalazła się na mojej liście najbardziej oczekiwanych filmów 2016 roku. Kilka miesięcy przed premierą na scenę wkroczył jednak wielki J.J. Abrams, który ogłosił, że rzecz zmieniła tytuł i jest teraz duchowym spadkobiercą wyprodukowanego przez niego w 2008 r., skądinąd świetnego, "Cloverfield".

To kameralny dreszczowiec, rozpisany właściwie na troje aktorów. Wszystko działa więc m.in. dzięki świetnym Goodmanowi i Winstead, a także kojarzącej się z postapokalipsą (klimaty "Fallout") ścieżce dźwiękowej. Chociaż niespodziewana (?) wolta działa zdecydowanie lepiej niż w niedawnym horrorze "The Boy", to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby potwory z Hollywood nie wybebeszyły oryginalnego scenariusza, "Cloverfield Lane 10" - a może raczej "Valencia" - udałby się jeszcze lepiej. Warto, ale...

Ocena: 4/6



"Cloverfield Lane 10" - recenzja >>

Letnie przesilenie

Gorące lato 1943 roku gdzieś na dalekiej polskiej prowincji. Nastoletni pomocnik maszynisty Romek podkochuje się w godzącej się na jego zaloty France, ale dziewczynie bardzo pochlebia też zainteresowanie ze strony równie młodego niemieckiego żołnierza-fajtłapy, Guida. Bohaterowie mieszkają w miejscu dość spokojnym, gdzie wszystkim - nawet siłom wroga - zależy głównie na tym, żeby móc w miarę normalnie żyć. Kto wie, gdyby nie wojna (i dziewczyna), Romek i Guido mogliby nawet zostać przyjaciółmi. Okoliczności sprawią jednak, że każde ich zetknięcie będzie dla wszystkich dramatycznym doświadczeniem.

Agnieszka Krukówna powraca po latach do kina. Zagrała w filmie wojennym "Letnie przesilenie" >>

Melodramat wojenny Michała Rogalskiego ("Ostatnia akcja") to "Miasto 44" a rebours. Obie produkcje łączą właściwie tylko tematyka i świetne zdjęcia. Warto, ale...

Ocena: 4/6



"Letnie przesilenie" - recenzja >>

Udar słoneczny

Rok 1920, armia carska zostaje zmuszona do poddania przez wojsko ludowe. Kwiat rosyjskiego żołnierstwa rozpamiętuje klęskę (i czasy chwały), a główny bohater wspomina najpiękniejszą przygodę życia - kilkanaście lat temu podczas rejsu, będąc młodym oficerem, przeżył miłość swego życia (w tej roli zachwycająca Wiktoria Sołowjowa). Stosując bardzo długie ujęcia, Michałkow umiejętnie zatapia widza w swoim świecie, który - zwłaszcza we wcześniejszym planie czasowym - jest naprawdę zachwycający. Można, ale...

Ocena: 3/6



"Udar słoneczny" - recenzja >>

Łowcy miodu

Jeżeli wyginięcie pszczół naprawdę miałoby oznaczać zagładę człowieka, to bardzo cieszy mnie powstanie silnego pszczelego lobby, objawiającego się m.in. głośnymi ostatnio akcjami Greenpeace "Adoptuj pszczołę!", ale ktoś, kto nie jest wielkim miłośnikiem owadów, nic szczególnego w "Łowcach miodu" nie znajdzie. Zwłaszcza jeśli naczytał się już w mediach o zmniejszającej się populacji pszczół lub widział mający zaledwie dwa i pół roku dokument "Więcej niż miód". Można, ale...

Ocena: 2/6



"Łowcy miodu" - recenzja >>

Szefowa

"Szefowa" zaczyna się zaskakująco dobrze, ale szybko daje do zrozumienia, że nie należy się po niej spodziewać sensownej fabuły. Opowieść można uznać za miks historii z kilku klasycznych komedii sprzed parunastu lat. Chociaż działająca mi ostatnio na nerwy McCarthy specjalnie się nie wysila, trzeba jej przyznać, że ma kilka niezłych momentów i chwalebnie rezygnuje z żartów na temat swojej wagi (patrzę na ciebie, Rebel Wilson!). Mimo wszystko, najnowszy film jej męża, Bena Falcone'a, jest uosobieniem wszystkiego co złe we współczesnych amerykańskich komediach. Można, ale...

Ocena: 2/6



"Szefowa" - recenzja >>

Ratchet i Clank

W 2002 r. światło dzienne ujrzeli zwierzakopodobny kosmita Ratchet oraz robot Clank. Bohaterowie kolorowej zręcznościówki podbili serca nie tylko najmłodszych graczy. Dowcipne dialogi, szybka akcja i wciągająca rozgrywka zapewniły im występy w niezliczonym szeregu kontynuacji. Miałem przyjemność bawić się jedną z części i muszę przyznać, że wsiąkłem w grę na długie godziny. Wkrótce okaże się czy sympatyczny duet nie straci jednego życia, wykonując przeskok z konsoli do kina. "Ratchet i Clank" wchodzą do naszych kin bez pokazu prasowego.



" Ratchet i Clank" - recenzja >>