Król metamorfozy. Do jednej roli spiłował zęby, by dodały mu diabolicznego charakteru

Swoją najsłynniejszą aktorską kwestię wymyślił sam. Bo powtarzanych przed lustrem kultowych już słów "You talkin' to me?" w scenariuszu "Taksówkarza" - jak wspomina - nie było. Poznajcie Roberta De Niro, prawdziwego króla Nowego Jorku, który obchodzi właśnie swoje 73. urodziny.

Mat. prasowe

Oglądaj "Red Lights" z Robertem De Niro w niedzielę o 20:00!

Mieszanina anarchii i dyscypliny

Legendami obrosły już przygotowania amerykańskiego aktora do każdej z kreowanych przez siebie ról. Do "Wściekłego byka", gdzie wcielił się w postać byłego bokserskiego zawodowego, mistrza wagi średniej Jake'a LaMotty, przytył prawie 30 kilogramów. Na wagę sporo musiał też wnieść, gdy odgrywał najsłynniejszego mafioza w historii Stanów Zjednoczonych, Ala Capone w "Nietykalnych". Mówi się, że przytył 15 kilogramów, a i tak rzekomo miał wspomagać się kilkoma dodatkowymi poduszkami.

Do "Przylądka strachu" spiłował zęby w taki sposób, by nadawały mu bardziej diabolicznego charakteru. Chcąc wypaść wiarygodnie jako Vito Corleone w drugiej części "Ojca chrzestnego", spędził cztery miesiące na Sycylii, ćwicząc tamtejszy akcent. Wypadło to na tyle przekonująco, że za tę rolę w 1975 roku odebrał swojego pierwszego Oscara.

De Niro jako Travis Bickle / kadr z filmu

Ale to nie wszystko! Kiedy Martin Scorsese po raz kolejny zaprosił go do współpracy, przy filmie "New York, New York", De Niro na potrzeby roli nauczył się grać na saksofonie. A przy wspomnianym już "Taksówkarzu" przez blisko trzy miesiące po dwanaście godzin dziennie czynnie przyuczał się do tytułowego zawodu. Aż strach pomyśleć jak przygotowywał się do roli charyzmatycznego medium w "Red Lights".

"Talent to kwestia wyborów" - powiedział kiedyś De Niro. I choć na pierwszy rzut oka trudno mu w tej kwestii wiele zarzucić, okazuje się, że ma na swoim koncie kilka solidnych pomyłek. Taką chociażby było odrzucenie roli kapitana Jacka Sparrowa w "Piratach z Karaibów: Klątwie Czarnej Perły". Aktor przekonany był, że podobnie jak inne filmy tego gatunku, tak i ten okaże się solidną klapą finansową. Czas pokazał, jak bardzo nie miał racji.

Odrzucał też propozycje zagrania w filmach, które po latach stały się klasykami: "Ostatnim kuszeniu Chrystusa", "Człowieku z blizną" czy "Rain Manie". Można też zaryzykować stwierdzenie, że to dzięki niemu na szerokie aktorskie wody wypłynął Bruce Willis. Chodzi o rolę Johna McClane'a w "Szklanej pułapce", którą Willis otrzymał po tym, jak nie zdecydował się na nią właśnie De Niro.

Uznany za antykomunistę

Nie zawsze bywało jednak tak, że to aktor odprawiał decydentów z kwitkiem. Czasami miała miejsce sytuacja odwrotna, a wytłumaczenia bywały kuriozalne. Kiedy Martin Scorsese planował realizację filmu "Anna Pawłowa" (ostatecznie nakręcił go ktoś inny), jedną z ról chciał rzecz jasna powierzyć swojemu ulubieńcowi. Weto postawiło wtedy rosyjskie Ministerstwo do spraw Kinematografii, uznając De Niro za antykomunistę po występie w arcydziele Michaela Cimino "Łowca jeleni".

 Fot. materiały prasowe

Popularny aktor borykał się także z innymi "politycznymi" problemami związanymi ze swoimi występami. Kiedy we wrześniu 2004 roku podczas festiwalu filmowego w Wenecji miał otrzymać włoskie obywatelstwo, pewna organizacja wystosowała oficjalny protest. Przekonywała w nim, że role kryminalistów, w jakie się wcielał, negatywnie wpływają na wizerunek Włochów i Amerykanów włoskiego pochodzenia. Na szczęście ówczesny minister kultury Włoch nie potraktował tego poważnie, a De Niro, choć z pewnymi perturbacjami, odebrał obywatelstwo kraju, z którego pochodzili jego przodkowie.

Piosenki, alkohol i duże pieniądze

Podobnie jak wielu doświadczonych aktorów, de Niro skusił się, by samemu spróbować sił za kamerą. Trudno się dziwić, zwłaszcza że za nauczycieli miał Martina Scorsese, Francisa Forda Coppolę, Alana Parkera czy Sergio Leone. W 1993 roku nakręcił "Prawo Bronxu", wyraźnie zainspirowane twórczością Scorsese, a trzynaście lat później "Dobrego agenta".

 Grace Hightower do dziś jest żoną Roberta de Niro (fot. REUTERS/Regis Duvignau)

Aktor od lat wzbudza wiele emocji. Brytyjski żeński zespół popowy Bananarama nagrał kiedyś poświęconą mu piosenkę pod tytułem "Robert De Niro's Waiting". Gdy ten tylko się o tym dowiedział, zaaranżował spotkanie. Panie były jednak tak zdenerwowane czekając na legendę, że zdążyły się upić, zanim przyjechał.

Mimo oddanej rzeszy fanów nie przepada ponoć za oglądaniem filmów ze sobą w roli głównej. "Zdarza mi się często wtedy zasypiać" - przekonuje. Chyba jest w zdecydowanej mniejszości, bo uznaje się go za jednego z najbardziej dochodowych aktorów wszech czasów. Filmy, w których wziął udział - a na swoim koncie ma około stu ról - przyniosły grubo ponad dwa miliardy dolarów zysku.

I jak tu go nie angażować.

"Prawo Bronxu" w Stopklatce TV już w środę, 17 sierpnia o godz. 20:00. "Red Lights" w Stopklatce TV w niedzielę, 21 sierpnia o godz. 20:00.