Nic tak nie przyciąga do kin jak romans aktorów. Większość związków nie wytrzymuje próby czasu

Czym przyciąga się dziś widzów do kin? Dopracowanym scenariuszem, utalentowanymi aktorami, dużym budżetem, efektami specjalnymi, i tak dalej, i tym podobne. Oczywiście, wszystko to jest ważne, ale chyba nic nie wpływa tak bardzo na sprzedaż biletów jak romans odtwórców głównych ról.

Stopklatka TV

"Szybki jak błyskawica" z Tomem Cruisem i Nicole Kidman w sobotę o 20:00 na Stopklatka TV!

W przypadku najbardziej znanych aktorów taka sytuacja sprawdza się niemal za każdym razem - ludzie chcą zobaczyć film, który zapoczątkował dany medialny związek, a potem oglądają go niczym zapis narodzin tego uczucia. To spore uogólnienie, ale tak już jesteśmy skonstruowani. Wprost uwielbiamy podglądać gwiazdy, czuć się częścią tego "wielkiego świata", a producenci oraz specjaliści od reklamy skrzętnie to wykorzystują.

Kiedy świat obiegła informacja o rozstaniu Angeliny Jolie i Brada Pitta, serwisy z filmami na żądanie odnotowały, że oglądalność "Pana i Pani Smith", na planie którego się poznali, porównywalna była z największymi hitami. Romans wychodzący poza filmowy ekran świetnie się sprzedaje i nie jest to żadna nowość. Zdawano sobie z tego sprawę już w latach dwudziestych ubiegłego wieku.

Symfonia zmysłów

Ikoniczną parą tamtego okresu byli np. Greta Garbo oraz John Gilbert. Po premierze "Symfonii zmysłów" widzowie wprost oszaleli na ich punkcie. Później aktorzy wystąpili razem jeszcze w dwóch innych filmach, zapisując się w pamięci publiczności jako jedna z piękniejszych par kochanków. Sceny ich pocałunków, z Garbo odchylającą głowę do tyłu przeszły do historii kina jako pierwszy przejaw filmowego erotyzmu.

Z pewnością duży wpływ na to miały plotki, jakoby aktorzy kochali się również w życiu prywatnym. Na ekranie byli tak przekonujący, że informację tę uznano za oczywistość. Trudno jednak powiedzieć, co ich tak naprawdę łączyło. Szwedzka gwiazda była niezwykle tajemnicza, nie udzielała wywiadów, przez co cały jej wizerunek dało się bardzo łatwo kontrolować.

Praktycznie nie da się dzisiaj oddzielić w nim prawdy od legendy. Pewnym jest, że Garbo i Gilbert przez pewien czas mieszkali razem. Czy z własnej woli, czy z polecenia wytwórni - tego już nie wiadomo. Według jednej z krążących teorii, zamierzali się pobrać, ale Garbo nie pojawiła się na ceremonii. Mówiło się, że tak naprawdę wolała towarzystwo kobiet. Jakkolwiek by nie było, para ta zawładnęła wyobraźnią publiczności. Od tamtej pory romansowanie na planie stało się niemal częścią przemysłu filmowego. Czasem takie sytuacje prowadziły do długich związków, innym razem kończyły się skandalem. Zawsze jednak wzbudzały masowe zainteresowanie.

Potępieni przez Watykan

Jedna z najsłynniejszych takich par poznała się na planie superprodukcji "Kleopatra". Richard Burton i Elizabeth Taylor byli wtedy w związkach małżeńskich - ich romans został potępiony przez wiele środowisk z tzw. ligi moralności, a nawet Watykan. Zdjęcie zrobione aktorom podczas igraszek na jachcie nieopodal Neapolu wstrząsnęło opinią publiczną i zapoczątkowało modę na śledzenie celebrytów przez paparazzi.

Ten burzliwy związek po prostu nie schodził z pierwszych stron gazet. Rozstawali się wielokrotnie. Po 10 latach małżeństwa zdecydowali się na rozwód, by rok później wziąć ślub jeszcze raz i. wytrzymać ze sobą zaledwie kilka miesięcy. Liz i Dick, bo tak o nich pisano, po "Kleopatrze" grali wspólnie częściej, m.in. w rewelacyjnym "Kto się boi Virginii Wolf?". Chemii, która była między nimi na ekranie, starczyłoby na obdarowanie kilku innych par.

Pod okiem mediów

Takie gorące filmowe romanse to w większości przypadków równie emocjonalne rozstania. Koniec Brangeliny, z wszystkimi domysłami dotyczącymi znęcania się Pitta nad dziećmi czy jego zdrad, był przecież jednym z wiodących tematów poważnych serwisów informacyjnych. Mówi się, że kariera Brada nie wytrzyma tej nagonki, bez względu na to, czy którekolwiek z tych plotek okażą się prawdą.

Mat. prasowe

Coś wie o tym również Johnny Depp. Podczas pracy nad "Dziennikiem zakrapianym rumem" aktor poznał piękną (i znacznie młodszą od siebie) Amber Heard. To był bardzo głośny związek i jeszcze głośniejsze rozstanie. Publiczność nie mogła wybaczyć Deppowi zostawienia Vanessy Paradis i, krótko mówiąc, mieszano go z błotem. Ludzie twierdzili, że gwiazdor przeżywa kryzys wieku średniego, a Heard szybko się nim znudzi. Ich małżeństwo rzeczywiście wytrzymało niewiele ponad rok. Teraz Depp musi stawiać się w sądzie, odpowiadając na zarzuty byłej partnerki o fizyczne i psychiczne znęcanie się.

Kontrowersji nie udało się uniknąć nawet Benowi Affleckowi i Jennifer Garner, przez lata uchodzącym za jedno z najbardziej przykładnych małżeństw w Hollywood. Para, która poznała się w 2003 roku na planie filmu "Daredevil", jakiś czas temu ogłosiła decyzję o rozwodzie. Gazety plotkarskie są przekonane, że aktor dopuścił się najbardziej banalnej zdrady - z nianią swoich dzieci.

 

Mat. prasowe

 

Swoje za uszami mają też oczywiście panie. Za rozpad związku odtwórców głównych ról w sadze "Zmierzch" odpowiedzialna była ona, czyli Kristen Stewart. Podczas pracy nad filmem "Królewna śnieżka i łowca" aktorka wdała się w romans z reżyserem Rupertem Sandersem. Zdjęcia zrobione im przez paparazzi nie pozostawiały wątpliwości, że łączy ich coś więcej niż współpraca zawodowa. Fanki Roberta Pattinsona łączyły się z nim w bólu i nie zostawiały suchej nitki na Stewart, która zniszczyła ich wizję idealnej miłości - na ekranie i poza nim. Para próbowała jeszcze ratować związek, ale po dwóch latach oficjalnie się rozstała.

Romans jak błyskawica

Takich związków, które z ekranu przeniosły się na prawdziwe życie, jest znacznie, znacznie więcej. Meg Ryan i Russell Crowe ("Dowód życia"), Alicja Bachleda-Curuś i Colin Farrell ("Ondine"), Julia Roberts i Kiefer Sutherland ("Linia życia"), Ryan Gosling i Rachel McAdams ("Pamiętnik") - wymieniać można by długo. Żadna z tych miłości nie przetrwała próby czasu. Według krytyków, spora część z nich była niezbyt przekonująca nawet na ekranie.

 

Mat. prasowe

 

Z takimi uwagami musieli się zmierzyć np. Tom Cruise i Nicole Kidman, kiedy zagrali w erotycznym "Oczy szeroko zamknięte" Stanleya Kubricka. W ogóle nie było widać między nimi pasji, co uznano za główną przyczynę porażki, jaką poniósł film. Dopiero później okazało się, że ten związek już wtedy zmierzał ku końcowi.

Cruise po raz pierwszy zobaczył Nicole w filmie "Martwa cisza" i z miejsca zakochał się w tej pięknej dziewczynie. Jego małżeństwo z Mimi Rogers od jakiegoś czasu przechodziło poważny kryzys. Aktor pracował wtedy nad produkcją, która była spełnieniem jego wielkiego marzenia. Cruise uwielbiał wyścigi samochodowe i bardzo chciał wystąpić w filmie na ten temat.

"Szybki jak błyskawica" miał być sukcesem na miarę "Top Gun". Niestety, podczas przygotowań ekipa cały czas musiała mierzyć się z rozmaitymi problemami. Jednym z największych był brak aktorki do głównej roli żeńskiej. Wtedy Cruise przypomniał sobie o "Martwej ciszy" i ślicznym rudzielcu, którego wypatrzył na ekranie. Kidman akurat przebywała w Japonii i nie mogła pojawić się na spotkaniu z reżyserem. Cruise jednak nalegał i wysłał po nią prywatny odrzutowiec. Przesłuchanie było właściwie formalnością. Australijka zadebiutowała w Hollywood u boku jednego z największych gwiazdorów ówczesnego kina. Mimo kłopotów na planie, film był komercyjnym sukcesem, zarabiając na całym świecie grubo ponad 150 milionów dolarów.

 

Mat. prasowe Stopklatka TV

 

Kiedy Kidman i Cruise oficjalnie przyznali się, że są parą, zainteresowanie "Szybkim jak błyskawica" jeszcze wzrosło. W samych wypożyczalniach video wpływy wyniosły około 40 milionów "zielonych". Nie było wtedy gorętszej pary. Zaledwie kilka miesięcy po premierze, 31 grudnia 1990 roku, wzięli ślub. Ich miesiąc miodowy trwał znacznie dłużej niż cztery tygodnie, ponieważ niemal prosto z podróży udali się na plan "Za horyzontem" Rona Howarda. Mówi się, że Cruise zmusił reżysera, aby obsadził Nicole, a później sprawował niemal całkowitą kontrolę nad produkcją.

Kiedy miał ochotę zrobić sobie z żoną przerwę, wstrzymywał zdjęcia na kilka dni, i nikt nie mógł z tym dyskutować. Aktorzy byli w sobie zakochani na zabój. Niestety, niedługo po wprowadzeniu filmu do kin sielanka się skończyła. Kidman zaszła w ciążę pozamaciczną, która zagrażała jej życiu. Lekarze poinformowali ją też, że taka sytuacja może się u niej powtarzać, co zarówno dla niej, jak i dla Toma, było prawdziwym ciosem. Ciężko znosili tę sytuację. Ona wyjechała do rodzimej Australii, by odpocząć w gronie rodziny, on rzucił się zaś w wir pracy i otoczył towarzystwem scjentologów.

Adoptowali później dwójkę dzieci, a ich małżeństwo przetrwało łącznie 10 lat. "Oczy szeroko zamknięte" są dziś oglądane przede wszystkim jako ostatnie wspólne chwile tej słynnej pary.

Romanse na planie sprzedają się świetnie, tak samo zresztą jak rozstania. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych Woody Allen porzucił Mię Farrow dla jej adoptowanej córki, w mediach wrzało. Producenci obrazu "Mężowie i żony", w którym Allen i Farrow zagrali małżeństwo na skraju rozpadu, wykorzystali tę sytuację dla własnych celów. Mimo że filmy znanego nowojorczyka przeznaczone były raczej dla koneserów, ten tytuł postanowili wprowadzić do kin w ogromnej ilości kopii.

Oczywiście opłaciło się. Nigdy wcześniej dzieło Allena nie przyciągnęło aż tylu widzów w weekend otwarcia. Kiedy w listopadzie premierę będą mieć "Sprzymierzeni" z Bradem Pittem i Marion Cotillard, pewnie dostaniemy powtórkę z rozrywki. Tłumaczenia Francuzki, że jest w szczęśliwym związku, w dodatku przy nadziei, a z Pittem miała kontakt tylko na stopie zawodowej, nic tu nie zmienią. Plotka już zaczęła żyć własnym życiem, a show-biznes - jak sama nazwa wskazuje - opiera się na pieniądzach. Z pewnością ktoś jeszcze będzie próbował na tej historii zarobić.