Del Toro reżyserem "Siedem"?

"Siedem", mocny thriller o morderstwach popełnianych według klucza "grzechy główne", trudno wyobrazić sobie bez osoby Davida Finchera. A jednak okazuje się, że początkowo kto inny miał reżyserować jeden z najbardziej niepokojących filmów poprzedniej dekady.
Guillermo del Toro przyznał w wywiadzie, że to właśnie jemu zaproponowano reżyserię "Siedem". Jednak twórca propozycję odrzucił:

Uważam, że słusznie zrezygnowałem z kręcenia "Siedem" - scenariusz był wspaniały, ale cechował go bardzo cyniczny punkt widzenia świata. Pokochałem tę historię, pragnąłem zobaczyć ją na ekranie, ale jednocześnie jestem romantycznym grubasem i nie podpisuję się pod taką wizją świata - powiedział reżyser.

No cóż, można się tylko sprzeczać, czy twórca pełnego przemocy "Labiryntu Fauna" albo "Hellboya: Złota Armia" jest taki "romantyczny".

W każdym razie reżyser swojej decyzji sprzed lat nie żałuje, my raczej też nie: Fincher nie tylko stworzył wyjątkowy dramat. Poza tym sukces "Siedem" niewątpliwie pomógł mu w dalszej karierze: czy bez tego filmu na koncie mógłby zrealizować "Grę" z Michaelem Douglasem, a potem "Podziemny krąg" z Bradem Pittem i Edwardem Nortonem?

Widocznie "romantycznemu" del Toro bardziej odpowiada fabuła fantastycznego "Hobbita", nad którym obecnie pracuje.