Lepszego końca świata nie będzie? Von Trier wyrzucony, ale "Melancholia" zachwyca

"Murowany kandydat do Złotej Palmy" - mówili o "Melancholii" von Triera krytycy już przed rozpoczęciem festiwalu w Cannes. I pomimo szokujących wypowiedzi reżysera po pokazie filmu i wyrzucenia go z festiwalu, pierwsze wrażenia i recenzje wskazują na to, że wciąż mogą mieć rację.
Dwie siostry, blondynka i brunetka (Kirsten Dunst i Charlotte Gainsborough). Dwie strony osobowości, dwa temperamenty. Dwie drogi życia. Jedna jest żoną i mamą małego synka. Druga zmagającą się z depresją panną młodą ujawniającą prawdziwą twarz na weselu. A nad ich głowami błękitna planetoida o imieniu Melancholia, której nieubłagany ruch w stronę Ziemi przybliża nieuchronny koniec świata (choć naukowcy to dementują).

Mogło być jak z poprzednim, wyśmianym przez krytyków filmem von Triera "Antychryst", ocenionym przez Tadeusza Sobolewskiego jako "grafomański zapis jego lęków i frustracji", niezrozumiały dla nikogo poza nim. Mogło być nieznośnie metaforycznie i kiczowato lirycznie - tak najnowszy film Terrenca'a Malicka "Drzewo życia" ocenili krytycy w Cannes.

Ale według pierwszych recenzji tym razem jest zupełnie inaczej.

"Innego końca świata nie będzie"

"Rewelacyjna, hipnotyzująca. Wstrząsający bunt wobec formy, opakowania, mitu" - zachwycał się tuż po premierze Paweł T. Felis na canneńskim blogu. A przede wszystkim bunt wobec kiczu, który był najczęściej używanym słowem w recenzjach "Antychrysta".

Tadeusz Sobolewski jest bardziej powściągliwy, choć docenia prostotę, z jaką tym razem reżyser opowiada o, jakby nie było - końcu świata. Bo tym razem u von Triera nie ma apokalipsy, ale czysta ostateczność, "która zbliżając się, wprawia nas w szczególny stan oczekiwania, czy wręcz pożądania". W tej porażającej opowieści przyglądamy się - słowami Pawła T. Felisa - "małym, prywatnym końcom świata, tym z wiersza Miłosza, tym, z których składa się życie".



Porażająco ludzki

Zagraniczni komentatorzy też są zgodni. "Kontrast katastrofizmu z małymi ludzkimi końcami świata", "niesamowita wyobraźnia przełożona na ekran", "ujmująca narracja", "przekonująco ludzkie studium żalu" - to tylko niektóre zwroty, które przewinęły się w prasie po premierze filmu na festiwalu. I gdyby nie to, że Lars von Trier po komentarzach o Hitlerze został wyrzucony z Cannes 2011, można by było stawiać konia z rzędem, że w niedzielę zobaczymy go na gali festiwalu w Cannes dzierżącego Złotą Palmę.

Teraz nie jesteśmy już tego tacy pewni. Pozostaje mu dzierżyć tą sprzed paru lat, za "Tańcząc w ciemnościach".

Wszystko o festiwalu Cannes 2011 >>

Canneński blog Tadeusza Sobolewskiego i Pawła T. Felisa >>

Więcej o: