Gdzie się podziali tamci piraci? Czwarta część wtórna i bez fajerwerków [RECENZJE]

Wytwórnia Disneya po raz czwarty ruszyła w rejs w stronę sal kinowych. Czy znów zdobędzie swój skarb - górę dolarów i uznanie publiczności? W tej ostatniej kwestii krytycy mają poważne wątpliwości.
"Przy poprzednich częściach widać było frajdę ludzi, którzy te filmy tworzyli. Teraz widać tylko frajdę księgowych, którzy zaczęli odliczać zyski" - pisze w recenzji Paweł T. Felis. I nie jest w swojej opinii odosobniony. Film spotkał się z falą krytyki wśród dziennikarzy. Ale Box Office i tak zapowiada mu wielomilionowe zyski.

W Wielkiej Brytanii i Francji od środy, w pozostałej części Europy i Stanach Zjednoczonych już dziś. "Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach" to pierwszy obrazy z głośnego cyklu Disneya zrealizowany w technologii 3D. "Czwórka" to też praktycznie zupełnie nowa ekipa - reżysera dotychczasowych trzech części Gore'a Verbinskiego zastąpił Rob Marshall ("Dziewięć", "Chicago"), z obsady znikła Keira Knightley i uwielbiany przez nastolatki Orlando Bloom. W ich miejsce pojawiła się hiszpańska piękność Penelope Cruz.

Zasadnicza część fabuły filmu się nie zmieniła. Kapitan Jack Sparrow (w tej roli niezastąpiony Johnny Depp) powraca, tym razem u boku kapitana Barbossy (Geoffrey Rush). Ich celem jest mityczna Fontanna Młodości. Nie są oczywiście jedynymi uczestnikami tej gry - ich śladami podąża okrutny kapitan Czarnobrody i jego piękna córka Angelica (Penelope Cruz), z którą Sparrow zdaje się mieć jakieś zaszłości. Po drodze spotykają umarlaków, syreny, toczą ze sobą pojedynki i udają się w niejedną pogoń/ucieczkę. Słowem, znowu się dzieje, choć w nieco innej skali niż zwykle.

Najpierw historia, potem efekty

Dzieło Roba Marshalla to najskromniejszy obraz pirackiej serii od czasów pamiętnej "Klątwy Czarnej Perły" - zgodnie podkreślają zachodni krytycy. "I to nie tylko kwestia uszczuplonego o 100 milionów dolarów budżetu - pisze serwis Movieline. - 'Na nieznanych wodach' oferuje więcej umiarkowanych efektów specjalnych, więcej walki na miecze i być może mniej niepotrzebnych zwrotów akcji, jak w 'Skrzyni umarlaka' czy 'Na krańcu świata'".

Mniejsza ilość spektakularnych zdjęć to nie tylko efekt ograniczeń finansowych narzuconych przez producentów, ale również jedna z filozofii nowego reżysera. - Efekty specjalne powinny pracować na usługach historii, nigdy na odwrót - mówi Marshall.

"Los Angeles Time" przypomina, że jedną z wytycznych producenta filmu - Jerry'ego Bruckheimera - było utemperowanie inwencji scenarzystów. Zwłaszcza w kwestii wymyślania scen na otwartym morzu, które mogłyby obciążyć budżet. "W rezultacie mamy w filmie więcej scen pościgów w dżungli, widzimy Londyn i mamy mnóstwo walk na miecze, ale żadnej bitwy morskiej [...]. Najwidoczniej producenci zapamiętali ataki krytyków za to, że w ostatnich częściach przedłożyli cyfrowy spektakl nad spójną historię" - dodaje dziennik. Według jego wyliczeń, w najnowszej części "Piratów..." zrobiono 1,1 tys. zdjęć z efektami specjalnymi - to ok. 2 tys. mniej niż w poprzedniej.



Pirat to miał klawe życie

Kanadyjski "National Post" na temat pomysłu kontynuowania serii: "Prawdziwi piraci żyli krótko, ale wesoło. Czarnobrody, prawdopodobnie najbardziej znany wśród piratów, zmarł w wieku 38 lat, po mniej niż trzech latach grabieży. Tymczasem 'Piraci z Karaibów' unoszą się na wodzie przez osiem długich lat, w czterech częściach i z obietnicą dwóch kolejnych. Czy można się dziwić, że tym razem akcja obraca się wokół Fontanny Młodości?" - ironizuje dziennik. Gazeta podkreśla, że po "zawiłych i nadętych" dwóch poprzednich częściach, wreszcie filmowcy zdecydowali się na niekomplikowanie fabuły, co jednak "przypomina chaotyczne rozkazy wydawane przez kapitana szybko tonącego statku".

Równie krytycznie o produkcji pisze kalifornijski "Mercury News", który zauważa, że co prawda "Disney znów obrał właściwy kurs kasowej, ale coraz bardziej ociężałej serii", lecz niestety tylko na papierze. "Nawet nowe twarze na pokładzie statku nie oddały magii jego dziewiczego rejsu" - zauważa dziennik.

Kurs na 100 milionów dolarów. "Piraci..." nie zachwycają, ale swoje i tak zarobią >>