Agresywna Republika. "Grzegorz Ciechowski? Faceta roznosiło"

Wyobraź sobie: młodzi chłopacy, czarne spodnie, białe koszule, czarne krawaty i grzywka. Na osiedlu od razu było: ?republikanie? - opowiada Tomasz Grochola z zespołu Agressiva 69, który niedawno wydał nową płytę z piosenkami Republiki. Dzisiaj 10. rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Pomyśleliśmy, że to niezła okazja do rozmowy.
Mariusz Wiatrak: Gracie dalej?

Tomasz Grochola: Jasne, że gramy i chyba jakoś się trzymamy.

Dobry powrót w dobre czasy?

- Ale w odświeżonym składzie. Wciąż łączy nas muzyka, przyjaźń, no i świetny materiał, bo czego nie mówić o Republice, oni nagrywali po prostu świetne piosenki.

Łatwo podobno nie było.

- Trudno było przekonać kolegów z zespołu. Pomysł na ten album narodził się już trzy lata temu. Zrobiłem sobie rachunek sumienia: nagraliśmy parę coverów, a wśród nich ani jednego utworu z Polski. Nie jesteśmy w tym odosobnieni - tak do dziś robi wiele innych polskich zespołów.

Dlaczego? Bo nie ma skąd czerpać pomysłów?

- Kiedyś jechałem samochodem i słuchałem Trójki. Puszczali polskie utwory z lat 60. Od razu zacząłem nagrywać je na telefon - to były niesamowite klimaty! Mówi się, że ludzie wtedy bardziej kombinowali i to było słychać. Z jednej strony nie mieli dostępu do muzyki czy studia, z drugiej przez tę trudność potrafili wykrzesać z tych utworów więcej. Teraz dostęp jest do wszystkiego, ale pomysłów jakby mniej.

Na płycie znalazł się nieznany utwór Republiki "Pornografia" z tekstem, który dziś brzmi zaskakująco aktualnie: "Kochanie, poczekamy na własne mieszkanie jeszcze z 10 lat".

- Teraz niby możesz kupić mieszkanie, tylko z kredytem na 30 lat. "Kombinat" też jest dzisiaj bardzo na czasie. Ale teksty Ciechowskeigo w ogóle były ponadczasowe i chwilami niełatwe - zawsze miały drugie dno, można je było w różny sposób interpretować, ale można też było wpaść w pułapkę.

Wpadliście?

- Niektórzy mówią, że nam się udało, inni, że nie do końca. Rzecz gustu.



Słuchając piosenek Republiki nikt nie miał wątpliwości, że to zespół z Polski, ale jakoś udawało im się brzmieć międzynarodowo.

- Nie mieli w sobie granic i to jest fajne. Nie byli przypisani do żadnego gatunku, grali nową falę, ale przecież w Jarocinie wszystkich wkurzało, że Ciechowski ma grzywkę, a nie postawione włosy.

Jak wyszli na scenę, zostali podobno wygwizdani i obrzuceni pomidorami.

- A po koncercie wszyscy byli zachwyceni.



Też nosiliście grzywki?

- I to jeszcze zanim usłyszeliśmy "Kombinat". Dopiero potem w "Sztandarze młodych" czy innej gazecie zobaczyliśmy plakat Republiki, na którym Grzegorz Ciechowski miał grzywkę. Nie było innej drogi - od razu zostaliśmy fanami Republiki. Poza tym to były czasy, gdy farbowało się ciuchy na czarno, bo nie można było pójść do sklepu i sobie ich normalnie kupić. Wyobraź sobie: młodzi chłopcy, czarne spodnie, białe koszule, czarne krawaty i grzywki. Na osiedlu od razu było: "republikanie".

Ale grzywki kojarzyły się jeszcze wtedy z popersami.

- Tak, byliśmy popersami, którzy słuchali The Cure, Bauhaus czy Depeche Mode. To było fajne połączenie i fajne czasy. Ludzie żyli wtedy muzyką i nie jest wcale tak, że nie było do niej dostępu. W radiu leciała dobra muzyka, a na koncerty Siekiery brakowało biletów. Na który polski zespół dzisiaj nie można kupić biletów?



Republika to kawał historii polskiego rocka, ale mało kto dzisiaj pamiętał, że Ciechowski pisał też choćby dla Lady Pank. "Zostawcie Titanica" to jego tekst.

- Zawsze mi się podobało w nim to, że miał jasno określoną koncepcję Republiki, ale wyraźnie go roznosiło, więc angażował się w inne projekty. Mówimy o wyjątkowo zdolnym artyście, który jest gwiazdą w Polsce. W tym środowisku zna się wielu ludzi i pewnie miał dużo propozycji - z niektórych zrezygnował, nad innymi pracował. Tak zauważył talent Justyny Steczkowskiej, która zresztą u nas też zaśpiewała na drugiej płycie "Hammered by the Gods" jeszcze zanim na dobre zaczęła karierę.

I nie jest to jakiś rodzaj skazy w jego dorobku?

- Absolutnie! Ciechowski miał po prostu nosa do wykonawców. Steczkowska - osiągnęła sukces. Kowalska - osiągnęła sukces. Trzeba wejść w skórę artysty, żeby go zrozumieć. To był jego zawód, z tego żył i potrafił wcielać się w różne role. Poza tym historia pokazuje, ze ci wykonawcy osiągnęli sukces, więc był dobry w tym co robił.

Brakuje dzisiaj Ciechowskiego?

- Brakuje tego niespokojnego ducha, który potrafiłby zainspirować taką masę muzyków. Pamiętajmy, że to też były trochę inne czasy, w których piosenka radiowa nie musiała trwać trzech minuty. Ale on je akurat dobrze wykorzystał.

Więcej o: