Zamiast bigosu, wysublimowane danie. The Complainer znów eksperymentuje, ale inaczej [RECENZJA]

Utrzymana w ciemnych barwach muzyka elektroniczno-syntezatorowa wychynęła z undergroundu na salony. Jeśli macie ochotę na takie klimaty, ale nudzi was przeplatanka zwrotka/refren/zwrotka, irytuje ograniczenie do czterech akordów i męczy rytmiczna monotonia, sięgnijcie po nowe dzieło Wojtka Kucharczyka.
The Complainer, "Saint Tinnitus Is My Leader", Mik Musik

Podziwiam dorobek Kucharczyka jako szefa wytwórni Mik Musik, cenię jego szaloną wyobraźnię, lubię jako człowieka. Mój problem z najbardziej chyba znanym rodzimym eksperymentatorem muzycznym miał właśnie podłoże... muzyczne. Jego dzieła do mnie nie przemawiały. Zwłaszcza ten słodki, udekorowany piórami rajskich ptaków bigos, który Kucharczyk pichcił w ostatnich latach ze znajomymi pod szyldem The Complainer & The Complainers.

Tym większą przyjemność sprawia mi zagłębianie się w zawiesinę "Saint Tinnitus Is My Leader". Solowa płyta Complainera zaskakuje mrocznym nastrojem, dominacją oldskulowych syntezatorowych brzmień i wżerającymi się w pamięć melodiami, jak w otwierającym płytę "01 13 (before I die)". Kucharczyk przypomniał sobie zasadę "mniej znaczy więcej", znaną mu doskonale z bębniarskiej formacji Mołr Drammaz, postanowił nie przeciążać słuchacza i w warstwie rytmicznej postawił na oszczędny trans. Minimalizm jest jednak pozorny, następne przesłuchania ujawniają kolejne warstwy, poukrywane dźwiękowe ornamenty, inteligentną zabawę samplerem i mikrofonem (Wojtek Kucharczyk przypomniał też sobie, że nie jest najlepszym wokalistą na świecie, jego głos obecny jest po mocnym przetworzeniu).

Te 13 utworów mocno się od siebie różni (od niemal tanecznych kawałków w stylu Depeche Mode z połowy lat 80. po fortepianową impresję). Całość jest meandryczna, ale zarazem spójna; to zasługa wyrafinowanej produkcji i wyrazistego, chłodnego, "europejskiego" (w odróżnieniu od wcześniejszych płyt, inspirowanych amerykańskimi podróżami) klimatu.

W odmętach "Saint Tinnitus Is My Leader" kryje się tajemnica, nieoczywistość, która każe badać mi zawartość płyty raz po raz. Do tego bez wątpienia przyczynia się opakowanie - z tekturowego pudełko oprócz płyty wypada dziwaczne zdjęcie, wycinki ze starych gazet, fragmenty jakiejś mapy...

"Saint Tinnitus Is My Leader" to najdojrzalsze dzieło Wojtka Kucharczyka i świetny powrót Mik Musik z czteroletniego niebytu.