Odnowiona biografia Red Hotów: daj się "skalifornizować" przed koncertem!

W piątek (27 lipca) na warszawskim Bemowie zagrają Red Hot Chili Peppers. Szalona czwórka będzie główną gwiazdą Impact Festivalu. W przeddzień koncertu do księgarń ponownie trafiła "Kalifornizacja" - biografia zespołu pióra Bartka Koziczyńskiego, głównego polskiego papryczkologa.
Kto wciąż trzyma na półce pierwsze wydanie z 2002 r., śmiało może użyć go do rozpalania kominka. Nowa edycja "Kalifornizacji" jest trzy razy grubsza od pierwszej!

I nic dziwnego. Zespół zdążył w tym czasie wydać dwa albumy studyjne (w tym jeden podwójny), koncertówkę i składankę, zawiesić działalność i zmienić skład. Jego członkowie intensywnie poświęcali się w tym czasie własnym projektom, wspomagali innych artystów i próbowali, z różnym skutkiem, ustabilizować życie prywatne.

No i zagrali kilkaset koncertów, w tym - jedyny jak dotąd raz - w Polsce. Wspominając chorzowski koncert z marca 2007 r., warto przytoczyć ciekawostkę. Koziczyński zorientował się, że oficjalna retransmisja koncertu została zmanipulowana. Choć na stadionie Anthony Kiedis pomylił słowa w "Dani California", kilkanaście dni później na antenie TVN dziwnym trafem zaśpiewał już poprawnie.



Autor uzupełnił też wcześniejsze partie książki, zbierając materiały, recenzując i przeprowadzając wywiady dla miesięcznika "Teraz Rock" i Polskiego Radia, mozolnie przegrzebując archiwalne numery zagranicznych czasopism i włócząc się śladami Red Hotów po Los Angeles. Jack Sherman, który na krótko zastąpił oryginalnego gitarzystę Hillela Slovaka (zmarłego w wyniku przedawkowania heroiny) w momencie nagrywania debiutu, wyznał Koziczyńskiemu, ze Kiedis i basista Flea "traktowali go znacznie gorzej, niż na to zasługiwał". - Nie do końca rozumiejąc swoją rolę w zespole, próbowałem się bronić i oddawałem tak mocno, jak potrafiłem. To było stresujące i dosyć dziwne - wyznał.

Autor zapytał o Kiedisa także Sinead O`Connor. Wokalista RHCP fascynował się piosenkarką i miał jej zadedykować balladę "I Could Have Lied". - Prawdą jest, że facet usiłował zaciągnąć mnie do łóżka - opowiada Koziczyńskiemu O`Connor. - Nie podobał mi się, bo uważał, że Bóg dał mu prawo, by posiąść każdą kobietę. Uważał, że jest najseksowniejszym mężczyzną na Ziemi.



Maniacy RHCP ucieszą się z wyczerpujących opisów poszczególnych piosenek, niemal każdemu albumowemu utworowi poświęcony jest osobny akapit. O tekstach, kompozycjach i nagrywaniu opowiadają obficie sami muzycy. Niestety, nierzadko mowę angielską na polską przekładał chyba automatyczny tłumacz. - Umysł to jedyne miejsce, o którym można prawdziwie powiedzieć, że coś egzystuje - złotych myśli tego rodzaju (tę akurat wypowiada John Frusciante) tu nie brakuje.

Mam też i mniej obiektywne zastrzeżenia do biografii. Dwupłytowego kolosa "Stadium Arcadium", z którego ciężko byłoby złożyć jeden ciekawy krążek, autor określa mianem "opus magnum zespołu". Z dość suchych opisów trudno za to wywnioskować, jakie ma zdanie wobec dwóch innych niezbyt udanych płyt z XXI w. - "By The Way" i "I'm With You". Z wyraźnym dystansem traktuje za to znakomitą pierwszą "trzeźwą" solówkę Johna Frusciante - "To Record Only Water For Ten Days". Te zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim gustu, a gusta "zagorzałego fana Red Hot Chili Peppers", jak przedstawia się Koziczyński, i zdystansowanego obserwatora poczynań RHCP (takim jest wyżej podpisany) siłą rzeczy muszą się różnić.

Najważniejsze jednak, że książka przynosi odpowiedź na pytanie, skąd się wziął fenomen Red Hot Chili Peppers. Można bowiem "Kalifornizację" czytać jako historię przyjacielskiego gangu. Nim jego członkowie wskoczyli na scenę, wspólnie łobuzowali w szkole, podrywali dziewczyny i słuchali muzyki. A w tętniącej hardcore'em, nową falą, psychodelią i funkiem Kalifornii lat 80. było czego słuchać także na żywo.

Przyjaźni Kiedisa i Flea, która okazała się spoiwem gangu i fundamentem zespołu, nie zaszkodziły ani zespołowe tragedie, ani tony spożytych narkotyków, ani różnice artystyczne. I pewnie dopóki ten związek nie stanie się szorstki niczym przyjaźń Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera albo nie zdegeneruje się na wzór relacji Micka Jaggera i Kietha Richardsa, kalifornizacja będzie trwać.



Więcej o:
Komentarze (27)
Odnowiona biografia Red Hotów: daj się "skalifornizować" przed koncertem!
Zaloguj się
  • c3nzor

    Oceniono 13 razy 11

    Zgadzam się mniej więcej ze słowami robgordon'a.
    Do rzeczy:

    "Maniacy RHCP ucieszą się" - z samej książki tak, ale brak obiektywizmu w biografiach itp. dziełach to najgorsza możliwa rzecz, prawda boli ? Ale o to chodzi, o różne smaczki, wpadki, pokazanie tego jak wygląda show biznes, świat rozrywki, oceniać nawet jeśli wg własnego gustu to z dozą krytycznego podejścia.

    "Mam też i mniej obiektywne zastrzeżenia do biografii. Dwupłytowego kolosa "Stadium Arcadium", z którego ciężko byłoby złożyć jeden ciekawy krążek, autor określa mianem "opus magnum zespołu". Z dość suchych opisów trudno za to wywnioskować, jakie ma zdanie wobec dwóch innych niezbyt udanych płyt z XXI w. - "By The Way" i "I'm With You". "

    Skąd minusy dla zalobanarodowa ?! "Stadium Arcadium" wg starszych fanów to jedna z gorszych płyt RHCP, a szczególnie jeśli wziąć pod ocenę to, że nie są już gó...arzami, mają kasę na dobre studio itd.
    Teksty typu : jeśli nie lubisz tej płyty nie jesteś prawdziwym fanem"...Tak to może mówić spec od marketingu, któremu zależy na sprzedaży.
    Red Hot Chili Peppers tak jak każdy zespół jest komercyjny, można zachować jednak trochę szacunku dla siebie i fanów. Californication reprezentuje dobry poziom, ale jak ktoś napisał w jednym z pism muzycznych to taki ich czarny album i potem zmiana...
    Nikt nie oczekuje, że ktoś ma grać jedno i to samo całe życie, ale nikt nie zaprzeczy że już na Californication, ale szczególnie potem RHCP zaczęli lekko (dla innych bardzo mocno) dryfować w stronę komercji. Pioseneczki dla stacji radiowych, słitaśne klipy, trochę nudne - By The Way i Stadium to dwa albumy, które są wg mnie najgorszymi dokonaniami. Nawet jeśli odeszli od funku, riffów w takim stylu jak w latach 80, cięższego grania jak na One Hot Minute to ich twórczość po Californication jest zupełnie inna. Kto by się spodziewał, że fani RHCP dzisiaj będą wyglądać jak 15-latka z kolorowymi słitaśnymi sznurowadłami :d I nie to nie jest funkowo-rockowa jazda tylko coś innego... :/ Nie trzeba grać ostro, to nie Metallica żeby ganić ich za brak rockowego pazura, szybkich, ciężkich utworów jak na OHM, ale albumy z lat 80 i 90 mają jednak więcej szybkich utworów(nie ciężkich), połamanych rytmów, zmian tempa, dziwnym rzeczy i efektów, eksperymentowania, urozmaiceń, głos Kiedisa ..kiedyś więcej improwizował, bawił się, dzisiaj mamy często flaki z olejem, nudnawe chórki.
    Neguję fanów, ktoś jest prawdziwym fanem ? Nie o to chodzi, trzeba być ślepym żeby nie dostrzec tego procesu. Kto najbardziej broni nowego stylu - często ktoś kto nie zna historii, starszych albumów, samego gatunku, a negując OHM mówi - "sprzedał się gorzej"...jeśli to jest wyznacznik jakości to dziękuje za rozmowę.
    I to dziwne uwielbienie dla Frusciante - chyba nie znają pierwszych albumów, do tego Navarro nie jest cool, nie wyginał się tak na scenie, nie nosił koszul...Jak się czyta argumenty "nowych" to ręce opadają, zgaszasz się z nimi albo nie masz prawa do dyskusji. Po odejściu "Fru" gdyby dołączył to do nich ktoś z zewnątrz jak Navarro czy inny rockowy gitarzysta z własną historią, a nie "kopia" Johna mielibyśmy zupełnie nowy rozdział, może bardzo ciekawy, twórczy ?
    Każdy ma własny gust, ale jednak jakieś logiczne podejście trzeba mieć i nie mówić, że "prawdziwy fan" kocha wszystko i jest bezkrytycznym głupcem.
    Odcinanie kuponów ? (Prawie) każdy zespół to robi, ale dzisiaj RHCP wydają się jakby w krótkim czasie postarzeli się bardziej niż The Rolling Stones, mimo tego, że dzieli ich 20 lat różnicy!

  • twoteatoroomtwo-tamtaramtamtam

    Oceniono 14 razy 8

    W Chorzowie zagrali 1h - brak szacunku dla fanów. Dziś dlatego mnie na koncercie nie będzie.

  • mrs.courvoisier

    Oceniono 11 razy 3

    przyjechali wreszcie do 3RP bo prawda jest taka że są już bardzo cieńcy dzisiaj

  • minkat

    Oceniono 3 razy 3

    "To record only watre(...)" Frusciante jest swietna.

    "Going inside" to jedna z moich ulubionych piosenek

  • guavajuice

    Oceniono 4 razy 2

    "Blizna" - tak nazywa się autobiografia AK głownie opisująca perypetie w zespole, dobrze sie czyta. Co do samej muzy to pierwsze płyty RHCP czy Freaky Styley aż do BSSM to jest właśnie ta młodzieńcza enregia, bunt i wszystko co nazywamy r&r. Dalej już zespół o randze światowej gwiazdy serwuje nam dopracowane produkcje, popisy w aranżacjach, ale brak już tego garażowego brudu. Po Californication to już rzeczywiście chłopaki głownie dla pieniędzy tworzą, ale taka kolej rzeczy, tylko zazdroscić ze po tym wszystkim mogą, chcą, dają radę ale ludzie ich słuchają.

  • mineteman

    Oceniono 1 raz 1

    Sluchajac/ogladajac ich starych kawalkow (z XXw) = potezny ladunek nostalgii i dobrych wspomnien.
    A terazniejszych ? Poczucie lekkiej zenady, ale zrozumienia i pogodzenia sie z rzeczywistoscia, bo ze na tym zarabiaja - kto im zabroni, taka sobie wybrali 'droge'.

  • Gość: bmqulhhls

    0

    6ZrOtF , \[url=http://sajhdpxnsquy.com/]sajhdpxnsquy[/url], [link=http://flkpffkzvskw.com/]flkpffkzvskw[/link], http://ezwalgiqljqk.com/

  • Gość: jbxrxlzlr

    0

    jdYM6N <a href="http://ponzrmcggmym.com/">ponzrmcggmym</a>

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX