"Coś tam zaczyna się dziać od miliona w górę". CeZik o sławie swoich klipów na YouTubie [WYWIAD]

Jeśli chcesz osiągnąć sukces w internecie, nie potrzeba wiele. Pierwszą kamerę pożyczyłem od znajomych, gitarę miałem jeszcze z czasów garażowych, więc tak naprawdę liczy się pomysł - opowiada CeZik, gwiazda polskiego internetu i autor słynnych klipów "Od tyłu i klasycznie", "Forfiter Blues" czy "Krzysiu" pod szyldem KlejNuty. W sumie jego teledyski na YouTubie zaliczyły już 60 mln wyświetleń.
Marzysz o tym, żeby mieć kilkudziesięciu albo kilkuset tysięcy fanów w sieci? Masz tablet, ale nie wiesz, że na nim też można tworzyć muzykę? Grasz w zespole i zastanawiasz się, czy w dobie talent show występ w telewizji to jedyna słuszna droga kariery?

Zadawanie sobie takich pytań nie jest tak abstrakcyjne, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Udowodnili to już organizatorzy i uczestnicy Europejskich Targów Muzycznych Gazety Co jest Grane. Idea imprezy jest prosta: chodzi o to, żeby przekonać, że muzyki można nie tylko słuchać, ale też kłócić się o nią, czytać, przyglądać się, fotografować, a nawet malować.

Dziś startuje druga edycja imprezy - na pierwszy ogień pójdzie Red Bull Soundclash, czyli koncertowy pojedynek Fisz Emade i Acid Drinkers w Soho Factory. Później na trzy dni koncertów, wykładów, spotkań z gwiazdami, pokazów filmowych oraz wystaw publiczność przeniesie się do Pałacu Kultury i Nauki.

Zobacz, czym zaskoczą Targi Muzyczne Gazety CJG >>

Pomyśleliśmy, że to nienajgorsza okazja, żeby przepytać osobę, która na rynek muzyczny wprosiła się sama. Jak? Wrzucając do sieci humorystyczne teledyski, które mają już tysiące fanów. Robienie kariery na YouTubie będzie tematem jednego z organizowanych na targach paneli.

Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie: www.targicojestgrane.pl.

Mariusz Wiatrak: Dom, samochód, wakacje w Egipcie - to już wszystko masz z pieniędzy zarobionych na YouTube?

CeZik, czyli Cezary Nowak: Domu niestety nie mam, a samochód mam w takim stanie, że boję się go komuś pożyczać, żeby nie było tragedii...

Czyli opowieści o zbijaniu fortuny w internecie trzeba między bajki włożyć?

- Nie, oczywiście, że da się w nim zarobić, ale ja jestem w programie partnerskim, który rozdziela zyski z reklam, stosunkowo od niedawna - mniej więcej od trzech albo czterech miesięcy, więc moje największe sukcesy w sieci niespecjalnie pokryły się z możliwością zarobienia na nich.

Dużo straciłeś?

- Nie ma co się oszukiwać, najpierw muszą być sensowne wyświetlenia. Coś tam zaczyna się dziać od miliona w górę. Jak się ma kilkadziesiąt tysięcy odsłon, to najwyżej można za to sobie piwo kupić.

A ty już masz w sumie...

- ...ponad 60 milionów.



Sporo trzeba zainwestować, żeby osiągnąć sukces w sieci?

- Zależy, co chcesz robić.

Powiedzmy, że nagrywać muzykę.

- No to nie potrzeba ci wiele. Ja tak naprawdę pierwszą kamerę pożyczyłem od znajomych, gitarę miałem od zawsze, bo to jeszcze pozostałość z czasów garażowego grania. Temat inwestycji pojawił się dopiero później, kiedy robieniem klipów zacząłem zajmować się bardziej na poważnie - wtedy przydaje się lepszy sprzęt, lepszy program, lepsza karta, lepszy komputer. Ale i tak wychodzę z założenia, że lepiej kupować używane rzeczy, bo to akurat nie kasa jest tutaj największym problemem. Jak masz pomysł, to sprzęt zawsze możesz pożyczyć i dopiero jak coś ciekawego ci z tego wyjdzie, to wtedy możesz zacząć myśleć o jakiejś inwestycji.

Czyli do pierwszego kroku potrzeba niewiele.

- W ogóle nic nie potrzeba.

A te wszystkie gitary w "Serialowym burdelu" są twoje?

- Tak, ale zajęło mi sporo czasu ich zebranie. Część faktycznie kupiłem specjalnie na potrzeby klipu, ale to tak naprawdę zużyta zbieranina z kilku lat. Jeśli robi wrażenie, to tylko na pierwszy rzut oka.



Wielkie wytwórnie też już wiedzą, jak korzystać z YouTube'a. Rekordowe wyniki należą do Rihanny, Biebera albo Lady Gagi. Trudno przebić się w tym gąszczu?

- Najtrudniej znaleźć swoją niszę. Tutaj nie ma wytwórni ani wielkich agencji, które zapłacą za reklamę twojego klipu w sieci, a jeśli są, to zazwyczaj pojawiają się później. Musisz po prostu zrobić coś tak, żeby ludzie sami chcieli to obejrzeć. Kiedy ja zaczynałem, wcale nie było wielu projektów muzycznych na YouTube. Dalej jest ich niewiele, więc jeśli ktoś ma pomysł, proszę bardzo, niech walczy o popularność w sieci. Warunek jest jeden: musi wierzyć, że da się i bardzo tego chcieć.

Ty chciałeś?

- Na początku robiłem to głównie dla funu i wcale nie miałem świadomości, że może skończyć się na paru milionach wyświetleń. Dopiero później zorientowałem się, że to można przekuć w pieniądze i normalną, powiedzmy, karierę.

W którym momencie pomyślałeś sobie: "O kurde, stało się"?

- Po premierze klipu "Od tyłu i klasycznie". To był moment przełomowy, po którym wiedziałem, że można zdobyć mnóstwo wyświetleń w bardzo krótkim czasie. Później wiadomo, jedne klipy były bardziej popularne, inne mniej, ale co jakiś czas zdarzały się strzały. Wszystko w miarę stopniowo narastało.



Na kimś się wzorowałeś?

- Na nikim konkretnym. Oglądam mnóstwo kanałów na zagranicznym YouTube, przeczesuję sieć. I już wiem, że internet to przede wszystkim promocja i wyrabianie sobie marki czy nazwy zespołu. Jeśli marka jest znana, to wtedy można ruszać w świat - ludzie chętnie przyjdą, posłuchają, zobaczą. A jak się nie ma marki, no to można się zesrać, a i tak nic z tego nie będzie.

Fanki już wysyłają ci listy miłosne i zaczepiają w drodze do sklepu po bułki?

- Zdarza się, że ktoś wysyła maila, czasami zaczepi na ulicy, ale w umiarkowanych ilościach, więc to nie jest męczące.

Co jeszcze jest ważne, żeby osiągnąć sukces?

- Trzeba trzymać rękę na pulsie, czasami szybko reagować.

Jak w kawałku "Forfiter Blues"?

- Tak, czyli trzeba siedzieć cały czas w sieci, śledzić trendy, starać się niczego nie przegapić.



Sam wszystko wymyślasz?

- Tak, "Forfiter Blues" był akurat wyjątkiem. Ten kawałek robiłem ze znajomymi, ale ekipa była profesjonalna, która kręceniem klipów zajmuje się na co dzień. Reszta to domowa robota.

Ile zajmuje ci przygotowanie jednego teledysku?

- Nie ma reguły niestety, każdy klip wymaga innego podejścia. Rekordowo siedziałem pół roku nad jednym teledyskiem, ale zdarzały się i takie, które dało się ogarnąć w dwa tygodnie.

Będzie płyta?

- Nie, płyta nie. Cały czas skupiam się na robieniu klipów w sieci. CeZik od początku był projektem internetowym i takim zostanie.

Więcej o: