Ksiądz zmieniał godzinę mszy, bo wszyscy oglądali "Disco Relax". "Ta muzyka nigdy nie umarła. Ona była w drugim obiegu"

W pewnej wiejskiej parafii ksiądz musiał zmienić godziny mszy. Powód? Wierni zamiast współuczestniczyć w liturgii woleli usiąść przed telewizorami i nie przegapić najnowszego odcinka "Disco Relax". Parę ładnych lat minęło, disco polo, przynajmniej w teorii, straciło na popularności, aż pojawił się zespół Weekend i jeden z największych przebojów polskiej sieci - "Ona tańczy dla mnie".
Wielki powrót? Gatunek zmartwychwstaje? Być może odpowiedź jest prostsza i pewnie dla niektórych boleśniejsza. On nigdy nie umarł.

Rzecz w tym, że pytania o renesans disco polo w mediach mają już długą tradycję. Wystarczy, że jakiś kawałek zdobędzie popularność w sieci, a dziennikarze od razu zastanawiają się nad uporczywie powracającym fenomenem tego gatunku i gorączkowo spekulują: czy to już? Czy już jesteśmy świadkami albo co więcej współuczestnikami spektakularnego discopolowego "come backu"?

- Teksty o powrocie disco polo powstają średnio trzy razy tygodniowo - komentuje Bartek Chaciński z "Polityki", według którego żadne wielkie zmiany w tej kwestii nie zaszły. - Nie wydaje mi się, żeby odbywały się jakieś gwałtowne ruchy w żadną ze stron, poza tym, że telewizja Polo TV cieszy się sporą oglądalnością - mówi. Krytyk zaznacza, że odbiór tego rodzaju muzyki "jest taki, jaki był". - To muzyka ludowa, która ma normalny odbiór społeczny. Odbiór kampowy ma wśród publiczności inteligenckiej, która lubi się z niej pośmiać - wyjaśnia.

Faktem jest, że w powszechnej świadomości czasy trudniejsze dla wykonawców disco polo nastały pod koniec lat 90. Symbolicznym momentem było zaprzestanie emisji niedzielnego "Disco Relax" na Polsacie w 2002 roku, obecnego na antenie przez osiem lat. Po obfitym w fanów i pieniądze dla wykonawców okresie przyszły lata mniej wesołe, gdzie z jednej strony coraz popularniejszy stawał się zespół Ich Troje, z drugiej hip-hop. Przynajmniej w mediach głównego nurtu.



- Ten gatunek przygasł jedynie medialnie - mówi dla Gazeta.pl Radosław Liszewski, lider i wokalista zespołu Weekend, którego piosenka "Ona tańczy dla mnie" wylądowała w setce najczęściej oglądanych filmów na YouTube. Jego zdaniem disco polo zawsze było intensywnie słuchane, jedynie rzadziej pokazywane było w telewizjach i radiu. - Przez oszczerstwa i niepochlebne recenzje - przekonuje.

Pytany o to, jak to się w takim razie stało, że o disco polo znów zrobiło się głośno odpowiada: "profesjonalizacja!".

Czy z tego względu wraca do Polsatu? Być może. Pewne natomiast jest, że od 1 grudnia, w soboty znowu będzie można podziwiać najnowsze discopolowe hity. W "Imperium disco polo", bo tak się będzie nazywał program, oprócz utworów znajdą się także m.in. relacje z koncertów.

Zamiast remizy i ciepłej wódki, klub i drink

Według Anny Zawiślińskiej z Polo TV ten gatunek nigdy nie umarł. Przyczynę lekkiego spadku popularności również widzi w nieobecności medialnej. - Ona zniknęła z rozgłośni i stacji, ale nie zniknęła z imprez i nie straciła swoich fanów. Była w drugim obiegu, ale była! - przekonuje.

Na potwierdzenie swoich słów przytacza badania oglądalności. Wynika z nich, że Polo TV jest najczęściej oglądaną stacją muzyczną w całej Polsce. Wyprzedza m.in. Eska TV, VIVA i MTV Polska. - Inne stacje telewizyjne są za nami. Ludzie szukali tej muzyki, którą oferuje nasza stacja - mówi.

A że disco polo to obciach? Takie myślenie, jak twierdzi, to już przeżytek. - Dziś kojarzy się z super rytmami i dobrą imprezą - przekonuje i wielokrotnie podkreśla, że koncerty gwiazd disco polo są przez te wszystkie lata nieustannie organizowane i przyciągają masę ludzi. - Zespoły występują nawet w klubach - dodaje.



"Na salony się nie pchamy"

Liczby są bezlitosne. W jednym z wywiadów lider zespołu Bayer Full stwierdził, że koncertują sześć razy w tygodniu, czyli około 190 koncertów rocznie. Liszewski też nie narzeka na brak zainteresowania. - Na koncerty przychodzi mnóstwo ludzi. Nie widać, czy ktoś jest ze wsi czy z miasta, po prostu wszyscy na moich koncertach świetnie się bawią - opowiada lider Weekendu. I zaraz zastrzega: on sam nigdzie się nie pcha. To jego zapraszają.

Jego zdaniem teraz już można spokojnie powiedzieć, że disco polo to taki sam gatunek, jak rock czy metal. - Jest normalną kategorią muzyczną, która ma ogromne rzesze fanów i nikogo już to nie śmieszy i nie razi. Nas śpiewają nawet stadiony - chwali się.

Ale gdzieś w tle artykułów na temat disco polo kryje się nie dające spokoju pytanie. Czy pod płaszczykiem drwin i zjadliwej ironii, kiedy szalejemy na imprezie w rytm discopolowym melodii i zdzieramy gardło, śpiewając proste teksty, dajemy upust swoim wstydliwie skrywanym gustom? - Tego nie wiem - odpowiada Chaciński. Dodaje, że o to już trzeba pytać psychologa.

Więcej o: