Znany muzyk: Czeka nas zalew wymiocin. Władze Gdyni: Sylwester ma swoje prawa

- Nie pozwolę, żeby Gdynia była kulturalną prowincją - tak gdyński muzyk rozpoczął krucjatę przeciwko sylwestrowej imprezie Polsatu na skwerze Kościuszki. Rzeczniczka Gdyni tłumaczy: - Ta impreza musi zaspokoić różne gusta, a jej cel jest prosty: zapewnienie uczestnikom dobrego nastroju na koniec roku.
"Sylwester z Polsatem", wielka impreza plenerowa transmitowana na żywo w jednej z najbardziej popularnych polskich telewizji komercyjnych, w tym roku po raz pierwszy odbędzie się w Gdyni. Podczas trwającego około sześciu godzin koncertu na scenie pojawią się wielkie gwiazdy rodzimej sceny popowej: Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Maciej Maleńczuk, zespoły: Budka Suflera, Piersi i Enej, oraz wielu innych wykonawców.

Nie wszystkim się to podoba. Najgłośniej zaprotestował gdyński muzyk Jędrzej Kodymowski, lider rockowego zespołu Apteka.

"Płacimy za szmirę i debili"

Kodymowski zaczął od opublikowania na swoim profilu na Facebooku gniewnego komentarza, w którym przeczytać można: "Gdynia, niegdyś stolica alternatywnej sceny muzycznej, która napawała mnie dumą, w noc sylwestrową zostanie spacyfikowana przez apogeum chały, drobnomieszczański uwłaczający mojemu miastu i jego mieszkańcom zalew wymiocin polsatowskiej szmiry, połączonej z debilną konferansjerką zadufanych w sobie kretynów. Jeszcze na dodatek impreza opłacona będzie z budżetu miasta, czyli z naszej kieszeni".

"Rozpoczynam dogłębne śledztwo dziennikarskie"

Kilka godzin później Kodymowski swój gniew ujął w formę listu otwartego do władz, adresowanego personalnie do prezydenta Szczurka, który także opublikowany został na Facebooku. Muzyk pisze w nim: "Jako mieszkaniec Gdyni kategorycznie protestuję przeciwko organizowaniu przez samorząd imprez o wątpliwym poziomie artystycznym i niemających nic wspólnego z charakterem naszego nowoczesnego miasta. Wiele wątpliwości budzą okoliczności związane z finansowaniem tej, jakże obniżającej prestiż kulturalny Gdyni, imprezy. Jestem ogromnie rozczarowany brakiem kreatywnej strategii wizerunkowej, na którą był kładziony tak duży nacisk w czasie kampanii wyborczej do władz miasta. Widzę, że dobro Gdyni jest ostatnią sprawą, która zajmuje pracowników magistratu - i to nie tylko w sferze kultury, ale i we wszystkich obszarach, które podlegają samorządowcom, najwyraźniej dbającym jedynie o populistyczne interesy. Proszę o przysłanie na mój adres planów strategii wizerunkowej, z których wynikałoby uzasadnienie wydawania takich kwot, jakie zostały przeznaczone na ten sylwestrowy odpust kreujący wizerunek Gdyni jako miasta głuchej prowincji. Na odpowiedź czekam siedem dni, po czym rozpoczynam, w oparciu o usługi zawodowców, dogłębne śledztwo dziennikarskie".

- Jestem wściekły - wyjaśnia powody swojego postępowania Kodymowski. - Od zawsze żyłem w przekonaniu, że Gdynia jest miejscem szczególnym, w skali nie tylko Polski, ale i świata. A dziś, mam wrażenie, dokonywane są celowe działania, które mają na celu sprowadzenie tego miasta do poziomu przeciętnej polskiej wiochy. Nie godzę się na to.

"Sylwester ma swoje prawa, ludzie zagłosują nogami"

- Panu Andrzejowi zdarzało się występować na słynnym gdyńskim Open'erze - odpowiada Joanna Grajter, rzecznik prasowy Gdyni, ale najwyraźniej nie zauważył, że sylwester to impreza o zupełnie innym charakterze i nie można ich w żaden sposób mierzyć podobnymi miarami. Wieczór sylwestrowy nie jest przeznaczony dla grupy wielbicieli jakiegoś jednego gatunku czy stylistyki, to impreza dla jak najszerszego grona słuchaczy, familijna, powszechna. I jako taka rządzi się innymi prawami. Musi zaspokoić różne gusta, a jej cel jest prosty: zapewnienie uczestnikom dobrego nastroju na koniec roku.

Grajter odpowiada także na konkretne zarzuty Kodymowskiego odnoszące się do wydanych przez miasto na imprezę sylwestrową pieniędzy i uzasadnia celowość takich wydatków.

- Cały budżet imprezy jest o kilka rzędów wielkości pokaźniejszy od kosztów standardowych imprez miejskich. Udział Gdyni w tych wydatkach przekroczył kwotę 820 tys. zł - dodaje Grajter. - To kwota zupełnie nieporównywalna z tym, jak wiele pieniędzy musielibyśmy wydać na to, żeby nazwa Gdynia pojawiała się z taką intensywnością i częstotliwością w tak popularnym medium, jakim jest telewizja Polsat. To jedna z trzech tak dużych imprez sylwestrowych w Polsce, obok przedsięwzięć organizowanych w Krakowie i Wrocławiu, a to dodatkowo wzmaga zainteresowanie wielu mediów. Jestem święcie przekonana, że takie protesty jak ten pana Andrzeja nie przyniosą żadnego rezultatu, a publiczność "zagłosuje nogami", tłumnie przychodząc na sylwestrowy wieczór na skwerze Kościuszki.

Kto ma rację w sporze o Sylwester w Gdyni?