Anna Dereszowska: Nie narzekam. Jestem zadowolona. I wciąż mam marzenia

Gra w teatrze, w filmie, w serialach. A do tego pięknie śpiewa. Anna Dereszowska opowiada nam o tym, gdzie uczyła się śpiewać i co najchętniej nuci w samochodzie.
Absolutnie piękna i piekielnie utalentowana. Spędzić z nią godzinę na rozmowie przy herbacie to prawdziwa przyjemność. Przyjemnością jest też słuchanie jak śpiewa.

A właśnie ćwiczy do recitalu, który da 5 kwietnia o godz. 19 w warszawskim teatrze Syrena. Anna Dereszowska wykona największe przeboje o miłości m.in. "Miłość ci wszystko wybaczy", "Umówiłam się z nim na dziewiątą" i "Sing sing". Recital nosi tytuł "Instrukcja obsługi kobiety. Co znajdziemy w tej instrukcji? A co jest zakazane? Tego dowiecie się z tej rozmowy.

Angelika Swoboda, Gazeta.pl: Zaśpiewasz mi coś?

Anna Dereszowska: - Nie.

Dlaczego nie?

- Bo jestem nie rozgrzana, to raz, a dwa - mam chrypkę, co pewnie słyszysz. Okazało się, że niestety jestem uczulona na kota, ale może uda się mnie odczulić.

Gdzie się uczyłaś śpiewać?

- Chodziłam do studium muzycznego, w którym kilka lat uczyłam się gry na pianinie. Niestety, nad czym bardzo ubolewam, zaniechałam tej nauki. Całe szczęście nauczyłam się nut, co mi się bardzo przydaje w pracy, ale żeby usiąść do pianina i zagrać Niestety nic z tego. Może moja córa inaczej do tego podejdzie. Uczy się gry na pianinie i sprawia jej to ogromną frajdę. Poznaje nuty, rytmy, pięknie śpiewa i doskonale się bawi w trakcie nauki. Ja co prawda liznęłam trochę śpiewu klasycznego, ale ewidentnie nie była to moja droga. Tylko denerwowałam mojego brata wyjąc w domu (śmiech). Na poważnie zetknęłam się ze śpiewem dopiero w Akademii Teatralnej. Zajęcia z przedmioty "piosenka" prowadziła z nami pani Krystyna Tkacz i to ona zaraziła mnie miłością do piosenki.

Przepraszam, ale piosenka aktorska kojarzy mi się z nadmierną egzaltacją.

- Fakt, kojarzy się odrobinę ze śpiewaniem prawą ręką za lewe ucho. Z nadmierną ekspresją. Ja staram się tego unikać. Lawiruję między gatunkami. Dostaję sporo propozycji recitali, skąd wniosek, że nieźle sobie radzę. Już za chwilę mam premierę solowego recitalu "Instrukcja obsługi kobiety". Śpiewam też z grupą wspaniałych wokalistów i muzyków koncert z piosenkami Czesława Niemena. Jest z nami m.in. Natalia Niemen. To wielki zaszczyt ale i presja śpiewać u boku Natalii utwory jej ojca. Gram również w musicalu "Siostrunie", z którym z wielkim powodzeniem przemierzamy całą Polskę. Sporo w moim życiu muzyki.

Kobieta będzie się w tej rozmowie przewijać... A wracając do śpiewania - podśpiewujesz sobie czasem pod prysznicem?

- Piosenka pojawiła się w moim życiu na dobre dopiero na studiach w Akademii Teatralnej, ale oczywiście zawsze sobie podśpiewywałam pod nosem. Z rozrzewnieniem wspominam dziś wypady na zajęcia rysunku z Katowic do Gliwic. Pożyczałam od rodziców cinquecento, puszczałam ONA na full i wyłam! Miałam taki totalny fun. Teraz jak śpiewam z Agnieszką Chylińską okazuje się, że wyciągam wszystkie dźwięki, a wtedy mi się nie udawało. Co znaczy, że się rozwijam i to jest powód do dumy (śmiech).

Przy jakich jeszcze okazjach sobie podśpiewujesz?

- Nie jestem typem, który lubi wieść prym przy ognisku. Nie jestem duszą towarzystwa i jeśli ktoś chce mnie czasem namówić, żebym spontanicznie zaśpiewała - odmawiam. Lubię być przygotowana. Lubię wiedzieć kiedy, o której. Jestem poukładana jak to kobieta ze Śląska. Poza tym śpiewanie to dla mnie ogromny stres. Nieporównywalnie większy niż kiedy jestem na scenie teatralnej czy planie zdjęciowym. Z drugiej jednak strony silniejsza satysfakcja i adrenalina. Mam też lepszy, bardziej bezpośredni kontakt z widzem. Na koncercie potrafię czytać z twarzy, czy jest ok. czy nie, bardziej się otwieram. Śpiewanie daje mi poczucie, że mam ten rząd dusz (śmiech). Dużo dał mi kontakt z Krysią Sienkiewicz. Podpatrywałam ją przy pracy i sporo się nauczyłam. Ona ma nieprawdopodobne ucho na widza. Jedno spojrzenie, jedno zasłuchanie w widza i wie - mówi: dzisiaj jest widz, któremu się nie chce. I wtedy daje z siebie 100, a nie na przykład 120 procent.

Śpiewasz, grasz w teatrze, w serialach, w filmie. Mówisz sobie: "Deresz, osiągnęłaś więcej, niż oczekiwałaś"?

- Nie narzekam. Właśnie zagrałam epizod w "Kamieniach na szaniec", a film, jeszcze zanim wszedł na ekrany wywołał sporą dyskusję o tym, że nie odzwierciedla wiernie książki i że harcerze zostali w nim przedstawieni jak banda wyrostków. Mnie się ten film podobał, wzruszył. Debiutanci zagrali fantastyczne role. Zawodowo - bardzo im zazdroszczę. Jestem zadowolona z miejsca, w jakim się teraz znajduję zawodowo. Uważam, że dużo osiągnęłam. Trudno mi znaleźć dziedzinę, której bym jeszcze nie posmakowała. Jest teatr, i musicale, i seriale takie jak "Prawo Agaty" czy "Na dobre i na złe", nagrałam solową płytę, wkrótce będę nagrywać kolejną - z zespołem Machina del Tango. Poza tym dubbinguję, czytam audiobooki. Ale znam swoje miejsce. Oczywiście marzy mi się, żeby grać za granicą, jednak twardo stąpam po ziemi. Wiem, że Hollywood nie czeka z niecierpliwością na Anię Dereszowską. Oczywiście, że czekam na fajne role filmowe czy serialowe tu, w kraju, bo w Polsce kręci się teraz naprawdę dobre kino i ciekawe seriale. Na szczęście wciąż mam marzenia i cele zawodowe.

Małgorzata Kożuchowska powiedziała niedawno, że ten zawód nie dał jej tyle, ile mu dała z siebie...

- Widocznie tak czuje. Ja dostałam od tego zawodu bardzo dużo. Czasem się pojawiają nawet takie bonusy jak np. spotkanie na planie reklamy z Kevinem Spacey czy możliwość poznania Roberta Lewandowskiego. Moja córka go wręcz uwielbia i możliwość uściśnięcia mu ręki była dla Leny totalnym wydarzeniem. Ostatnio zaproponowano mi nawet bycie jurorką w konkursie Mazda Design dla projektantów i designerów. W jury będzie też duet moich ulubionych projektantów - Marcin Paprocki i Mariusz Brzozowski oraz Janusz Kaniewski, ceniony na całym świecie designer motoryzacyjny. A jak wiesz - dobre i szybkie samochody to również moja pasja (śmiech).

Teraz ruszasz z recitalem pt. "Kobieta - Instrukcja obsługi". Każda kobieta ma taką instrukcję?

- Każda ma inną. Nie ma dwóch takich samych instrukcji, tak samo jak nie ma dwóch takich samych kobiet. Jeśli ktoś oczekuje od tego spektaklu recepty na obsługę wszystkich kobiet to przykro mi, ale będę musiała go rozczarować. Natomiast jeśli ktoś ma ochotę posłuchać pięknych melodii, chce się wzruszyć i pośmiać- zapraszam do Teatru Syrena.

Co jest w takiej instrukcji w rozdziale "zrobić koniecznie"?

- Rozmawiać. W ogóle gadanie jest ważne. Nie ma co czekać, aż się nazbiera jak w przepełnionej szufladzie. I tak się kiedyś wszystko wysypie. No i bliskość. Nie chodzi mi tu wcale o szalony seks przez całą dobę. Choć brzmi to fantastycznie , nie jest gwarantem powodzenia w związku. Chodzi mi o bliskość, która pojawia się z czasem, o wzajemny szacunek. Oczywiście mile widziane są też niespodzianki. Niekoniecznie zaraz pierścionek z brylantem czy wycieczka na Hawaje. Cokolwiek z myślą o tej drugiej osobie. Coś dobrego do zjedzenia, ulubiony film do obejrzenia na kanapie.

A czego lepiej nie robić?

- Sporo jest w moim recitalu piosenek o zdradzie. Ale nie będziemy na scenie zbytnio dramatyzować. Jeśli o zdradzie, to z lekkim przymrużeniem oka.

Podrywanie na stacji benzynowej jest w części "wskazane" czy raczej "niekoniecznie"? Ciebie tak podrywają?

- Wiesz, że nigdy! Ale powodzenie u płci przeciwnej nie zależy w stu procentach od tego, jak się wygląda. Zapewnia je raczej mieszanka pewności siebie, samopoczucia, jakiegoś wewnętrznego magnetyzmu. Czasem wychodzę z domu bez makijażu, w dresie, ale jestem szczęśliwa, promienna, więc wyglądam świetnie. A zdarza się, że na jakąś imprezę jestem odstrzelona i w moim mniemaniu prezentuję się jak milion dolców, a wcale tak nie jest. Bo mam jakiś problem, bo coś z hormonami nie zagrało tego dnia. I jestem jak przygasła świeca.

W instrukcji obsługi Anny Dereszowskiej nie znajdziemy już pytań o życie osobiste?

- Nie. Żałuję osobistej sesji i wywiadu. To był błąd. Powstaje precedens i media się na niego powołują: raz już mówiłaś o prywatnym życiu to czemu teraz nie chcesz? Jestem parę lat starsza i mądrzejsza, wiem jaka jestem i jak chcę być pozycjonowana w moim zawodzie. Moje życie prywatne jest absolutnie poza sferą mojej aktywności zawodowej i życzę sobie , aby nikt w tamte rejony nie zaglądał.

Więcej o: