Patti Smith zaśpiewa dla Watykanu. Na świąteczny koncert zaprosił ją... papież

"Jezus umarł za czyjeś grzechy, ale na pewno nie moje" - śpiewała pierwsza dama rocka na swoim legendarnym debiucie. Redaktorzy magazynu "Rolling Stone" ochoczo teraz o tym przypominają.
Mają powody: włoskie media właśnie ogłosiły, że papież Franciszek zaprosił Patti Smith na coroczny świąteczny koncert organizowany przez Watykan.

Smith znajdzie się wśród 18 innych wykonawców - wśród nich m.in. francuski DJ Bob Sinclar albo (dla odmiany) śpiewająca zakonnica Cristina Scuccia, która wygrała włoską edycję programu "The Voice" (a później przerobiła kawałek "Like a Virgin" Madonny). Wszyscy artyści zagrają 13 grudnia. Koncert będzie relacjonowany na żywo w telewizji.



Supergwiazda i gospodyni domowa

Informacja o zapowiedzianej wizycie Smith w Rzymie (swoją drogą: drugiej na tej samej imprezie) błyskawicznie obiegła serwisy na całym świecie. W końcu mowa o symbolu nowojorskiej sceny muzycznej lat 70., wojującej rockowej poetce, feministce i jednej z ważniejszych postaci w historii rocka w ogóle - przez "New York Timesa" okrzykniętej swego czasu, i tak już zostało, matką chrzestną punk rocka.

Ona sama woli o sobie mówić: gospodyni domowa i supergwiazda. Bardziej jako ta ostatnia (choć jedno bez drugiego, twierdzi, w jej życiu nie miało prawa istnieć) przetarła ścieżki innym niezależnym bezkompromisowym artystkom: Siouxsie Sioux, PJ Harvey czy Wendy O. Williams.

Biblia - tam jest wszystko

Co nie zmienia faktu, że Smith od lat wadzi się z wiarą - wychowywała się wśród świadków Jehowy, ale już jako nastolatka zaczęła marzyć o tym, żeby pójść w ślady Boba Dylana albo Micka Jaggera. Tematów religijnych zresztą nie unika do dziś: niedawno napisała piosenkę do głośnego filmu "Noe" Darrena Arronofsky'ego, a w rozmowie z brytyjskim "The Independent" podkreślała, że Biblia, jej zdaniem, jest dziś wyjątkowo aktualna.

- Tworzenie, zdrada, pożądanie, poezja, proroctwa, ofiara - tam jest wszystko - rzuciła.

>> Przeczytaj książkę Patti Smith "Poniedziałkowe dzieci"<<



"Gloria" wcale nie była o Jezusie!

Zagraniczne media przypominają, że Smith zdążyła już uścisnąć dłoń papieżowi w zeszłym roku, nie szczędząc przy tej okazji komplementów głowie Watykanu. Czyli prawdą jest, że sztuka to jedno, a życie to coś zupełnie innego, więc gwiazdy rocka prędzej czy później też mają prawo odłożyć na bok młodzieńcze ideały? Być może odpowiedzi należy szukać wśród samych zainteresowanych. Smith niedawno przyznała, że słynny cytat z "Glorii" z albumu "Horses" traktował nie tyle o Jezusie, co o niej samej:

- To była deklaracja mojego życia, prawa do popełniania własnych błędów, prawa do podejmowania własnych decyzji - stwierdziła na łamach "Rolling Stone'a". - Chciałam zdefiniować typ artysty, który wkracza w świat rock and rolla i bierze odpowiedzialność za swoje decyzje - chciałam zdefiniować siebie.