Mazolewski: Kultura jest dźwignią gospodarki. Zrozumieli to Skandynawowie, powinni zrozumieć Polacy [WYWIAD]

Zdawałoby się, że kultura anglosaska rządzi, ale tak naprawdę, jeśli popatrzeć na statystyki, wcale już tak nie jest. Nowe, wschodzące kraje wreszcie mają okazję się odbudować. Tak jest z Polską, której energia cały czas była zamknięta w nieszczęsnym Układzie Warszawskim, ale teraz się uwolniła - mówi Wojtek Mazolewski, lider formacji Wojtek Mazolewski Quintet i Pink Freud.
Marek Kuprowski: Raz zagrasz z Natalią Przybysz, a za chwilę z Matyldą Damięcką. Przed momentem wysłuchaliśmy "Polki" w ramach festiwalu Jazz na Starówce, w międzyczasie dałeś koncert z Pink Freud... Nie miewasz czasem tak, że wskakujesz na scenę i zastanawiasz się: co to za koncert, gdzie jestem, z kim ja właściwie dzisiaj gram?

Wojtek Mazolewski: Nigdy tak nie miewam, bo każdy z tych koncertów bardzo skrupulatnie przygotowuję. Wnikliwie zastanawiam się, jak to zrobić, odbywamy próby i szukamy ciekawego pomysłu. Z Natalią mamy specjalny program WMQ , w którym chcieliśmy połączyć nasze energie, co od dłuższego czasu było naszym marzeniem. Ostatnio zrobiliśmy połączenie utworu WMQ "Bangkok" z tekstem "Angel of the Morning" i wyszło zjawiskowo. Natalia będzie też zaproszona na nasz koncert na otwarcie Festiwalu Dwa Brzegi, 1 sierpnia, gdzie zrobimy koncert telewizyjny i to będzie zwieńczenie tego naszego wspólnego okresu.

Z Matyldą znamy się jakiś czas i realizujemy kilka pomysłów, takich jak utwory z międzywojnia czy niedługo piosenki Agneszki Osieckiej, więc kiedy nadarzyła się okazja, żeby zagrać na Pikniku Gazety Stołecznej, mogliśmy dopracować te tematy i przy okazji wypuścić trochę tej energii. Mamy też okazję zastanowić się, jak ten projekt pociągnąć dalej.

A może masz jakiegoś artystę, z którym bardzo chciałbyś coś nagrać, a my w ogóle się tego nie spodziewamy? Wiesz, np. kogoś w typie Lady Gagi. Jakieś szalone, wymarzone kooperacje? 

- Kiedyś miałem pomysł, żeby na jednym z festiwali połączyć na scenie Pink Freud z Johnem Frusciante albo Jackiem White'em. Kocham gitarę, grałem na niej wiele lat, więc chętnie zrobiłbym taką międzynarodową kooperację. Lubię Roberta Frippa, Vernona Reida i w takim kierunku widziałbym możliwość współpracy. W jazzie też mam mnóstwo wspaniałych inspiracji, np. japońskich - Otomi Yoshihide, Kazuhisa Uchihashi i inni - z którymi chciałbym coś robić, ale teraz jesteśmy w takim momencie i mamy tak niesamowitą kulę energii w zespole, że nie pozostaje nam nic innego jak pracować i się tym cieszyć. 

Jestem szczęściarzem i mam cudowne zespoły. W grupie Wojtek Mazolewski Quintet są wspaniałe osobowości: Joanna Duda, Marek Pospieszalski i cała reszta, z którymi grając jestem bardzo szczęśliwy. Podobnie jest w Pink Freud, gdzie mamy bandę, która jest jednością. Prawda, czasem chce nam się robić coś absolutnie zaskakującego i takim projektem jest album, który właśnie nagraliśmy z Pink Freud i Lao Che jako Jazzombi!e. 

Szykuję teraz szalony projekt, którego premiera będzie miała miejsce 1 września, gdzie do utworów z "Polki" robimy mash-upy z różnymi polskimi artystami, którzy inspirowali nas i których pamiętamy z dzieciństwa. To będzie bardzo zaskakujące, ale na razie nie chcę niczego zdradzać. Obserwujcie stronę mazolewski.com albo naszego YouTube'a i Facebooka, bo tam niedługo będą się pojawiać informacje na ten temat. To będą niewiarygodne kooperacje. Myślę, że niektórzy się zdziwią, że sięgnęliśmy po tych artystów. Mam wielką satysfakcję, bo wyrażam w ten sposób wielki szacunek dla nich. Pokazujemy, że muzyka jest międzypokoleniowa. Łączy ludzi bez względu na to, kim są, co robią, z jakich czasów pochodzą.



Masz naprawdę mnóstwo projektów. Niedawno można było oglądać film "Kebab i horoskop", do którego zrobiłeś muzykę, a do tego ostatnio trafiłem na informację, że zacząłeś tworzyć ścieżki dźwiękowe do audiobooków... Kiedy masz na to wszystko czas? A może Wojtek Mazolewski to już marka, a ty za chwilę będziesz musiał zatrudniać ghostwriterów i podwykonawców, żeby się z tym wszystkim wyrobić?

- Robię to sam, przy pomocy moich zespołów: Wojtek Mazolewski Quintet i Pink Freud. To jest mój team, wszystko robię z nimi. Pisanie do audiobooków było wielkim wyzwaniem. Zrobiliśmy dwie superprodukcje: "Blade Runner" i "Karaluchy". Jak tylko pojawi się wolna chwila, na pewno zabiorę się za kolejną rzecz.

Film jest moją drugą miłością. Sztuką, przy której doskonale się relaksuję i która mnie inspiruje. Zawsze marzyłem o tym, żeby zrobić muzykę do filmu. Prawdopodobnie zrobimy muzykę do filmu "W spirali", bardzo ciekawego nowego obrazu z Kasią Warnke. Od lutego do maja byliśmy zajęci występowaniem w nowym filmie Janusza Majewskiego, o roboczym tytule "Excentrycy, czyli słoneczna strona ulicy". To historia żołnierza armii Andersa, który wraca do Polski w latach 50. i próbuje założyć zespół jazzowy. My gramy jego trzon. W roli głównej - Maciek Stuhr. Wspaniała przygoda. Zrobiliśmy tam trochę muzyki, mieliśmy okazję wystąpić... Bardzo się cieszę, że nasza energia zbliża się z filmem, bo bycie z tak wielką grupą wybitnych artystów - od oświetleniowców i montażystów przez operatorów, reżyserów... Jestem im wszystkim bardzo wdzięczny za to, że mogłem się od nich uczyć, spędzać z nimi czas i tworzyć. Mam nadzieję, że ta dziedzina i rodzaj twórczości będą się dla mnie rozwijać, ale nie zapominam o tym, że moją formą bycia jest stanie na scenie i granie koncertów. To jest najważniejsze: trasy koncertowe i nagrywanie płyt to nadal moje główne zajęcie.

W jednym z wywiadów - chyba nawet na Gazeta.pl - przeczytałem, że twierdzisz, iż my, Polacy, mamy muzykę, tylko sami jesteśmy sobie winni, jeśli zapominamy o takich artystach jak Niemen. No to mam dla ciebie pokrzepiającą historię: w paryskim biurze architektonicznym, w którym pracowało bardzo międzynarodowe towarzystwo, wymyślili sobie taką rozrywkę - każdego dnia reprezentant kolejnego kraju miał przedstawiać reszcie muzykę wybranego przez siebie rodaka. I wiesz, jak to się skończyło? Wszyscy całymi tygodniami słuchali tylko Marka Grechuty.

- Wow!



No właśnie, super sprawa. To może zdradź przy okazji, kogo byś typował, gdybyś to ty musiał do takiej "walki" wystawić jakiegoś reprezentanta Polski.

- W muzyce piękne jest to, że ona zdobywa świat bez walki [śmiech]. Starałbym się więc nie wystawiać do walki, ale przypomnieć o tym, jak wiele dobrego tu powstaje. Zawsze apeluję do słuchaczy, kolegów, do nas wszystkich i do samego siebie, żebyśmy mieli szacunek do twórców. Żebyśmy nie kazali im spełniać własnych oczekiwań. Oczekiwania i obawy to dwie największe pułapki w naszym życiu. Artyści są po to, żeby wyznaczać i pokazywać te kąty, o których my czasami zapominamy - czasem te, w których świeci słońce, a czasem te, na które pada bardzo mroczny cień. I po to, żeby wzbudzić w nas refleksję.

Bardzo często używam przykładu Czesława Niemena właśnie dlatego, by wspomnieć o tym, że oczekiwania władzy, społeczeństwa, establishmentu, bohemy zrobiły mu, a tym samym nam wszystkim, wielką krzywdę. Nie pozwoliliśmy mu być sobą, tylko chcieliśmy go takim, jakim my chcieliśmy go widzieć. Dzisiaj chyba wszyscy czujemy tę stratę - nie pozwoliliśmy mu robić tego, co kochał. A robił wspaniałe rzeczy. Był wybitnym artystą. Dlatego zawsze wspominałbym w takich sytuacjach pana Czesława.

Wspaniałej muzyki mamy bardzo dużo. Cała historia polskiego jazzu. Pan Zbigniew Namysłowski, Tomek Stańko, Krzysztof Komeda - to są nazwiska, które cały czas robią na mnie wrażenie. Ich muzyka jest żarliwa i nadal działa. Dostaję tego dowody, kiedy podróżujemy po świecie i ludzie na różnych kontynentach się nimi emocjonują, znają i słuchają ich płyt.

Dzisiaj też mamy bardzo ciekawą scenę muzyczną. Trochę brakuje nam infrastruktury, trochę brakuje nam wyobraźni rządzących, którzy powinni zrozumieć, że kultura jest jedną z największych dźwigni gospodarki. Zrozumieli to Skandynawowie i dlatego dzisiaj czytamy ich książki, oglądamy ich filmy i słuchamy ich muzyki. Zdawałoby się, że kultura anglosaska rządzi, ale tak naprawdę, jeśli popatrzeć na statystyki, wcale już tak nie jest. Nowe, wschodzące kraje wreszcie mają okazję się odbudować. Tak jest z Polską, której energia cały czas była zamknięta w nieszczęsnym Układzie Warszawskim, ale teraz się uwolniła. Minęło 25 lat i żyjemy w pięknym kraju, który razem zmieniamy. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale warunki i potencjał w narodzie mamy wspaniałe. Jestem urzeczony Polakami i Polkami, i tym jak potrafimy korzystać z wolności.

Mam dla ciebie taki pomysł: skoro Waglewscy rządzą - albo rządzili - Męskim Graniem, Rojek ma swój Off Festival, to może ty też chciałbyś pokierować taką dużą imprezą? Ostatnio często narzeka się na festiwal w Opolu. Powiedzmy, że dostajesz jutro telefon z propozycją przejęcia kurateli nad tamtejszym festiwalem. Możesz zrobić z nim, co zechcesz. To co robisz?

- Jestem wolnym ptakiem, który... lubi wyzwania. Rzadko odmawiam. Nawet w sytuacji, gdy coś wydaje mi się bardzo nie po drodze, zawsze się nad tym pochylam. Pozwól, że nie powiem ad hoc, co bym tam zrobił, bo to wymaga poważnego zastanowienia, ale możliwość zmiany estetycznej, artystycznej, wydźwięku, energii i mocy tego festiwalu byłaby bardzo ciekawym wyzwaniem. Nie wiem, czy przy obecnych obowiązkach byłbym w stanie jeszcze i tego się podjąć, ale na pewno bym to rozważył.

Wszyscy zasługujemy na to, żeby odważyć się na coś więcej. Dotyczy to tak Opola, jak i innych festiwali, które znamy i lubimy. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie kochają kulturę wysoką. To przez media i utarte postrzeganie rzeczywistości zapanował taki pogląd, że można nią ludzi odstraszyć. Tak naprawdę, jeśli ludzie mają dostęp do kultury wysokiej, ich serca się na nią otwierają. Przykładem był choćby dzisiejszy wieczór. Jazz nie jest taki straszny, jak go malują.

Rozmowa odbyła się po koncercie grupy Wojtek Mazolewski Quintet, który zainaugurował tegoroczną edycję warszawskiego festiwalu Jazz na Starówce. Pięć tysięcy fanów jazzu miało okazję oklaskiwać informację o osiągnięciu przez album "Polka" statusu złotej płyty. Ceremonia wręczenia złotej płyty odbędzie się podczas koncertu inaugurującego Festiwalu Filmu i Sztuki "Dwa Brzegi", 1 sierpnia w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Retransmisja koncertu 2 sierpnia o godz. 23:20 w TVP 2