Ściągasz pirackie pliki, bo "muzyka taka droga"? Przestań się oszukiwać - w Polsce też już można słuchać tanio i legalnie

Czas pirackich kaset skończył się bezpowrotnie. Nie masz pieniędzy i tym wciąż tłumaczysz ściąganie empetrójek z sieci? Nikt ci już nie uwierzy: w Polsce można skorzystać dziś z bardzo licznych form legalnego słuchania i kupowania muzyki.
Powoli kończą się czasy, kiedy w pozyskiwaniu muzyki zdecydowanie dominowały nielegalne sposoby i metody: kiedyś były to przede wszystkim pirackie kasety, sprzedawane z łóżek polowych na miejskich targowiskach, ostatnio - raczej pobieranie plików z działających na granicy prawa lub wręcz poza nią serwisów i serwerów. Dziś coraz więcej osób muzykę kupuje albo korzysta z niej bezpłatnie, na wiele legalnych sposobów. Jak to robić? Podpowiadamy, bo sposobów - wbrew pozorom - jest już sporo.

Kup pan krążek

Najpopularniejsza, najbardziej tradycyjna i oczywista forma to rzecz jasna... kupowanie płyt. Wielokropek jest wskazany o tyle, że był moment, kiedy wydawało się, że to zjawisko ginie bezpowrotnie. Działo się tak przede wszystkim oczywiście za sprawą internetu, który sprawił, że fizyczne nośniki przestały niemal zupełnie mieć znaczenie.

Dziś można obserwować ciekawy, trochę zaskakujący, ale trochę będący odbiciem podobnych zjawisk w innych dziedzinach kultury - sztukach plastycznych czy filmie - proces, polegający na powrocie do tradycyjnego nośnika. Oczywiście nie jest to powrót na skalę sprawiającą, że płyty zaczynają się znów sprzedawać w takich ilościach jak dawniej. To raczej zjawisko na poziomie koneserów i pasjonatów, to raczej moda, która przynosi jednak zmiany zauważalne w budżetach producentów i dystrybutorów tradycyjnych nośników, a także - samych muzyków.

Oni wspierają legalną kulturę! Czytaj dalej i posłuchaj singla "Armaty":



Tradycyjnie rozumiane płyty wracają przede wszystkim w dwóch postaciach i za pośrednictwem dwóch kanałów dystrybucyjnych. O ile wciąż większość rynku nośników tradycyjnych stanowi sprzedaż płyt kompaktowych, wielkim sukcesem jest wzrost sprzedaży krążków winylowych. Przez wiele lat były one w ofercie jedynie najmniejszych wytwórni niezależnych, dziś nie dość, że wróciły one do katalogów dużych koncernów, na dodatek zaczęli je też oferować wydawcy średniego szczebla, którzy nigdy wcześniej nawet tego nie próbowali - tak jest np. w przypadku firmy Kayax.

W dobie niemal całkowitego upadku sklepów płytowych, fizyczne nośniki sprzedawane są oczywiście przede wszystkim przez internet, ale nie można zapomnieć także o sposobie najbardziej, w gruncie rzeczy, tradycyjnym, skutecznym i bezpośrednim: sprzedaży płyt na koncertach. Ta droga ma mnóstwo zalet: dla fanów łączy się często z możliwością osobistego spotkania muzyków - na stoisko z płytami, koszulkami i innymi gadżetami chętnie przychodzą po swoich klubowych koncertach nawet większe gwiazdy. Dla zespołów, zwłaszcza tych mniej znanych, oznacza bardzo skuteczną formę promocji: bezpośrednio po koncercie, na gorąco, pod wpływem dużych emocji, niektórzy słuchacze są o wiele bardziej skłonni kupić płytę niż siedząc w domu i słuchając plików muzycznych w sieci.

Po ile ten plik?

To wszystko jednak tylko ostatnie bastiony romantycznego okresu w historii przemysłu muzycznego, ostatnie relikty zjawiska, które opierało się na szacunku dla fizycznego nośnika i sytuacji, w której okładka niesionego pod pachą przez miasto albumu była znakiem rozpoznawczym wielbicieli różnych gatunków.

Dziś muzykę kupuje się przede wszystkim w formie wirtualnej. Najlepszym dowodem niech będzie fakt, że standardem, jeśli chodzi o sprzedaż płyt winylowych i kompaktowych jest... dołączanie do nich kodów do legalnego pobrania plików z serwera wydawcy. Tradycyjne nośniki same się w ten sposób unieważniają, skazując się na rolę wyłącznie efektownych gadżetów.

Legalna sprzedaż plików odbywa się przede wszystkim na dwa sposoby: prowadzą ją tradycyjni wydawcy, dostosowujący się do nowych czasów i różnego rodzaju pośrednicy. Wśród tych ostatnich światowy potentat, w Polsce mający znacznie mniejsze znaczenie niż na Zachodzie, sklep iTunes, dziś wprzęgnięty do nowego, kompleksowego systemu muzycznego dla posiadaczy urządzeń firmy Apple. Model, który zaproponowała ta firma, okazał się na tyle intuicyjny i oczywisty, że w różnych wariantach stosuje go także - nieliczna - konkurencja. W skrócie chodzi o to, że kupuje się tam pliki muzyczne, pojedyncze albo składające się na całą płytę, a potem można ich legalnie, wielokrotnie słuchać na różnych urządzeniach. Kupione w ten sposób pliki są najczęściej oznaczone przez sprzedawcę, żeby uniemożliwić ich nielegalne kopiowanie i darmowe "puszczanie w obieg".

Płacić za słuchanie

Zanim jeszcze system kupowania plików zdołał na dobre i na trwałe zdetronizować sprzedaż tradycyjnych nośników, pojawiła się zupełnie nowa technologia, która w astronomicznym tempie zdobywa rynek. Chodzi oczywiście o streaming, czyli - w skrócie - możliwość słuchania muzyki bez konieczności już nawet nie tylko posiadania jej w formie fizycznego nośnika, ale nawet - w formie cyfrowej.

Co prawda technologia ta jest mocno - choć nie całkowicie - uzależniona od stałego dostępu do szybkiego łącza internetowego, co wciąż nieco ogranicza jej zasięg i popularność, w dobie smartfonów i operatorów oferujących pobór danych mniej lub bardziej "bez limitów", ta sprawa powoli przestaje być problemem.

Streaming okazał się rewolucją pod co najmniej kilkoma względami. Nie tylko uwolnił muzykę od nośnika, ale także zupełnie zmienił strukturę płacenia za legalny dostęp do niej. Na rynku bardzo szybko pojawiły się bowiem firmy zapewniające możliwość korzystania ze swoich wielkich zasobów za zryczałtowaną opłatę, zwykle w postaci miesięcznego abonamentu. Zmieniło to w radykalny sposób filozofię płacenia za legalną muzykę: słuchacz nie płaci za konkretne utwory czy płyty - to firma udostępniająca streaming rozlicza się z artystami, w zależności od ilości odsłuchań ich piosenek.

Na rynku firm oferujących tego typu usługi trwa nieustanny ruch - a raczej: walka o klienta i upadanie podmiotów, które sobie z tym nie radzą. Dziś najpopularniejszym serwisem jest Spotify, a za nim Deezer i Wimp (obecnie Tidal), do walki stają także wielkie koncerny - takie jak choćby Google, który wystawił zawodnika w postaci systemu Play Music All Access. Wszystko może się zmienić, kiedy skrzydła rozwinie najważniejszy debiutant ostatnich miesięcy, wspomniany system Apple Music.

Udostępnij swoją płytę

Technologia streamingu wykorzystywana jest także bardzo intensywnie w promowaniu muzyki. A to dla słuchacza oznacza mnóstwo możliwości słuchania legalnej muzyki zupełnie za darmo. Możliwość taką chętnie wykorzystują np. media, zajmujące się muzyką - niemal standardem stała się już możliwość odsłuchiwania na ich stronach internetowych szczególnie mocno oczekiwanych płyt na długo przed ich oficjalną premierą.

Swoją muzykę chętnie w takiej formie prezentują także sami muzycy, zwłaszcza ci początkujący, debiutujący albo często jeszcze przed oficjalnym debiutem. Bardzo pomocne okazały się w tej sprawie najróżniejsze systemy udostępniania swojej muzyki, z których mogą korzystać zarówno sami muzycy, jak i wydawcy, promujący swoich podopiecznych.

Z punktu widzenia zwykłego słuchacza zdecydowanie najwygodniejszy jest serwis Bandcamp. Wykonawca może tam założyć profil, a następnie udostępnić tam swoje nagrania: całe płyty czy pojedyncze utwory. Co więcej, serwis ma podwójny charakter: z jednej strony można tam odsłuchiwać muzyki, z drugiej - kupić ją w dogodny dla obu stron sposób.

Wszyscy żyjemy w kulturze

A ja to wygląda wśród rodzimych wykonawców? Tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana - z jednej strony trwają kampanie zachęcające korzystanie z dóbr kultury pochodzących z legalnych źródeł, z drugiej znajomość, a przynajmniej skłonność do stosowania serwisów, które stały się standardem na całym świecie, jest niewielka, jeśli nie wręcz znikoma.

Próbują to zmienić m.in. twórcy akcji społecznej "Legalna Kultura":

- "Legalna Kultura" powstała, ponieważ świat ma wiele twarzy. Żyjemy w cywilizacji różnorodności. Naszą intencją jest, by w tej różnorodności nie zatracić wartości podstawowych, idei fundamentalnych dla kultury, takich jak: bycie fair wobec innych, możliwość wyboru i prawo do poszanowania tego, co jest naszym wkładem w kulturowy rozwój - przekonują na swojej stronie twórcy kampanii. I dodają: - Kultura to przestrzeń, w której żyjemy. To wspólnota, w której twórcy i odbiorcy nie istnieją bez siebie nawzajem. Legalna Kultura działa po to, aby uświadomić wszystkim, że sposób w jaki korzystamy z kultury ma na nią ogromny wpływ.

Trudno z tym się nie zgodzić. Tak samo, jak trudno pozostawać obojętnym na to, jak zmienia się świat i co nam oferuje w zamian. Zwłaszcza że niewykorzystywanie takiej możliwości promowania i sprzedawania swojej muzyki we współczesnym świecie jest jak ucinanie gałęzi, na której się siedzi. Proste badanie: próba przesłuchania za pomocą tego serwisu - albo innych analogicznych, choć mniej popularnych platform - muzyki wykonawców prezentujących się podczas tegorocznego poznańskiego festiwalu SpringBreak, poświęconego właśnie rodzimym debiutantom, przyniosła jednoznaczny i bardzo smutny rezultat: w przypadku większości z nich nie było to możliwe. Zdecydowanie warto to zmienić.

Chcesz wesprzeć Legalną Kulturę? Partnerem fundacji jest w tym roku Męskie Granie - na stronie www.zwrotka.meskiegranie.pl działa specjalna aplikacja, za pomocą której można stworzyć swoją wersję singla "Armaty". Za każdą stworzoną przez fanów zwrotkę Żywiec przeznaczy złotówkę na rzecz Legalnej Kultury, która wspiera polskich artystów i ich twórczość.

Przydatne linki:

- www.spotify.com
- www.deezer.com
- www.tidal.com
- www.play.google.com
- www.apple.com/pl/music
- www.bandcamp.com
- www.legalnakultura.pl