Konkurs Chopinowski rządzi. Dzisiaj finał, na którym - przez chwilę - odchamiła się cała Polska

Polacy słuchają, Polacy komentują, a jeden Polak nawet gra. Kto by pomyślał: Konkurs Chopinowski niespodziewanie stał się internetowym fenomenem. Spokojnie. Tu słowo fenomen naprawdę ma znaczenie. Dzisiaj finał jednego z najważniejszych wydarzeń muzycznych w kraju.
Kolega z zaprzyjaźnionej redakcji, Jacek Świąder, w "Gazecie Wyborczej" tak pisał: "Chopin wsiadł do tramwaju (na przystanku internet) i czeka na ciebie w twoim smartfonie. Konkurs jego imienia jest na wyciągnięcie ręki".

I ma rację. Dawno wokół żadnego innego wydarzenia z obszaru kultury - a co dopiero muzyki poważnej! - nie wytworzyła się w tym kraju tak pozytywna atmosfera. Konkurs pod patronem naszego wielkiego narodowego kompozytora i pianisty można obserwować m.in. za pośrednictwem specjalnej aplikacji mobilnej, transmisji w TVP Kultura, Polskim Radiu i na YouTube - wystarczy kilka kliknięć, żeby zatopić się w dźwiękach klasyki.

Mało tego, doniesienia z sali filharmonii lądują później na czołówkach gazet, w głównych wydaniach serwisów informacyjnych, a nawet - i to jest dopiero zagadka - na stronach plotkarskich. Zupełnie jakby ktoś umarł albo ktoś kogoś znowu obraził... Z tą różnicą, że tutaj nikt na nikim nie dokonuje publicznego linczu, wszyscy za to słuchają i dyskutują.

"Szczęka z podłogi", Kate Liu "pozamiatała kompletnie"

Świetnie, tylko od kiedy Polacy stali się takimi melomanami? Mamy na to pytanie bardzo precyzyjną odpowiedź: od 1 października. Wtedy rozpoczęły się koncerty inauguracyjne XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Dwa dni później rozpoczęły się przesłuchania konkursowe, w których wzięło udział w sumie 78 uczestników, w tym aż 15 pianistów z Polski. Do ścisłego finału dostała się najlepsza dziesiątka i w tym jeden Polak: Szymon Nehring.

Co było potem, doskonale Państwo wiecie. Emocje, jak na meczu piłki nożnej. Polacy masowo zaczęli się logować na swoich profilach w portalach społecznościowych i komentować - czasami serio, czasami z humorem. Na przykład tak:



Albo tak:





Można też było tak:





Tysiące par oczu, tysiące par uszu

Liczby mówią same za siebie. Tylko pierwszy etap przesłuchań przyciągał przed ekrany komputerów i smartfonów średnio od 20 do 30 tys. widzów. Każda kolejna odsłona konkursu te wyniki tylko śrubowała - poszczególne transmisje z trzeciego etapu podwoiły wynik, pierwszy dzień przesłuchań finałowych to już liczba rzędu blisko 100 tys. widzów. Uwaga: chodzi o oglądalność w samym internecie, bo do tego dochodzą jeszcze relacje w TVP Kultura, Polskim Radiu i migawki w czołowych programach informacyjnych. Czy jeszcze macie Państwo wątpliwości, że w kraju nad Wisłą zapanowała prawdziwa chopinomania?

warto śledzić. na szczęście konkurs jest u nas, więc grają o ludzkiej porze i nie ma problemu ze wstawaniem do roboty na drugi dzień. no ale te poranne sety to trzeba oglądać już na powtórkach.

Posted by Batony z betonu on  15 październik 2015


To wszystko znalazło rzecz jasna odzwierciedlenie w aktywności Polaków w sieci. Według raportu przygotowanego przez agencję SentiOne, wzrost wypowiedzi dotyczących Konkursu Chopinowskiego w serwisach społecznościowych, na mikroblogach, forach internetowych, blogach, portalach, serwisach wideo czy porównywarkach opinii wyniósł ponad... 1000 proc. (a dokładnie: 1028 proc.). Lawina rozpoczęła się na początku października i osiągnęła swój kulminacyjny moment gdzieś w okolicach zeszłego weekendu. Blisko 80 proc. dyskusji odbywa się na Facebooku, niecałe 8 proc. na łamach mikroblogów, a więc głównie Twittera, reszta jest rozsiana po całej sieci.


Fot. Wykres z raportu przygotowanego przez SentiOne

Wszyscy wiemy, jak się gra Chopina

Co jeszcze wynika z raportu? Na przykład to, że muzyką bardziej zainteresowane wydają się być panie niż panowie - 60 proc. wypowiedzi i opinii jest autorstwa kobiet, 40 proc. mężczyzn. Panowie za to bywają bardziej wybredni: odpowiadają za 2,83 proc. wypowiedzi negatywnych, 71,70 proc. neutralnych i 25, 47 proc. pozytywnych; panie: za 2,08 proc. negatywnych, 63,66 proc. neutralnych i 34,25 proc. pozytywnych. Ale to właśnie dopiero odsetek tych ostatnich w jednej i drugiej grupie - zwłaszcza w czasach niekończących się debat na temat tzw. hejtu w internecie - ukazuje prawdziwą siłę takich wydarzeń, jak konkurs z Fryderykiem Chopinem w roli głównej.

- Bardzo ciekawe i optymistyczne jest to, że w czasach rozlewających się po inernecie hejtów, internet potrafi stymulować absolutnie pozytywną dyskusję wokół czegoś tak pozornie dzisiaj niepopularnego jak konkurs z muzyką poważną - komentuje w rozmowie z nami muzykolog i dziennikarz muzyczny Jacek Hawryluk. - Ale właśnie wydaje mi się, że gdyby nie główny bohater tego wydarzenia, nie byłoby tej rozmowy; Chopin to nasze dobro narodowe i jak tylko nadarza się okazja, wszyscy wiemy, jak go grać. Szkoda, że tylko raz na pięć lat.

Hawryluk o Konkursie Chopinowskim mówi krótko: to największe wydarzenie muzyczne w Polsce i jedno z ważniejszych na świecie. Tylko czy w innych okolicznościach dałoby się stworzyć podobną atmosferę wokół równie ambitnego wydarzenia artystycznego? Krytyk muzyczny ma porównanie i ma wątpliwości. Od kilku edycji Hawryluk uczestniczy bowiem w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego, który równie skutecznie wykorzystuje nowe media, choć nie w takim stopniu. I co? I tam odzew jest znacznie mniejszy.

- Być może dlatego, że nie jest to konkurs monograficzny i gra się na nim muzykę wielu kompozytorów, dawnych i współczesnych, a więc wymaga on od swoich słuchaczy znacznie większej wiedzy specjalistycznej - twierdzi.

Janda: "Ku**a, ja tego chyba nie przeżyję!"

Co nie zmienia faktu, że nowe technologie mogą być potężnym orężem w walce o uwagę tysięcy czy nawet milionów konsumentów - jak to się dzisiaj mówi - dóbr kultury. Przekonali się o tym twórcy i producenci spektaklu "Boska!" z Krystyną Jandą, którym jakiś czas temu postanowili reaktywować Teatr Telewizji na żywo. Wynik: dwa i pół miliona widzów przed telewizorami i ekranami monitorów czy tabletów.

Sukces miał wielu ojców, ale jeden z nich wydaje się oczywisty. W swoim stylu skomentował to niedawno Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką w książce "Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności". - Robiłem z ojcem sztukę "Świeczka zgasła" dla Teatru Telewizji. Na żywo. I tutaj drobna dygresja... Mianowicie dlaczego wymyślono Teatr Telewizji na żywo? Prawdopodobnie jedynym powodem, dla którego ktoś wpadł na ten pomysł, jest to, żeby widz mógł zobaczyć, czy przypadkiem któryś z aktorów nie umrze podczas emisji. Nie widzę żadnego innego powodu. Nie ma po prostu żadnego innego argumentu, dlaczego to coś miało wyglądać w ten sposób. Bo gdyby to nie było "na żywo", można by to zrobić na pewno lepiej, staranniej, w lepszym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Gdyby pani zobaczyła Krystynę Jandę przed zagraniem "Boskiej!" na żywo (...), to by pani zobaczyła zastraszoną myszkę siedząca w kąciku, obgryzającą paznokcie i mówiącą: >>Kurwa, ja tego chyba nie przeżyję!<<. No bo tak mniej więcej wszyscy się czujemy, grając w Teatrze Telewizji na żywo".

Słuchajmy Chopina, ale nie tylko od święta

Nie bez znaczenia jest też czynnik rywalizacji. Zapytaliśmy o ten wątek dr Małgorzatę Chmurzyńską, adiunkt w Zakładzie Psychologii Muzyki Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina.

- Konkurs dla ludzi niesłuchających na co dzień klasyki to są igrzyska, zawody. Mój mąż, który nie jest muzykiem, w pracy bez przerwy musi odpowiadać na pytania: kto wygra, kto ma szansę. Jego koledzy i koleżanki z pracy traktują to wydarzenie jak olimpiadę.

Zdaniem dr Chmurzyńskiej w grę wchodzi jeszcze element więzi społecznej. Zwłaszcza jeśli chodzi o komentarze na YouTube, gdzie udzielają się ludzie z całego świata. Mają tam swój własny język, swoje hasła, dzielą się swoimi wrażenia, wnioskami i obserwacjami - niekiedy banalnymi, jak ta, która jest akurat godzina w danym kraju w trakcie trwania przesłuchań.

- Widziałam, że wypowiadali się m.in. słuchacze z Peru, Australii, Rosji, Kanady, Stanów Zjednoczonych... Konkurs wywołał wyraźne emocjonalnie wzbudzenie i jest to na swój sposób cudowne, że ludzie z całego świata łączą się w słuchaniu Chopina. Mam nadzieję, że znajdą się jeszcze tacy, którzy potrzebę słuchania muzyki poważnej przeniosą na inny czas, nie tylko ten, kiedy trwa konkurs.

A więc witaj narodzie rozkochany w klasyce? Hawryluk wydaje się nieco większym pesymistą: - Gdyby inne festiwale i inne konkursy wykorzystywały tego rodzaju środki, to myślę, że z naszą wiedzą muzyczną i wrażliwością społeczną byłoby całkiem nieźle. Obawiam się jednak, że gdy Konkurs Chopinowski się skończy, wrócimy do naszej szarej, polskiej codzienności. Dlatego ważniejsze dzisiaj wydaje się pytanie, co zrobić, żeby zatrzymać tę pasję, zatrzymać fascynację Chopinem i muzyką w ogóle. Na dłużej, a nie tylko od święta.

Transmisja z ostatniego dnia przesłuchań konkursowych - TUTAJ, godz. 17:50 >>



NASZ TOP 3 GWIAZDORÓW KONKURSU CHOPINOWSKIEGO:

1. Chyba najbardziej kontrowersyjnym uczestnikiem tegorocznego konkursu jest Georgijs Osokins z Łotwy. Czy to wybitny pianista? Zdania są podzielone, ale "osobowość" na pewno. Ten młody niepokorny muzyk zwraca uwagę nie tylko grą, ale także tym, że w przeciwieństwie do konkurentów, siada przy fortepianie nie zapięty pod szyją, tylko z odsłoniętym torsem.

"Trochę narcyz, trochę aktor, wykalkulowany burzyciel idący pod prąd Chopina, pianista o dużych umiejętnościach, nie mniejszej wyobraźni, kontrowersyjny" - pisała o nim po drugim etapie Anna S. Dębowska.







2. Jedynym Polakiem, który przeszedł do finału tegorocznego Konkursu Chopinowskiego, jest 20-letni Szymon Nehring. W ciągu zaledwie kilku dni stał się jedną z najczęściej wyszukiwanych osób w polskim internecie.



3. W tegorocznym konkursie znalazło się też miejsce na odrobinę mistycznych uniesień. Zarówno eksperci, jak i widzowie, komentując kolejne występy jednej z finalistek, 21-letniej Kate Liu ze Stanów Zjednoczonych, rozpływali się w zachwytach i nie szczędzili słów w rodzaju: "mistyczna", "natchniona".

- Ona dla mnie jest jak medium, poprzez które działają jakieś nieziemskie siły. Jej oczy półprzymknięte i te usta półrozchylone... To jest po prostu zjawisko - mówiła o niej profesor Elżbieta Tarnawska, która obserwowała zmagania pierwszych finalistów w studiu TVP Kultura.