Wykarmieni rozrywką. Rogucki upomina się o kulturę i wydaje solową płytę [POSŁUCHAJ]

Czy jeszcze można nagrywać dzisiaj autorskie, ambitne płyty o CZYMŚ? Można. Próbuje to udowodnić Piotr Rogucki, który wydał właśnie swój kolejny solowy album o wymownym tytule: "J.P. Śliwa".
Czy to dobry czas na podejmowanie tego rodzaju wyzwań w czasach - słowami samego artysty - radiowych umilaczy? No cóż, okoliczności nie są sprzyjające.

Zdaje sobie z tego sprawę Rogucki, który przy okazji premiery nowego krążka opowiada (także w naszej rozmowie, która za kilka dni ukaże się na łamach Gazeta.pl) o "zalewie muzycznych i aktorskich biografii", "wirtualnym ekshibicjonizmie" i "propagandzie telewizyjnych sukcesów". Ale też o bombardowaniu społeczeństwa obrazkami "zrujnowanego kraju" i "zielonej wyspy" - toksycznych odpadów jałowych sporów politycznych na szczycie.

Co to oznacza w praktyce? "J.P. Śliwa" jest albumem koncepcyjnym: Rogucki opowiada na nim konkretną historię, ale już bez podsuwania gotowych odpowiedzi. Obok piosenek znajdziecie tutaj tekst dramatyczny dołączony do płyty w formie książeczki, a także grafiki oraz zdjęcia autorstwa Wojtka Domagalskiego i Alberta Pabijanka.

Chorzy na megalomanię

A historia na płycie jest taka:

"Główny bohater Jan Paweł Śliwa, noszący imiona nadane na cześć wielkiego Polaka Jana Pawła II, żyje w przeświadczeniu o tym, że ma dokonać rzeczy wielkich. To niespełniony teatrolog, którego przygniotła proza życia: został hydraulikiem, modelem i emigrantem. Niestety, jest typowym nieudacznikiem, niemogącym poradzić sobie z otaczającą go rzeczywistością, co znajduje odzwierciedlenie w utworach oraz w warstwie dramatycznej albumu".

Rogucki tłumaczy: - Tekst dramatu i teksty piosenek to powierzchowna płaszczyzna rozgrywek między bohaterami z pokolenia JP2 czy Generacji Nic, puste i pełne goryczy spekulacje na temat własnej kondycji, kondycji kultury i współczesnego społeczeństwa. Miejsce przepychanek intelektualnych, ale też miejsce piosenek, które przestają być jednorodnym i niewymagającym umilaczem czasu, a stają się wezwaniem do współudziału w akcie twórczym.

Kultura, głupcze!

Tyle jeśli chodzi o treść, założenia i formę "J.P. Śliwy". A co z samą muzyką, która - było nie było - wciąż w twórczości Roguckiego gra pierwsze skrzypce? Próbki możecie posłuchać już w sieci. Kilka minut i od razu wiadomo, że wokalista Comy nie ma zamiaru ułatwiać zadania ani sobie, ani słuchaczom:



Poza tym jest jeszcze coś, co nie do końca wynika już z samej zawartości płyty. Rogucki nie ukrywa, że chciałby "J.P. Śliwą" włączyć się do dyskusji na temat obecności i roli kultury w społeczeństwie. A z tą, jak wiadomo, w kraju nad Wisłą bywa kiepsko.

- Gdy sztuka staje się hermetyczną bańką, w której zamykają się elitarne środowiska, przestaje istnieć dla szerszego odbiorcy, przestaje istnieć w społeczeństwie i służyć jego potrzebom. Czym staje się społeczeństwo odsunięte od kultury, a karmiące jedynie jej karykaturą, czyli rozrywką? Czy można rzucić pomost, używając jako medium formy rozrywkowej, i wskazać drogę do kultury wyższej? To założenia eksperymentu, jestem ciekawy efektów - mówi Rogucki.

Album trafił już na półki sklepów muzycznych, znajdziecie go też na platformach streamingowych. Gościnnie na "J.P. Śliwie" udzielają się m.in. Klaudia Wieczorek z programu "Must Be the Music", znana jako Cosovel Izolda Sorenson, a także Ola Rzepka - perkusistka i założycielka zespołu Drekoty.