Wokalista Senses Fail: "Ludzie mają mnie za wstrętnego krzykacza. A ja nie potrafię milczeć" [WYWIAD]

Senses Fail to jeden z najważniejszych zespołów sceny posthardcore'owej ubiegłej dekady, czyli w chwili jej nowożytnego rozkwitu. Z liderem, wokalistą i jedynym stałym członkiem grupy rozmawialiśmy tuż przed jej październikowym koncertem w warszawskiej Hydrozagadce.
Marek Kuprowski: Gdzie jest Lucy?

Buddy Nielsen: W domu. Chyba nie spodobałoby jej się w samolocie. Jeździ ze mną tylko w trasy po USA.

Buy my Dad's new record or I won't have food

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Senses Fail (@sensesfailofficial)





W Stanach gorącym tematem są już przyszłoroczne wybory prezydenckie. Na pewno masz swojego faworyta?

- Chciałbym zagłosować na Berniego Sandersa. Zobaczymy czy uda mu się wygrać prawybory.

A boisz się Donalda Trumpa?

- Tak, ale sądzę, że jego wybór jest niemożliwy.

Stephen Colbert przyznał się niedawno, że jego zdaniem naprawdę istnieje takie prawdopodobieństwo...

- Nie wierzę w to. To niemożliwe.

Rozmawiamy tuż po kolejnej tragicznej strzelaninie, jaka zdarzyła się w twoim kraju. Dla was to niemal codzienne wieści. Od tego czasu bez przerwy zabierasz głos w temacie posiadania broni. Jak zmieniłbyś przepisy, gdybyś mógł o tym decydować?

- Zdaję sobie sprawę, że nie pozbędziemy się całego naszego arsenału. To prawo jest zbyt zakorzenione w amerykańskiej psychice, w naszej tożsamości. Ja nie mam broni, nie chcę jej i nie potrzebuję. Prawo musi być jednak bardziej restrykcyjne. Proces wydawania pozwoleń musi zostać wydłużony, pewne warunki powinny zostać do niego dodane. Dzisiaj właściwie każdy ma dostęp do broni. Uważam jednak, że to sprawa mocno powiązana z kwestią zdrowia psychicznego i ogólnego dobrobytu w kraju. To problem społeczeństwa, a nie sprawa rządu. W Ameryce nastały trudne czasy, ludzie upadają na dno i nikt się nimi nie interesuje. Załamują się, co często wpływa na wzrost liczby popełnianych przestępstw, gdy nie widzą już dla siebie innego wyjścia. Nie można ignorować ludzi, którzy mają problemy mentalne, choćby dlatego, że mogą pociągnąć na dno innych. To dzieje się bez przerwy.

W Stanach ludzie boją się terroryzmu, boją się ISIS, ale znacznie większe szanse mają na poniesienie śmierci z ręki uzbrojonego Amerykanina. Krajowa propaganda działa jednak tak dobrze, że ludzie o tym nie myślą, bardziej boją się zamachu bombowego niż wściekłego współpracownika, który przychodzi do pracy z bronią, żeby się zemścić. To musi się zmienić, ludzie powinni zdać sobie sprawę z tego, czego naprawdę powinni się bać. Że mogą zostać przypadkowo zastrzeleni podczas wizyty w centrum handlowym.

W Polsce jest odwrotnie. Naturalnie, można posiadać broń, ale jej dostępność nie jest tak szeroka, a procedura uzyskania znacznie trudniejsza. Co jakiś czas pojawia się jednak polityk, który sugeruje wprowadzenie wolności posiadania broni. Takie zmiany są raczej niemożliwe, ale... jakie masz dla nas rady?

- Nie potrzebujecie tego! Jeśli macie takiego farta, że broń się u was jeszcze nie rozprzestrzeniła, to tym bardziej wiecie, że jej nie potrzebujecie! W krajach, w których nie ma do niej szerokiego dostępu, jest zdecydowanie mniej strzelanin i tragedii z użyciem broni. U nas są miejsca, w których możesz kupić broń, jedzenie, bieliznę, piłkę do kosza, wysłać list i jeszcze pójść do McDonald's. To porąbane.



Mówisz, że nie potrzebujesz broni, ale ty przecież trenowałeś kick-boxing, jujitsu i kto wie, co jeszcze...

- Fakt, ale od kiedy głupio złamałem w zeszłym roku palec - po prostu po coś sięgając - raczej daję sobie odpocząć. Trenowałem po 3-4 razy w tygodniu, moje ciało zaczęło dopominać się o przerwę. Na pewno jednak do tego wrócę. Czuję się już lepiej.

Pytam o broń - a na tym nie koniec - bo jesteś chyba najbardziej wygadanym człowiekiem na tzw. scenie, czyli wśród reprezentantów twojego gatunku muzycznego. Czy zmieniło to jakoś twoje stosunki z ludźmi z branży?

- Tak, na pewno jestem uważany za wstrętnego krzykacza. Odczuwam to, że ludzie nie zawsze się ze mną zgadzają. Czuję jednak, że nie mogę milczeć.

Stałeś się też ważnym głosem ruchu LGBT. Jak czujesz się od momentu dokonania coming outu?

- Jest mi ze sobą zdecydowanie lepiej, czuję ulgę, nareszcie jestem szczęśliwy. Chcę jednak zaznaczyć, że moja seksualność jest płynna. Aktualnie jestem w udanym związku z kobietą. Ale jeszcze niedawno czułem zupełnie inaczej. Nie zamierzam się zamykać i ograniczać [Nielsen od pewnego czasu wstrzymuje na chwilę koncerty, żeby porozmawiać o sprawach środowiska LGBT, prosić o otwartość i wzywać do walki o tolerancję oraz równe prawa. Często kończy się to skromnymi gwizdami i demonstracyjnym opuszczaniem widowni przez małą grupkę słuchaczy. W Warszawie zrobił między piosenkami jeszcze jedną przerwę, aby poruszyć problem uchodźców i przeprosić za ignorancję Amerykanów w tej sprawie - ten temat spotkał się z odrobinę chłodniejszym przyjęciem, dwie osoby nieśmiało kpiły z jego stanowiska - red.].

A co myślisz o fanach, którzy wulgarnie komentują twoje wpisy na Facebooku? O tych, którzy piszą, żebyś się zamknął i po prostu grał?

- Nie wiem... Olać ich. Nie obchodzi mnie to. Nie są raczej prawdziwymi fanami. Muzyka powinna poruszać ważne tematy, tu nie chodzi tylko o granie.

Skoro wreszcie do niej dotarliśmy - twoja muzyka z czasem robiła się coraz cięższa, a teksty bardziej pogodne, pełne nadziei i optymizmu. Ludzie nie bywają zaskoczeni, gdy zaczynają przysłuchiwać się, o czym śpiewasz?

- Właśnie o to chodzi! Nie znam wielu zespołów, grających ciężką muzę i mających pozytywne teksty. Wydaje mi się to fajne. Takie zestawienie również może przemówić do słuchacza. Nie trzeba wylewać smutku albo wściekłości. To taki rodzaj... pozytywnej agresji.

Czy wstydzisz się dzisiaj jakichś piosenek z przeszłości?

- No pewnie, chociaż "wstyd" to może zbyt mocne słowo. Nie przepadam za "Buried A Lie" ani "Calling All Cars". Mają płytkie, raczej niezbyt interesujące teksty. Nadal jednak wykonuję je na koncertach, bo wiem, że część publiki chce je usłyszeć, a muszę pamiętać, że nie występuję tylko dla siebie.



No właśnie, wcześniejsze albumy Senses Fail sprzedawały się lepiej. Co ty na to?

- Wolę grać muzykę, którą naprawdę chcemy grać, niż odnosić sukcesy. No jasne, chciałbym mieć i to, i to, ale bardziej zależy mi na spełnianiu się, niż robieniu kariery kosztem tego, co naprawdę mam ochotę robić.

Dostrzegasz jakąś różnicę między fanami na koncertach w poszczególnych krajach?

- W Europie ludzie są bardziej wyluzowani i spokojni, w Stanach szaleni, agresywni. Więcej moshują, częściej nurkują ze sceny. Tutaj są ostrożniejsi... A może po prostu więcej piją albo są zmęczeni?

A jaka jest twoja opinia na temat mosh pitów i agresywnego tańca? Organizatorzy coraz częściej zakazują takich rzeczy.

- Jeśli masz na to ochotę, fajnie. Jeśli nie masz, nie powinieneś być w to wciągany wbrew własnej woli, więc lepiej trzymaj się trochę bardziej z tyłu.

Ostatnio coraz częściej wychodzą też na jaw inne poważne problemy - bardzo szeroko rozumianej - sceny pop punkowej. Dużo mówi się o przypadkach molestowania i wykorzystywania seksualnego nieletnich dziewcząt przez członków różnych zespołów, żeby wymienić tylko ostatnie oskarżenia kierowane w stronę Front Porch Step, This Is All Now, Knuckle Puck czy No Good News...

- Co mogę w tej sprawie zrobić... Powiem tak: pewnie naprawdę jest dużo ludzi, którzy zakładają zespoły, bo chcą nosić fajne ciuchy i poznawać dziewczyny, a nie zależy im na muzyce. Większość osób grających w kapelach szuka jakiegoś przeżycia, przygody. Muzyka nie jest dla nich ważna. Dlatego zespoły tak szybko i często się rozpadają. Gdy zaczyna robić się trudniej, trzeba zacząć się poświęcać, być z dala od rodziny i dzieci, i grać muzykę, na której zarabia się mniej, niż w normalnej, porządnej robocie, nagle robi się spory przesiew. No i gdy kończysz 20 lat, wkraczasz w "trzydziestkę", rzucasz to, jeśli muzyka nie jest twoja największą miłością. Masz ważniejsze sprawy, nie chcesz ich poświęcać, gra nie jest warta świeczki. W porządku, nie ma w tym niczego złego.

A żeby odpowiedzieć na pytanie: w niektórych gatunkach muzycznych chyba rzeczywiście jest więcej takich ludzi czy zespołów. Na szczęście, w czasach internetu takie sprawy muszą w końcu wyjść na jaw. Czy to dobrze? Chyba dobrze, bo tacy kolesie, zainteresowani raczej innymi "zajęciami rekreacyjnymi" niż muzyką, będą bardziej obawiać się robienia takich rzeczy i nie będzie już do tego tak często dochodzić.

A ty jak długo planujesz grać?

- Pewnie jeszcze przez kilka lat.

Co takiego? Sądziłem, że powiesz: do późnej starości.

- Kto to może wiedzieć? To chyba jednak mało realne. Może w pewnym momencie będę musiał znaleźć sobie prawdziwą robotę? Może nie będę już w stanie jeździć w trasy? Nie wiem, kiedy to będzie. Pewnie prędzej niż później. Niedługo będę miał 32 lata. Przed czterdziestką na pewno zdecydowanie zwolnię. Teraz jeżdżę w trasę za trasą. Nadejdzie moment, w którym nie będę w stanie wytrzymać tego tempa.



Organizatorem koncertu Counterparts, Senses Fail i CAPSIZE był Post-rock PL. Następny w ich rozkładzie jazdy jest koncert Caspian i Jo Quail (14 listopada 2015 r. w Warszawie)



Więcej o: