Krzysztof Halicz: Dobry menadżer musi być pasjonatem. Ale powinien mieć też talent do zarabiania pieniędzy [WYWIAD]

W Szkole Głównej Handlowej właśnie ruszyła rekrutacja na zupełnie nowe studia podyplomowe. Będą się tam kształcić przyszli menedżerowie wykonawców muzycznych. Pomysłodawcą studiów jest Krzysztof Halicz, który opowiada, czego potrzeba, żeby dobrze wykonywać ten zawód.
Przemysław Gulda: Jesteś pomysłodawcą podyplomowych studiów dla menadżerów muzycznych, które właśnie rusza w Szkole Głównej Handlowej. Skąd taki pomysł?

Krzysztof Halicz: Wczesną wiosną tego roku spotkałem się z Teresą Dudzik ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, która entuzjastycznie odniosła się do mojego pomysłu. To właśnie ona jest współautorką programu i koordynatorem tego projektu. Bez jej zapału i pasji studia te nie powstałyby. Sam pomysł chodził za mną już od dłuższego czasu. Znów zainspirowany zostałem modelem zachodnim. W Stanach i Wielkiej Brytanii kursów i studiów menedżerskich jest mnóstwo. Co więcej, tego typu studia znajdują się najczęściej w programie wyższych szkół muzycznych. Ponadto wyciągnąłem wnioski z doświadczenia, które nabyłem pracując przy projektach muzycznych Instytutu Adama Mickiewicza. Mamy w Polsce świetnych artystów, którzy artystycznie są w stu procentach gotowi, by móc nie tylko jednorazowo zaistnieć zagranicą, ale także zarabiać pieniądze poza Polską, jednak często brakuje im elementu biznesowego w postaci inteligentnych menadżerów-pasjonatów, którzy dostrzegliby w nich potencjał biznesowy. Te studia to przedłużenie misji, którą realizuję wraz z moimi kolegami w Instytucie.

Ile będzie trwała nauka i uzyskaniem jakiego dokumentu będzie się kończyła?

- Nauka będzie trwała dwa semestry i zakończy się otrzymaniem świadectwa ukończenia studiów podyplomowych Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Menedżer Artysty Na Rynku Muzyki Rozrywkowej.

Kto będzie wykładał na studiach?

- W połowie będą to wykładowcy Szkoły Głównej Handlowej, którzy nauczać będą "twardych" biznesowych umiejętności takich jak: negocjacje, zarządzanie marką, prawo autorskie. Drugą połowę kadry pedagogicznej będą stanowiły osoby na co dzień działające w branży muzycznej: menadżerowie, promotorzy, artyści, dziennikarze.

Czym powinien się zajmować menedżer wykonawcy muzycznego? Jaki powinien być zakres jego obowiązków i odpowiedzialności?

- Są różne modele działania menadżera muzycznego. W Polsce najczęściej spotykanym modelem jest ten, w którym jest to człowiek, zajmujący się dosłownie wszystkim. Organizuje koncerty i trasy koncertowe, negocjuje umowy, jest księgowym, często też kierowcą, członkiem ekipy technicznej, a także dobrym wujem, który pożycza artyście na zupę lub jest jego psychoterapeutą. W krajach o lepiej rozwiniętych rynkach muzycznych menadżer to szef firmy. Artysta jest natomiast produktem, który ta firma sprzedaje. W takim modelu menadżer dba przede wszystkim o strategię działania firmy i co za tym idzie: jest współtwórcą lub nawet kreatorem koncepcji artystycznej swoich podopiecznych.

Czy w Polsce są dziś profesjonalni menedżerowie, którzy dobrze wypełniają swoje zadania?

- Tak, są. Ale ja rozumiem "dobrze wypełnione zadania" jako przede wszystkim możliwość życia i utrzymania swojej rodziny z faktu wykonywania pracy jako menadżer muzyczny. Tego typu menadżerów jest naprawdę niewielu, a takich którzy łączą zarabianie pieniędzy z prowadzeniem i sprzedażą naprawdę wartościowych produktów artystycznych jest w mojej opinii zaledwie kilku. W przewadze znajdują się tzw. zajawkowicze, dla których jest to zajęcie dodatkowe.

Czego - oczywiście bez wymieniania żadnych nazwisk i konkretów - najbardziej brakuje dziś polskim menedżerom muzycznym?

- To trudny temat. Rzeczywiście nie chciałbym oceniać, bo współpraca z menadżerami to jedno z moich zadań w Instytucie Adama Mickiewicza. Odpowiem w ten sposób: chciałbym, żeby środowisko menadżerów dążyło do modelu, który obserwuję u menadżerów z rynków bardziej rozwiniętych, takich jak Niemcy czy Wielka Brytania. Mam tu na myśli z jednej strony rozłożenie akcentów ich działań bardziej w kierunku wzajemnej współpracy i dzielenia się wiedzą, niż ciągłego wyniszczania się i mało etycznych praktyk rodem z lat 90. ubiegłego wieku. Z drugiej strony dobrze byłoby, gdyby niektórzy menadżerowie traktowali swoje zajęcie poważnie i, dla przykładu, rozróżniali pojęcie podatku dochodowego od podatku VAT.

Jakie predyspozycje psychiczne i osobowościowe, a może i fizyczne, powinny mieć osoby, które chcą być menedżerami? Jakich umiejętności, talentów i możliwości wymaga ten zawód?

- O tym temacie można by napisać elaborat. Istnieją na przykład doskonałe książki opisujące kulisy kariery menedżerskiej Briana Epsteina albo Petera Granta. Zresztą zaplanowaliśmy zajęcia pt. "Psychologiczne aspekty w relacji menadżer - artysta". Według mnie dobry menadżer muzyczny powinien posiadać dwie wyjściowe cechy: po pierwsze powinien być autentycznym pasjonatem, pałającym miłością do muzyki, czyli w pewnym sensie powinien być wrażliwcem, a z drugiej strony powinien mieć talent do zarabiania pieniędzy. Te dwa aspekty niezwykle trudno pogodzić.

Jak powinny wyglądać relacje między muzykami a menedżerem? Czy lepiej, żeby był to ich kolega, opiekun czy raczej cerber?

- Artystę i menadżera łączy specyficzna, skomplikowana relacja, której nie da się opisać w paru zdaniach. O tym również będzie mowa na zajęciach. Na pewno musi to być relacja partnerska, oparta na wzajemnym szacunku. Jednak często siły w takiej relacji są rozłożone nierówno. Od menadżera wymaga się bowiem tego, by był dobrym psychologiem, uważnym i empatycznym człowiekiem. Artysta w wyżej wymienione cechy wyposażony jest nadzwyczaj rzadko. A kiedy w grę wchodzą pieniądze (lub ich brak), to napięcia w takiej relacji są nieuniknione.

Na ile w tej branży liczy się profesjonalne przygotowanie i warsztatowe umiejętności, a na ile - używając pejoratywnie nacechowanego określenia - "znajomości"? Jak wyważyć między jednym a drugim?

- Słowo "znajomości" rzeczywiście nacechowane jest pejoratywnie. Kojarzy się z czasami wiecznego kombinowania w PRL-u. Wolę słowo "kontakty", bo właśnie kontakty są kluczowe dla pracy menadżera muzycznego i stanowią jeden z najważniejszych elementów jego warsztatu. Kontakty to podstawa każdego biznesu, według maksymy: "first make friends, then make money" ("najpierw się zaprzyjaźnijmy, potem będziemy robić biznesy"). Samo pozyskiwanie kontaktów dla początkującego menadżera muzycznego jest akurat bardzo łatwe, bo wiąże się z jego pasją do muzyki. Taki menadżer zdobywa pierwsze kontakty chodząc na koncerty. Prawdziwy pasjonat, powinien znać każdy zespół, który gra w jego okolicy, każdy klub i każdą salę prób - ludzie, którzy zaangażowani są w scenę muzyczną miasta, z którego pochodzi, będą w przyszłości jego pierwszymi klientami albo partnerami biznesowymi.

Tobie samemu zdarzało się bywać po obu stronach tego równania: byłeś muzykiem, menadżerem, teraz zarządzasz projektami przeznaczonymi dla artystów i menadżerów. Jak w twoich oczach wypada porównanie tych dwóch kwestii? Co dla ciebie było trudniejsze, bardziej wymagające i niewdzięczne?

- Będąc, jak się wyraziłeś, "po obu stronach tego równania", rzeczywiście miałem okazję od środka poznać świat i potrzeby zarówno artystów, jak i menedżerów. Teraz patrzę na te doświadczenia z dystansem, ale bez ironii. Dystans ten pozwolił mi na pewne podsumowanie moich doświadczeń a efektem tych podsumowań był właśnie pomysł stworzenia studiów. Wszystkie, wymienione przez ciebie role, które miałem okazję grać, były trudne, niewdzięczne i wszystko szło jak po grudzie. A tak poważnie: co z tego, skoro napędzała i wciąż napędza mnie pasja?