Michał "Skinny" Skórka: Codziennie chodzę do pracy, muzykę tworzę po godzinach, bo kocham to robić [WYWIAD]

Kilka lat temu Skinny był sporą gwiazdą - jako połowa duetu Skinny Patrini grał nieznany wówczas w Polsce niemal zupełnie electro-pop, przecierając szlak dla wszystkich Rebek, Dumplingsów i Rys. Dziś powraca z płytą solową, na której dokończenie zbiera pieniądze na drodze crowdfundingu.
Przemysław Gulda: Wygląda na to, że twoja solowa płyta jest już gotowa. Jak powstawała? Ile czasu nad nią pracowałeś?

Michał Skinny Skórka: Ponieważ na chleb powszedni zarabiam w zupełnie inny sposób, płyta powstawała dość długo, w nieomal każdej wolnej chwili, od 2013 roku. Pierwszy utwór, "I Wish", napisałem zaraz po zawieszeniu działalności Skinny Patrini i dość ważnym, jeśli nie najważniejszym dotychczas, a mało pozytywnym wydarzeniu w moim życiu... Ostatni zaś utwór, "Of Our Love", powstał w roku 2015. Droga od pomysłu zarejestrowanego na dyktafonie lub wersji demo nagranej w domu, do ostatecznej wersji albumowej jest dość długa, ponieważ sam produkuję, piszę teksty, komponuję, śpiewam i nagrywam wszystkie partie instrumentalne na nowo w studio, nie korzystając praktycznie w ogóle z pomysłów stworzonych na laptopie w domu. Nie korzystam z sampli, chcę, żeby większość instrumentów była nagrana na żywo, z konkretnym przekazem w każdym utworze.

Współpracuję z duetem realizatorskim HAWK (Adam Hryniewicki i Krystian Wołowski, znani ze składu Dick4Dick), a zgranie terminów tak zabieganych i zapracowanych osób jak nasza trójka bardzo często graniczy z cudem. Generalnie, faktyczna praca nad płytą w studio trwała około trzech miesięcy, a do zrobienia pozostały jeszcze ostateczne miksy dwóch utworów i mastering całości. Natomiast komponowanie, pisanie i nagrywanie demówek to już inna historia - czasami na napisanie utworu od A do Z potrzebuję pięciu minut - po nagraniu pierwszego szkicu z gitarą i wokalem, najczęściej "słyszę" w głowie już całą produkcję... Czasami jednak utwór potrzebuje miesięcy, żebym był pewien, że chcę nad nim pracować w studio - tak było, na przykład, w przypadku utworu "We'll Carry On", który miał się nie pojawić na płycie, ale totalnie mnie do siebie przekonał i teraz nie wyobrażam sobie, żeby nie pojawił się na "The Skin I'm In". W międzyczasie wyprodukowałem również dwa utwory dla Justyny Steczkowskiej na płytę "Anima".



Czym się różniła praca nad nowym materiałem od sposobu, w jaki powstawały piosenki na płyty duetu Skinny Patrini, który niegdyś współtworzyłeś?

- W Skinny Patrini produkowałem utwory, do których tworzyłem własne linie wokalne i teksty - czasami Ania korzystała z moich pomysłów, częściej wymyślała linie wokalne od nowa i pisała pod nie własne teksty. Generalnie produkcja utworów wyglądała mniej więcej w ten sam sposób. Jednakże od momentu wejścia do studia Elektra przy nagrywaniu "Duty Free" do momentu zakończenia prac nad "The Skin I'm In", dość mocno rozwinąłem swoje horyzonty muzyczne - zarówno jako odbiorca jak i twórca. Troszkę się też uspokoiłem, może i dojrzałem - choć w niektórych kwestiach: nie do końca. Na pewno zauważalna jest różnica w tekstach i w kompozycjach - tym razem pisałem i komponowałem totalnie "pod siebie". Album jest ekshibicjonizmem absolutnym - ukazaniem każdej emocji jaką przeżywałem pisząc, komponując i nagrywając te utwory. Po tym jak zrobiliśmy pierwszy odsłuch pierwszego miksu utworu "Nobody Comes" łzy miałem do kolan. Przy nagrywaniu wokali do "Of Our Love" - to samo. Radość połączona z absolutnym zadowoleniem, a wszystko polane ociupinką dziegciu zaczerpniętego z życia miłosnego.

Jakie miałeś pomysły na rozwiązanie problemu linii wokalnych? Czy od początku chciałeś sam je zaśpiewać?

- Może nie było tego słychać na płytach Skinny Patrini, ale uwielbiam śpiewać. I, tak, nie wyobrażałem sobie, żeby tak osobiste i intymne teksty miał zaśpiewać ktokolwiek inny. Ten album z założenia miał być moim i tylko moim dziełem. Nie ze względu na - uchowaj boże - jakiś egocentryzm czy narcyzm, bo daleko mi do tego. Chciałem zamknąć się w studio z Adamem i Krystianem, żeby stworzyć możliwie jak najbardziej intymną atmosferę. Natomiast, jeśli chodzi o udział Kasi Stankiewicz w nagraniu piosenki "I Wish" - w momencie nagrania pierwszego demo tego utworu, byłem pewien, że będzie to jedyna kompozycja, do której zaproszę głos "z zewnątrz". I od razu usłyszałem tam Kasię. Niezmiernie się cieszę, że zaśpiewała właśnie tak, jak sobie to wymarzyłem. Bez żadnego kierowania, nieomal bez żadnych konsultacji czy dywagowania. Przyszła, zaśpiewała i poryczałem się z radości.

Czy próbowałeś zainteresować tym materiałem jakieś duże czy mniejsze wytwórnie płytowe? Jaki był odzew?

- Tak. Mały. Generalnie odpowiedź była nieomal ujednolicona: "to nie jest zgodne z naszym profilem". A to, jak dla mnie, największy komplement.

Czy fakt, że grałeś w dość popularnym zespole, występującym na wielu istotnych w tamtym czasie festiwalach, pomaga ci dziś w jakikolwiek sposób czy nikt już nie pamięta tamtych historii sprzed lat?

- Czasy się zmieniają... Od 2009 roku kiedy zawojowaliśmy wszystkie liczące się wówczas - jak i dziś - festiwale, minęło siedem lat. Młodzież już nie ta, płyty sprzedają się niezbyt rewelacyjnie, zainteresowanie muzyką dłuższe niż parę minut to już sukces. Ale nie narzekam, ponieważ robię to, co kocham i uważam, że szczerość w tym przekazie prędzej czy później zostanie zauważona i pokochana.



Zdecydowałeś się na uruchomienie akcji crowdfundingowej. Na co dokładnie zbierasz pieniądze?

- Płyta do tej pory kosztowała mnie ok. 35 tys. zł, za wszystko płacę z własnej kieszeni. Absolutnie nie mówię tego po to, żeby utyskiwać na to, jak jestem pokrzywdzony przez los, bo tak nie jest. Zarabiam pieniądze po to, żeby móc sobie pozwolić na to dość kosztowne zajęcie w czasie wolnym. Muzykę traktuję jako dobro konieczne i integralną część mojego jestestwa, więc gotów jestem wydać każde pieniądze za możliwość tworzenia. Ale gdybym miał odkładać kolejne sumy na to, żeby tę płytę wydać, musielibyśmy poczekać znacznie dłużej niż do wiosny. Podejrzewam, że wówczas płyta mogłaby się ukazać dopiero jesienią. A ja już chcę nagrywać kolejną. Materiał na "The Skin I'm In" jest już skończony. Potrzebuję jeszcze funduszy na finalne miksy dwóch utworów i mastering całości. Oczywiście w tym momencie nie mam żadnego kontraktu, nie stoi za mną żadna firma fonograficzna ani sponsor z grubym portfelem, stąd pomysł crowdfundingu, gdzie zbieram środki na dokończenie prac nad albumem, tłoczenie płyt, druk okładek oraz - jeśli przekroczymy próg - na wydanie limitowanej płyty winylowej oraz nakręcenie kolejnego klipu promującego wydawnictwo. W planach mam nakręcenie klipów do wszystkich utworów na płycie, na dzień dzisiejszy dziewięć utworów ma już swoje "obrazki".

Czy będziesz chciał promować nowy materiał koncertami? Kiedy będzie cię można zobaczyć na scenie?

- Tak, oczywiście. Prowadzę rozmowy z muzykami, którzy mogliby mnie wesprzeć na scenie. Wprawdzie wszystkie instrumenty, poza smyczkowymi, na płytę nagrywałem sam, na scenie chcę skoncentrować się na śpiewaniu, gdzieniegdzie udzielając się na gitarze, syntezatorach czy innych instrumentach. Na dzień dzisiejszy energię poświęcam na promocję singli, natomiast koncerty chcę kontraktować na lato i jesień bieżącego roku, po wydaniu płyty.



Właśnie pojawił się trzeci teledysk promujący ten materiał. Jak powstał ten i jak powstały poprzednie?

- Wszystkie wideoklipy powstają według mojego pomysłu - moją główną intencją jest wizualne przekazanie atmosfery utworu. Koncentruję się na tym, żeby stworzyć obraz, który będzie pasował pod każdym względem do klimatu danej kompozycji, ale żeby był spójny z charakterem całej płyty. "I Wish" oraz "Happy Thoughts" zrobiłem wspólnie z absolutnie fenomenalnym i niesamowicie utalentowanym młodym człowiekiem, Marcinem Ziółko, z którym rozumiemy się bez słów. Razem pracowaliśmy również nad obrazami do sześciu pozostałych, dotychczas ukończonych, wideoklipów. Marcin będzie również autorem wszystkich zdjęć promocyjnych i współtwórcą okładki i bookletu do płyty. Zarówno praca w studio jak i praca nad teledyskami należy do moich największych przyjemności, więc na pewno - mimo nieco mrocznych rezultatów - będę ją wspominał z wielkim uśmiechem na ustach i iskrą radości w oku i sercu. Co do "Nothing Wasted" - jest to jeden z dwóch wideoklipów, które zrealizowałem ze słupskim duetem Bravura Films. Piotr i Dorota to kolejne osoby, którym należy się ukłon po pas, a nawet niżej. Do udziału w klipie zaprosiłem, w roli towarzyszącego mi zespołu, członków duetu Shiny Beats oraz Adasia Hryniewickiego. I to również był strzał w dziesiątkę. Ja po prostu uwielbiam współpracować z ludźmi, z którymi wszystko idzie jak po maśle.



Projekt dokończenia solowej płyty Skinny'ego "The Skin I'm In" można wesprzeć na stronie: polakpotrafi.pl/projekt/skinny.



Skomentuj:
Michał "Skinny" Skórka: Codziennie chodzę do pracy, muzykę tworzę po godzinach, bo kocham to robić [WYWIAD]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX