Zielińska: miłość od pierwszego uderzenia

Są młodzi, utalentowani i chcą, żeby usłyszała o nich szersza publiczność. Dlatego w ten weekend występować będą w Poznaniu. W czwartek 21 kwietnia rozpoczyna się tam kolejna edycja festiwalu Spring Break, poświęconego promocji młodych artystów. Jedną z gwiazd, którze się tam zaprezentują, jest singer songwriterka z Lęborka, Zielińska.
Przemysław Gulda: W wielu miejscach, w których mówisz o swojej twórczości i osobowości, używasz słowa "dziwność". Na czym polega twoja dziwność?

Zielińska: Jest to chyba reakcja zwrotna, ponieważ świat, który poznaję w wielu dziedzinach wydaje mi się dziwny, czyli nielogiczny, pełen sprzeczności. Dlatego w wielu wymiarach trudno mi się do niego przystosować, a w efekcie stojąc czasem do tego świata plecami, sama sobie wydaję się może nie dziwna, a mocno zdziwiona i prawdopodobnie vice versa: mogę być postrzegana jako dziwak.



Twoja muzyka jest bardzo niejednoznaczna gatunkowo - z powodzeniem poruszasz się pomiędzy różnymi stylistykami, jakby zupełnie nie dostrzegając granic między nimi. Czy to kwestia twojej wrażliwości, kwestia generacyjna - twoje pokolenie nie żyje już w czasach bardzo wyrazistych podziałów gatunkowych, czy może kwestia świadomego uciekania od gatunkowych schematów?

Tworzenie muzyki to dla mnie przede wszystkim zabawa: słowem, rytmem, harmonią. To mechanizm naturalny, nie analizuję i nie ograniczam. Intuicyjnie czuję, że tak właśnie powinno być.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że masz w głowie tyle różnej muzyki, że praca nad płytą i wyborem jakiejś konkretnej, jednolitej wizji, będzie dla ciebie trudnym zadaniem. Czy dziś jesteś bliżej podjęcia decyzji dotyczącej tego, jak ma brzmieć twój debiutancki autorski materiał? Na jakim etapie są prace nad nim?

Małymi kroczkami zbliżam się do celu. Na razie pracuję nad wersją demo, mam nadzieję, że będzie gotowa do końca maja. Jeśli chodzi o charakter materiału to nawiązując do poprzedniego pytania uzmysłowiłam sobie, że niepotrzebnie szukam spoiwa, bo różnorodność gatunkowa nie oznacza braku spójności, a teraz uważam wręcz, że urozmaica materiał.

Masz doświadczenia w interpretowaniu muzyki poważnej i klasyczne wykształcenie muzyczne. Na ile przydaje ci się to dziś w pisaniu i wykonywaniu własnych piosenek?

Oczywiście, że się przydaje. Bardzo doceniam tę część mojego dzieciństwa, która wyeksponowała u mnie umiejętność gry na fortepianie. Nie chcę gloryfikować tego okresu, bo nauka gry na instrumencie to bardzo ciężka praca, ale dziś to doceniam, bo dała mi warsztat, a to bardzo dużo.

Zdarza ci się występować w bardzo wyciszonej formule, kiedy sama siadasz przy fortepianie i śpiewasz, ale często pojawiasz się też na scenie w większym składzie. W której z tych formuł czujesz się pewniej?

W tej kwestii mam mieszane uczucia. Z jednej strony uwielbiam formułę "One man show", która pozwala na nawiązanie interakcji z publicznością poprzez kameralną, a wręcz intymną formę. Dobrze czuję się w roli kabareciarza, szczególnie kiedy otrzymuję entuzjastyczny feedback. Z drugiej strony granie z zespołem pozwala na wydzielanie energii, jaką samemu ciężko jest wytworzyć, poza tym, kiedy odklejam się od pianina mogę sobie pomachać nóżką i rączką. Nie wspomnę o możliwościach aranżacyjnych.



Chętnie wykorzystujesz w aranżacji swoich utworów nietypowego instrumentu perkusyjnego, cajonu. Skąd się wziął w twojej muzyce i co cię tak bardzo pociąga w jego brzmieniu?

Od wielu lat przyjaźnimy się z Mikołajem Stańko, to on zapoznał mnie z tym instrumentem i to chyba była miłość od pierwszego uderzenia. Pociąga mnie w nim egzotyka, no i niezwykłe umiejętności Mikołaja, dzięki którym poznałam największe walory tego instrumentu. Podobnie było w przypadku perkusji, bo Mikołaj włada pałeczkami równie wspaniale.

Masz w dorobku coraz więcej koncertów i występów na przeglądach i konkursach. Który z nich oceniasz dziś jako najtrudniejszy, a który najwięcej ci dał?

Najtrudniejszym konkursem w jakim brałam udział, mogłabym nazwać konkurs "Skoda Auto Muzyka" ze względu na największą ilość uczestników. Najmilej wspominam Spotkania Zamkowe w Olsztynie, nie tylko przez wspaniałą atmosferę, ale też - możliwości jakie przede mną otworzyły.

Twoje teksty mają dość mocny wydźwięk autobiograficzny. Czy takie emocjonalne obnażanie jest dla ciebie trudne czy raczej uwalniające?

Zdecydowanie uwalniające, chociaż z drugiej strony, to nie łatwe podawać siebie samego na tacy. Ale właśnie dzięki temu nawiązuję jakąś więź z publicznością, pewnego rodzaju intymną relację. Tak wytwarza się energia.

Często podpisujesz się pod różnymi inicjatywami na rzecz środowisk LGBT. Dlaczego kładziesz aż tak duży nacisk na te kwestie?

Jestem osobą otwartą i zawsze chętnie będę wspierać inicjatywy promujące szeroko pojętą równość. Zostałam poproszona o napisanie utworu do kampanii "Jesteśmy rodziną", współpracowało mi się z organizacją LGBT bardzo dobrze, dlatego jeśli będę miała okazję, mam zamiar dalej ją wspierać.

Pochodzisz z małego miasta - Lęborka, mniej więcej w połowie drogi między Trójmiastem i Słupskiem. Jak bardzo zaważyło to na twoim artystycznym rozwoju? Na ile okazało się korzystne, a na ile przeszkadza?

Moja przygoda z muzyką zaczęła się właśnie w Lęborku i do dzisiaj szkolę się pod okiem swojej dawnej nauczycielki z lęborskiego MDK-u. Dziś prowadzi szkołę "Akademia Muzyki Rozrywkowej" w Gdyni, gdzie mam przyjemność uczyć. Gdybym właśnie w Lęborku nie trafiła na nią, to kto wie, czy moja droga nie wyglądałaby zupełnie inaczej. Przed muzyką moją pasją był taniec i z tym wiązałam moją przyszłość. Myślę, że jako dziewczyna z małego miasta, mam trochę inną mentalność dotyczącą biznesowej strony muzyki. Uczę się jak postępować w różnych sytuacjach, ale wciąż czasami czuję się jak dziecko we mgle.



Rozmawiamy w przeddzień twojego występu na Spring Breaku, poznańskim festiwalu dla młodych, debiutujących wykonawców. Jak to się stało, że znalazłaś się - w było nie było: dość elitarnym - gronie muzyków, którzy zaprezentują się w jego trakcie?

To wszystko dzięki Bartkowi Rzepczyńskiemu, z agencji menedżerskiej Artgrupa. To on napisał do mnie na moim fanpage'u i stwierdził, że powinnam pomyśleć o występie na tym festiwalu. Na marginesie powiem, że kiedy zakładałam fan page, wydawało mi się to najbardziej idiotycznym pomysłem na świecie, ale teraz sądzę, że to naprawdę pomaga.

Co chcesz zaprezentować w Poznaniu? W jakiej formule pojawisz się na scenie? Jaki materiał zagrasz?

Wystąpi ze mną Mikołaj Stańko, który zajmie się cajonem, a ja przykleję się do piana. Zagramy autorski materiał w uspokojonej formie, ale na pewno nikogo nim nie uśpimy. Będzie kilka numerów całkiem serio i trochę żartem, o wszystkim i o niczym.

Co chciałabyś osiągnąć za sprawą występu w Poznaniu? Jak ci się wydaje, na ile takie imprezy mogą pomóc młodym wykonawcom, takim jak ty?

Myślę, że dla młodych wykonawców każda możliwość pokazania się większej publiczności jest bardzo istotna. Moje oczekiwania ograniczają się do tego, że zostanę zauważona przez znanego amerykańskiego producenta, który jeszcze tego samego dnia zabierze nas do swojego ogromnego studia nagraniowego w Nowym Jorku, gdzie dostaniemy się jego prywatnym samolotem, a serwować nam będą szampana Crystal. Ewentualnie chciałabym poznać fajnych ludzi, pobawić się przy dobrej muzyce i zdobyć jakieś świeże inspiracje.

Enea Spring Break Showcase Festival & Conference odbywa się w Poznaniu w dniach 21-23 kwietnia. Trzydniowe karnety kosztują 100 zł, obok debiutujących wykonawców z całej Polski na imprezie wystąpią także m.in.: Dawid Podsiadło, Monuka Brodka, Rebeka i Reni Jusis.