Lollapalooza. Radiohead zagra blisko Polski. Usłyszymy nowe piosenki?

Znany jest już cały program berlińskiej edycji festiwalu Lollapalooza, która odbędzie się na początku września. Znalazło się w nim sporo nazw ważnych dla polskich widzów. A Berlin jest przecież tak niedaleko.
Polscy fani zaczynają coraz intensywniej planować letni sezon koncertowy. I choć nie brakuje im z pewnością rodzimych propozycji - lista polskich festiwali wydłuża się coraz bardziej i można na nich zobaczyć większość najważniejszych, koncertujących w danym roku, wykonawców - warto zajrzeć też za zachodnią granicę. Nie wszyscy chcą i mogą wybierać się na słynne, duże festiwale, które odbywają się daleko od Polski - brytyjski Glastonbury czy, trochę bliżej, duńskie Roskilde, ale warto przyjrzeć się ofercie, którą w tym roku proponuje Berlin, jeden z ważnych punktów na festiwalowej mapie Europy.

Kings Of Leon i Radiohead - mocni headlinerzy

Jedną z najciekawszych propozycji tegorocznego festiwalowego lata w Berlinie jest bez dwóch zdań Lollapalooza, druga edycja amerykańskiej imprezy, która wyraźnie coraz lepiej czuje się na europejskim gruncie. Ten festiwal wypracował sobie dość specyficzną formułę: jest czysto miejski i dwudniowy, jest więc idealną propozycją dla tych, którzy chcą posłuchać muzyki na dużych, plenerowych scenach, ale jednocześnie nie za bardzo interesuje ich festiwalowe życie: kilka nocy spędzonych w namiocie na festiwalowym kempingu.

Organizatorzy berlińskiego wydarzenia właśnie zamknęli program i ogłosili kompletną listę wykonawców, którzy pojawią się na scenach. Wszystko jest więc już jasne. Udało się w tym roku zaprosić dwie wielkie gwiazdy, które z pewnością zapewnią sukces frekwencyjny i wielką wdzięczność fanów. Pierwszego wieczoru główną atrakcją festiwalu będzie występ grupy Kings Of Leon, drugiego - Radiohead. O ile muzycy tej pierwszej, pracujący właśnie nad swoją siódmą płytą, która ma się ukazać w tym roku, zaanonsowali już występ w Polsce - zagrają 8 września w krakowskiej hali koncertowej, o ile na koncert tej drugiej polscy fani wciąż czekają, a temperatura emocji wokół niej rośnie z dnia na dzień.



Nowa płyta Radiohead: plotki i fakty

Wiadomo, że grupa nie gra ostatnio zbyt wielu koncertów, a więc każdy z nich jest wielkim wydarzeniem. W Polsce zespół wciąż cieszy się ogromną popularnością. Jeśli więc w najbliższych dniach żadna z rodzimych agencji koncertowych nie ogłosi, że organizuje koncertu tej kultowej angielskiej formacji, wycieczka do Berlina może być dla jej polskich wielbicieli najlepszym sposobem, żeby ją zobaczyć w tym sezonie.

Ostatnio wokół zespołu narasta fala plotek dotyczących przygotowań do wydania kolejnej płyty. Choć członkowie grupy oficjalnie nie wydali w tej sprawie żadnego komunikatu co i rusz któryś z ich współpracowników ujawnia informacje, które mogą sugerować bardzo wyraźnie, że premiera albumu jest coraz bliżej: a to projektant okładek wspomniał coś o wspólnej pracy z muzykami, a to ktoś z kręgu popularnego reżysera kina artystycznego, Paula Thomasa Andersona sugerował, że przygotowuje on teledysk do którejś z nowych piosenek, a to wreszcie osoba związana z managementem grupy twierdziła, że album ma się ukazać w czerwcu i trafić do serwisów streamingowych - członkowie grupy bardzo szybko zareagowali oświadczeniem, w którym odcięli się od tych informacji.

Ostatnie dni przyniosły całą serię informacji, które zdają się potwierdzać te plotki. Najpierw muzycy dokonali czegoś dość niezwykłego w dzisiejszym czasie: "wyczyścili" całą swoją internetową aktywność. Zaraz potem opublikowali nową piosenkę, ilustrowaną nietypowym, "plastelinowym" teledyskiem. Można się domyślać, że to zapowiedź nowej płyty, ale razie nie wiadomo nic pewnego i może nie być wiadomo do ostatniej chwili. W dzisiejszych czasach pomysł wydawania nowych płyt bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi jest coraz popularniejszy, zwłaszcza w przypadku wielkich gwiazd sceny popowej i rockowej. Jeśli plotki się potwierdzą, trasa koncertowa grupy, której częścią będzie wizyta w Berlinie, będzie świetną okazją przekonać się, jak nowe piosenki brzmią na żywo.



Koncertu zespołu New Order

Ale Lollapalooza to oczywiście nie tylko koncerty headlinerów. Jak przystało na festiwal z prawdziwego zdarzenia, przez oba dni na kilku scenach będzie się działo sporo ciekawego. Wielbiciele wielu gatunków obecnych dziś na scenie muzycznej znajdą coś dla siebie.

Ci, którzy cenią sobie klasykę alternatywnego grania z pewnością ucieszą się z koncertu zespołu New Order, jednej z najważniejszych formacji tego gatunku, która już od lat 80. wyznacza nowe kierunki w graniu z pogranicza gitarowego i elektronicznego brzmienia. Na scenie obok wystąpi zespół, którego dorobek jest w pewien sposób niemiecką odpowiedzią na twórczość New Order - to niezwykle popularna za zachodnią granicą formacja Tocotronic. Wielbicieli angielskiego gitarowego pop rocka z pewnością przyciągnie występ wschodzącej gwiazdy tego gatunku, grupy Catfish And The Bottlemen, a tych którzy wolą raczej brzmienia bardziej taneczne - koncert amerykańskiego duetu Odesza.

W niedzielę najbardziej barwnym i rozbuchanym wydarzeniem będzie z pewnością występ kolektywu Major Lazer, słynącego z zawrotnie przebojowych tanecznych utworów i scenicznego rozmachu.

Coraz większą popularnością cieszy się brytyjski pop rockowy zespół The 1975, który także wystąpi tego dnia, niemiecka publiczność szaleje natomiast za akustycznymi piosenkami formacji Milky Chance. Coś dla siebie znajdą też miłośnicy tanecznych brzmień: obok siebie wystąpią przedstawiciele dwóch różnych pokoleń, specjalizujący się w takiej muzyce: Roisin Murphy i zespół Years & Years. Miłośników delikatnej elektroniki zainteresuje z pewnością prezentacja dawno nie widzianego na festiwalowych scenach Jamesa Blake'a, a tych, którzy wolą alternatywne gitarowe granie, powrót cieszącej się przez chwilę sporą popularnością grupy The Temper Trap.



Legendarna marka, która istnieje od ćwierć wieku

Lollapalooza to nie tylko młody berliński festiwal, który w tym roku odbywać się będzie dopiero po raz drugi. To niemal legendarna marka, która istnieje już od ćwierć wieku. Był to jeden z pierwszych festiwali amerykańskich, powstały w czasie, kiedy Stany Zjednoczone nie mogły się pochwalić prawie żadną liczącą się imprezą tego typu, a tamtejsi fani z zazdrością spoglądali na Europę.

Pomysłodawcą i założycielem tej swoistej festiwalowej marki był Perry Farrell, nieco ekscentryczny wokalista bardzo słynnej na początku lat 90. grupy Jane's Addiction. Jego pierwotnym pomysłem było przygotowanie specjalnej pożegnalnej trasy zespołu, z udziałem gości. Z czasem wydarzenie stało się nie do końca typowym festiwalem - "objazdową" imprezą, która odbywała się w różnych miejscach.

Po wypróbowywaniu różnych opcji, festiwal przyjął dziś bardziej konkretną formułę - jego podstawowa edycja odbywa się w Chicago, jako tradycyjny, weekendowa impreza plenerowa. Na początku obecnej dekady pojawiła się też koncepcja organizowania festiwali pod tym szyldem poza Stanami Zjednoczonymi. Najpierw pojawiły się edycje południowoamerykańskie - w Santiago w Chile, Sao Paolo w Brazylii i Buenos Aires w Argentynie. W ubiegłym roku dołączyło do nich wydanie europejskie, odbywające się w Berlinie.

Festiwal Lollapalooza Berlin odbędzie się w tym roku w dniach 10-11 września (sobota-niedziela).