Open'er zdradza nazwisko ostatniej gwiazdy - to Pharrell Williams. Komentarze? Fani chyba nie na to czekali

Pharrell Williams, jeden z najbardziej popularnych producentów popowych świata, będzie ostatnim headlinerem gdyńskiego festiwalu. Pierwsze reakcje internautów świadczą, że nie na takiego wykonawcę czekali.
"I tym sposobem 2 lipca to będzie najgorsza główna scena w historii festiwalu", "w sobotę omijam główną szerokim łukiem", "można do Gdyni na kluby jechać" - to pierwsze komentarze, które pojawiły się na profilu festiwalu Open'er na facebooku po tym, kiedy organizatorzy ogłosili wreszcie zapowiadanego od kilku dni ostatniego festiwalowego headlinera. I pewnie zaraz znikną, skasowane przez pracowników firmy Alter Art, którzy pod tym względem bywają dość bezwzględni.

Ostatnią gwiazdą, która wystąpi w sobotę w najlepszym czasie na głównej scenie, będzie Pharrell Williams, amerykański producent, który ma na koncie niezliczoną ilość wielkich przebojów. Niektórzy twierdzą wręcz, że wszystko, czego się dotknie, zamienia w złoto. No cóż, jest jeden wyjątek - występy na żywo. To zdecydowanie najsłabsza strona tego artysty. Polska publiczność zdaje się wiedzieć, że coś jest na rzeczy - kiedy kilka lat temu jeden z organizatorów próbował oprzeć na jego występie cały festiwal, bilety kupiło tak mało osób, że całą imprezę trzeba było odwołać i do występu Williamsa w Polsce koniec końców nie doszło. Tym razem na pewno dojdzie, ale czy będzie to występ ciekawy?



Z obozu letniego do współpracy z mistrzami

Williams pochodzi Virginii, regionu, który leży daleko od najważniejszych amerykańskich centrów muzycznych, ale od dzieciństwa interesował się graniem na różnych instrumentach, głównie na perkusji. Rodzice wysyłali go na letnie obozy dla dzieci z talentem muzycznym - na jednym z nich poznał Chada Hugo, który potem został jego współpracownikiem. Lata po zakończeniu szkoły założyli zespół N.E.R.D., którego nazwa odnosiła się do ich wspólnych doświadczeń z nastoletnich lat - byli nerdami, nie akceptowanymi przez rówieśników i funkcjonującymi na obrzeżach szkolnego życia towarzyskiego.

Ale zanim nabrali takiego dystansu do swojej przeszłości, muzycy założyli zespół The Neptunes, w którym grali klasyczne r'n'b i starali się przebić do szerszej publiczności. Po wygraniu kilku szkolnych konkursów dla amatorskich zespołów, zyskali zainteresowanie przedstawicieli branży muzycznej i podpisali kontrakt płytowy. Szybko okazało się, że o wiele lepiej niż na scenie radzą sobie w studiu nagraniowym, ich dalsza kariera polegała więc przede wszystkim na przygotowywaniu nagrań dla innych wykonawców.

Artysta, który jest bardzo "happy"

Przełomem okazał się singel Britney Spears "I'm a Slave 4 U", który trafił na pierwsze miejsca list przebojów i zwrócił uwagę całego muzycznego świata na The Neptunes. Posypały się kolejne propozycje, posypały się też nagrody - wiele muzycznych mediów w pierwszych latach nowego wieku tytułowało muzyków "najlepszymi producentami świata".

Pierwsza dekada była dla Williamsa i Hugo wyjątkowo aktywna na obu polach: z jednej strony produkowali niezliczone nagrania dla wielkich gwiazd, z drugiej - nagrywali kolejne płyty jako N.E.R.D.

Williams coraz częściej decydował się też samodzielne działania - w 2006 roku opublikował debiutancki album solowy, zatytułowany "In My Mind". W tym czasie współpracował z takimi gwiazdami jak m.in.: Jay-Z, Beyonce, Madonna, Shakira, Jennifer Lopez czy Maroon 5 - czyli praktycznie z wszystkimi świętymi muzycznego świata.



Ale nawet te sukcesy było dopiero wstępem do tego, co stało się w ciągu ostatnich pięciu lat. Williams wszedł wówczas na prawdziwy muzyczny Olimp, stając się bez żadnych wątpliwości najbardziej rozchwytywanym producentem świata. O chwilę w studiu w jego obecności trzeba było niemal błagać i czekać na nią miesiącami, na dodatek artysta wszedł też z impetem na zupełnie nowy dla siebie teren - został rozchwytywanym autorem muzyki filmowej. Ukoronowaniem tych wszystkich sukcesów i prawdziwym pokazem, "kto tu rządzi", była publikacja nagrania "Happy", które z miejsca stało się gigantycznym sukcesem. To, że artysta został nominowany do takich nagród jak Grammy i Oscary, było w tym kontekście już tylko formalnością.

Zaśpiewa czy skromnie się schowa?

I wszystko byłoby niemal wzorcową realizacją muzycznego marzenia, gdyby nie jeden szkopuł - występy na żywo. Williams wyraźnie niezbyt dobrze radzi sobie na scenie, jest raczej fatalnym wokalistą. Wielu producentów, mając świadomość, że nigdy nie zaśpiewają tak dobrze jak gwiazdy, dla których piszą piosenki, starają się tego unikać. Williams do nich nie należy - bardzo chętnie sam bierze na scenie mikrofon do ręki.

Najlepszym przykładem był występ na ubiegłorocznym festiwalu w Glastonbury. Miał być wielkim wydarzeniem, okazał się koncertem tak kiepskim, że tłumy widzów, początkowo zachęconych samym nazwiskiem muzyka, czym prędzej uciekały pod inne sceny. To było raczej kiepskie karaoke niż występ obsypanego laurami mistrza współczesnego popu. Owszem, Williams ma repertuar, którego pozazdrościć mu może dosłownie każda z popowych gwiazd - to w końcu on produkował ich największe przeboje, może więc ułożyć program będącym prawdziwym "the best of" światowego popu z wszystkich dotychczasowych lat XXI wieku. Co z tego, skoro muzyk najwyraźniej nie radzi sobie z ich śpiewaniem.

Być może tegoroczne koncerty będą lepiej przygotowane od występu w Glastonbury, być może Williams da się przekonać, żeby zejść na drugi plan i nie epatować swoimi wątłymi możliwościami wokalnymi, być może postawi na produkcję, wizualizacje i inne elementy odwracające uwagę od jego śpiewania. Jeśli tak - być może jego występ na Open'erze będzie wypakowanym wielkimi przebojami godnym zamknięciem ostatniego festiwalowego wieczoru. Dla dobra festiwalu były zdecydowanie lepiej, żeby tak się właśnie stało i żeby komentatorzy na profilu Open'era musieli odszczekiwać swoje niezwykle krytyczne komentarze.

Festiwal Open'er odbędzie się w tym roku w dniach 29 czerwca - 2 lipca (środa-sobota) na terenie lotniska wojskowego Babie Doły w Gdyni. Wcześniej ogłoszone zostały występy takich gwiazd jak m.in.: Florence And The Machine, Red Hot Chili Peppers, LCD Soundsystem, Beirut, Sigur Ros, At The Drive-In, Foals i Tame Impala. Festiwalowy 4-dniowy karnet w przedsprzedaży, która trwa do 5 czerwca kosztuje 549 zł lub 629 zł z możliwością skorzystania z pola namiotowego, karnet weekendowy - 369 zł, karnet weekendowy i pole namiotowe - 429 zł, bilet jednodniowy - 239 zł.

Skomentuj:
Open'er zdradza nazwisko ostatniej gwiazdy - to Pharrell Williams. Komentarze? Fani chyba nie na to czekali
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX