"Popowy... młot"? Pierwsze recenzje Lady Gagi jeszcze przed premierą

Miał się ukazać w piątek 20 maja, ale niektóre kawałki znaliśmy już od kilku miesięcy. A całość wypłynęła do sieci już 17 maja. Nowy album Lady Gagi ?Born This Way? od razu wpadł w szpony krytyków i... dostał oklaski, ale zważywszy na okoliczności dosyć niemrawe.
Trudno znaleźć bardziej oczekiwany album popowy ostatnich miesięcy. Poprzedził go dziwaczny teledysk do "Born This Way", obrazoburczy do "Judas" i światowa trasa koncertowa, w której Gaga rodzi się z jajek, hoduje rogi na ciele i buduje rzeszę "małych potworów" (czyli swoich fanów...)

Więc kiedy w poniedziałek strona metro.co.uk udostępniła darmowy streaming całego albumu wszyscy łapczywie rzucili się do oceny płyty, która miała być - wg słów piosenkarki - "manifestem wolności", "religią Małych Potworów" i "popem o sile młotu pneumatycznego". Po naszemu - popowym koncept-albumem, przemyślana całością, która ma szansę wprowadzić pop na nowy poziom.

Dance i Bruce Springsteen w jednym?

Miała być, ale nie jest. No może z wyjątkiem części o młocie, bo wszyscy recenzenci zgodnie przyznają, że bezwstydnie prostych, tanecznych rytmów na płycie nie brakuje. Timowi Jonze z Guardiana to nie przeszkadza, bo ukojenie odnajduje w balladzie "You and I", kalki z Madonny uważa za ciekawy smaczek, a główny minus jaki dostrzega, to "kiczowate saksofony".

Gigwise jest bardziej sceptyczny: "To nie jest ani koncept-album, ani dobra płyta popowa, bo między utwory taneczne Lady Gaga wplata rock rodem z wielkich stadionów". Rockowe aspiracje Gagi Guardian porównuje do Pink, ale w pozytywnym sensie: "Trzeba umieć w mainstreamowy sposób śpiewać o freakach i outsiderach. Gaga, tak jak Pink, to potrafi".



Rolling Stone za najmocniejsze punkty płyty uznał: "chwytliwy" kawałek "Judas", który już po pierwszym przesłuchaniu wydaje się dawno zasłyszaną piosenką, campowe "Americano" i flagową "power-balladę" "You and I", ale nie docenia piosenek, w których Gaga brzmi jak Bruce Springsteen. Albo próbuje brzmieć.

Być może najlepiej płytę podsumowuje Tim Jonze: "Gaga obiecywała swoim fanom najlepszy album dekady. To nie ten album, nawet w świecie jej pokrętnej wyobraźni".