Jonathan Carroll: dwa tysiące wariatów wrzeszczących na siebie

- Piekło to jest miejsce, gdzie widzi się kochanych ludzi. Nie ma nic gorszego niż patrzenie jak ludzie, których kochamy, cierpią z powodu raka lub innej choroby - mówił Jonathan Carroll podczas spotkania w Śródmiejskim Forum Kultury. Amerykański pisarz promował zbiór opowiadań ?Kobieta, która wyszła za chmurę?.
W środowy wieczór Śródmiejskie Forum Kultury zapełniło się do ostatniego miejsca. Nie tylko czytelnikami książek Jonathana Carrolla, ale także fotoreporterami, a nawet członkami ekipy telewizyjnej. Wizyta amerykańskiego pisarza, autora "Krainy chichów" i "Muzeum Psów" było z pewnością najbardziej medialnym wydarzeniem literackim w Łodzi tej wiosny.

Powodem obecności pisarza w Polsce jest ukazanie się zbioru opowiadań Carrolla "Kobieta, która wyszła za chmurę". W związku z tym prowadząca spotkanie Katarzyna Knapik-Gawin zapytała, czy zmęczyły Carrola już dłuższe formy prozatorskie. - Piszę opowiadania, gdy zmęczy mnie pisanie powieści - wyjaśniał Carroll. - Ale to jest jak romans. Jest miło, ale później zawsze wracam do małżeństwa.

Podczas spotkania poruszone zostały powiązania pisarza z Polską. Carroll opowiedział, jak jego debiutancka powieść została przyjęta do druku dzięki rekomendacji Stanisława Lema. Wspomniał także swoich ulubionych polskich poetów: Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta, Annę Świrszczyńską, a zwłaszcza Wisławę Szymborską. - Szymborska jest jedną z moich ulubionych poetek - mówił Carroll. - Należy do tych pisarek, które czytam wciąż na nowo. Jej wiersze to minihistorie. Krótkie, ale bardzo treściwe. Jako przykład weźmy chociażby wiersz o facecie, który wyskoczył z okna World Trade Center.

Niedługo po rozpoczęciu głos zabrała publiczność, zarzucając pisarza rozmaitymi pytaniami. Jedno z pierwszych dotyczyło istnienia piekła. - Wierzę w karmę. Uważam, że zostajemy ukarani za złe uczynki. Piekło to jest miejsce, gdzie widzi się kochanych ludzi. Nie ma nic gorszego niż patrzenie jak ludzie, których kochamy, cierpią z powodu raka lub innej choroby.

- Nigdy nie pomyślałem, że moja twórczość to jedna wielka księga. To raczej dwa tysiące wariatów wrzeszczących na siebie - odpowiedział ze śmiechem Carroll, gdy jedna z czytelniczek stwierdziła, że pisarz od lat pisze "jedną, wspaniałą, wielką księgę".

W Śródmiejskim Forum Kultury pojawiły się tez wątki okołofilmowe. - Moją pierwszą powieść - "Krainę chichów" - przeczytała żona Davida Lyncha, która jest kostiumografką - wspomniał Carroll. - Lynch kręcił wówczas "Człowieka słonia". Powiedział, że jego następnym film zostanie oparty o "Krainę chichów". Jednak otrzymał miliony dolarów na "Diunę", która okazała się klapą. Z Lynchem mijamy się, nigdy nie dochodzi do współpracy.

- Uwielbiam filmy Jeana-Pierre'a Jeuneta. Jego wizja jest mi najbliższa - odparł pisarz, zapytany o to, kto nakręciłby najlepszy film na podstawie jego książek. - Mógłby to być także Tim Burton albo David Lynch. Jakiś czas temu Borys Lankosz chciał zekranizować "Poza ciszą", ale nie wiem, co się stało dalej z tym projektem.

Czy amerykański pisarz jest optymistą? - Ludzie nie są kłamcami, tylko kłamią - mówił Carroll. - To jest różnica. Jeśli ktoś jest kłamcą, kłamie cały czas. Ludzie kłamią od czasu do czasu. Mój przyjaciel nazwał mnie kiedyś czarnym optymistą.

Carroll podczas swojej wizyty w Polsce spotka się jeszcze z czytelnikami w Krakowie i Warszawie.