Jerzy Pilch nad sobą się nie użala

Dawno, dawno temu czytało się książki i felietony Jerzego Pilcha dla frazy, aluzji, smaczków, ostrych polemik, barwnych postaci, no i opisów alkoholowych eskapad. Dziś już tak się nie da.
Nie dlatego, że te wszystkie elementy już w jego literaturze nie występują. Są i mają się dobrze. Dziś jednak Pilch spogląda na świat z zupełnie innej perspektywy, z czym innym się zmaga, czego innego w swym pisaniu sam dla siebie - i dla nas - szuka. Inny jest więc też ton jego opowieści.

"Drugi dziennik" Pilcha zdominowała choroba Parkinsona. Autora irytuje ciągłe o tym pisanie, a zwłaszcza wypytywanie go o samopoczucie, choć przecież skoro zdecydował się na wpuszczenie czytelników do swego życia (dziennik ukazywał się w felietonistycznych odcinkach w "Tygodniku Powszechnym"), musiał się z takimi konsekwencjami liczyć. Sam stara się chorobę oswoić, np. poprzez czytanie - i cytowanie - tego, co inni mądrze i ciekawie o chorowaniu napisali. Szczerze też, choć nie bez ironii, pisze o tym, jak choroba zmieniła jego życie.

Niektóre książki w ogóle nie powinny były powstawać

Zmiana główna to ograniczenie wszelkich form aktywności. Pilch rzadko opuszcza swe warszawskie mieszkanie, nawet podróże do Krakowa i Wisły właściwie zarzucił, rzadziej też spotyka się ze znajomymi. Czyta jednak nadal dużo i sprawozdania z tych lektur są drugim (obok "zdrowotnego") najciekawszym wątkiem dziennika. Zwłaszcza te fragmenty, w których z animuszem, wdziękiem i jadem (ale też merytorycznie) udowadnia, dlaczego niektóre książki w ogóle nie powinny były powstawać.

To, że wspomina Pilch odchodzących znajomych, jest zarówno znakiem upływającego czasu, jak i świadomości własnej słabości. Rzadziej niż przed laty wyrywa mu się natomiast ostry lub ironiczny komentarz do życia społecznego czy politycznego i nawet ukochanej piłki nożnej, choć zaczyna pisać "Drugi dziennik" podczas Euro 2012, wyjątkowo w tych zapiskach mało.

Po mrocznych zaułkach własnej duszy i Krakowa

Nie jest to jednak - jak mogłoby się komuś wydać na podstawie powyższego streszczenia - użalanie się nad sobą. Na to Pilch jest za inteligentny i za cyniczny. No i zbyt dobrym jest pisarzem. Nie ukrywa jednak, że jedno doskwiera mu wyjątkowo: ewentualność utracenia zdolności pisania. Stara się to obrócić w - dość gorzki - żart, nawiązując do swego "Spisu cudzołożnic". Jego bohater wertował notes w poszukiwaniu dawnych miłości, które zechciałyby spędzić wieczór z nim i gościem ze Szwecji. Dziś pisarz szuka w podobny sposób asystentki, a po części może i pielęgniarki.

Pomimo przepaści dzielącej te historie pozostał Pilch - co w książce tej wielokrotnie udowadnia - tym samym pisarzem, który opowiadał nam przed laty historię Kohoutka, oprowadzał nas po mrocznych zaułkach własnej duszy i Krakowa czy rozjeżdżał w felietonach Ryszarda Legutkę. To bardzo miła świadomość, dzięki której czytanie "Drugiego dziennika" staje się jeszcze przyjemniejsze.

Jerzy Pilch, "Drugi dziennik. 21 czerwca 2012 - 20 czerwca 2013", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013

"Drugi dziennik" Jerzego Pilcha dostępny na Publio.pl >>