Monk - detektyw, który śmieszy i leczy z depresji

Czy Adrian Monk będzie miał trzecią asystentkę? A może już w ogóle kogoś takiego nie potrzebuje?
Tak, tak - Monk rozstaje się z Natalie. Tak jak przed laty rozstał się z Sharoną. Sytuacja jest jednak inna, bo dziś - nawet jeśli sam przed sobą nie chce tego przyznać - jest o wiele silniejszy i samodzielny. W końcu potrafił sam dotrzeć do komisariatu, gdy Natalie zostawiła go na środku ulicy

Z początku nic tego jednak nie zapowiada, bo Adrian i Natalie wracają do San Francisco tylko po to, żeby się spakować. W Summit, rządzonym obecnie przez ich starego kumpla Randyego Dishera, czekają na nich policyjne etaty (odznaki zabrali ze sobą). Dla policyjnego konsultanta (wydalonego przed laty ze służby z powodu zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych wywołanych przez tragiczną śmierć żony) i jego asystentki to nie lada awans.

Nie przewidzieli jednak, że w SF czekają na nich rozmaite atrakcje. Na Natalie na przykład - trup w wannie, własnej na dodatek. Młoda kobieta, której nie znała, najwyraźniej popełniła samobójstwo, podrzynając sobie gardło brzytwą, pamiątka po mężu Natalie. Zostawiła też własną - ukryte w łóżku pieniądze, skradzione z magazynu dowodów FBI, które miały być dowodem w procesie przeciwko głośnemu gangsterowi. A jako że Monk i Natalie kiedyś mu pomogli (choć raczej nie z życzliwości), nie wygląda to najlepiej.

Monk jest w podwójnej - tytułowej - rozterce. Przede wszystkim waha się, czy zmieniać całe swoje życie (które trudno byłoby uznać za szczęśliwe, jest jednak przewidywalne, a dla niego to bardzo ważne). Na dodatek nie mniej poskręcany emocjonalnie brat Ambrose poprosił go o odnalezienie swojej dziewczyny, która zniknęła. Tyle, że Adrien nie chce jej szukać, bo ma tatuaże, wyrok na karku i wprowadziła w do bólu uporządkowany świat jego brata odrobinę chaosu. Trochę potrwa, zanim zrozumie, że taki chaos ratuje, a nie niszczy. Czy jednak potrafi wykorzystać tę prawdę także we własnym życiu?

Opowieści o detektywie Monku (znanym dobrze wielbicielom seriali kryminalnych) nieodmiennie poprawiają mi humor. To taki miły przerywnik pomiędzy na przykład poważna literaturą, a skandynawskimi opowieściami o seryjnych mordercach. Bo choć Monk rozwiązuje nie mnie krwawe zagadki, to robi to zawsze z dużym wdziękiem, a jego choroba prowokuje kolejne, zawsze zabawne nieporozumienia, lecząc przy okazji z depresji zimowej. Pewna przewidywalność wspomnianych komplikacji nie ma najmniejszego znaczenia.

Lee Goldberg, "Detektyw Monk w rozterce", Rebis 2013