U McCarthy'ego nie ma miejsca na litość. I na happy end [RECENZJA]

?To nie jest kraj dla starych ludzi? jest współczesnym westernem - ze złym rewolwerowcem w czarnym kapeluszu i szlachetnym szeryfem w białym. Krwawym, ponurym, prawdziwym. I bez happy endu.
To właśnie dzięki tej książce, a raczej nakręconemu na jej podstawie przez braci Coen filmowi (nagrodzonemu czterema Oscarami), większość polskich czytelników poznała kilka lat temu Cormaca McCarthy'ego.

Dziś znamy już właściwie wszystkie jego najważniejsze książki, z "Trylogią pogranicza" i "Drogą" na czele. Wydawnictwo Literackie, któremu zawdzięczamy przyspieszone korepetycje z twórczości jednego z najważniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich, wznowiło właśnie w swej serii - w nowym przekładzie Roberta Sudoła - powieść "To nie jest kraj dla starych ludzi" (kilka lat temu ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka).

Llewelyn Moss, weteran wojny w Wietnamie, natrafia na miejsce porachunków handlarzy narkotyków. Zabiera walizkę z dwoma milionami dolarów, choć wie, że ściąga na siebie i swoją młodą żonę kłopoty. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, jak wielkie one będą.

Jego tropem wyruszają oczywiście gangsterzy, którzy nie są jednak największym problemem Mossa. Tropi go bowiem także Anton Chigurh. Nazwanie go psychopatą nie będzie raczej przesadą, nie ma też większego sensu doszukiwanie się w nim ludzkich emocji. Uzbrojony (między innymi oczywiście) w pneumatyczny pistolet do zabijania bydła i kierujący się swoistym kodeksem honorowym, jest tak naprawdę jednoosobowym plutonem egzekucyjnym. Nie ma wrogów, bo - jak twierdzi - nie może sobie na nich pozwolić. Wszyscy więc muszą zginąć.

Jest jeszcze trzeci z grona głównych bohaterów: szeryf Ed Tom Bell, próbujący rozwikłać sprawę narkotykowych porachunków. Jest on prawym przeciwieństwem Chigurha, a jego gorzkie refleksje o świecie, w jakim przyszło mu żyć, całkowitym upadku zasad i obyczajów, otwierają kolejne rozdziały książki.

Losy trzech mężczyzn splatają się w krwawej, współczesnej odmianie westernu, którą znamy także z innych książek McCarthy'ego. O ile jednak w większości z nich na próżno będziemy szukali pozytywnych bohaterów (są tylko źli, bardzo źli i potworni), o tyle ta bliższa jest oryginałowi ze złym rewolwerowcem w czarnym kapeluszu (Chigurh) i szlachetnym szeryfem lub rewolwerowcem w białym (Bell). Wspólne dla wszystkich książek McCarthy'ego pozostaje jednak poczucie beznadziei i nieuniknioność tego, co nastąpi. Tu nie ma miejsca na litość i szczęśliwe zakończenia.

Cormac McCarthy, "To nie jest kraj dla starych ludzi", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014