Obcy wsród nieobcych [RECENZJA]

W obecnych czasach można często usłyszeć "młodzi uciekli do miasta". Słowa wypowiadane na ogół ze smutkiem i żalem przez starsze pokolenie. Z kolei określenie "słoik" zna chyba każdy, kto chociaż chwilę pomieszkał w jednym z większych miast. Jednak nad tym, kim są właśnie ci młodzi, którzy porzucili swoje domy i przenieśli się do Wrocławia, Poznania czy Warszawy, rzadko kto się zastanawia. To właśnie o nich jest "Zaduch" Marty Szarejko. O trzydziestolatkach starających się w wielkomiejskim zgiełku znaleźć dla siebie miejsce. Własne miejsce.
Miasto słoików

Kim jest wyżej wspomniany "słoik"? Według Słownika Slangu i Mowy Potocznej to "osoba pochodząca z prowincji, a mieszkająca w wielkim mieście, najczęściej Warszawie, przywożąca z wizyt w domu słoiki z jedzeniem. Najczęściej charakteryzują ją takie cechy jak: brak przywiązania do nowego miejsca zamieszkania oraz wiejskie maniery i sposób myślenia." Nie da się ukryć, że definicja ta ma dość negatywny wydźwięk i w bardzo małym stopniu pokrywa się z rzeczywistością. Ci, którzy przyjeżdżają, na pewno mają swoje kompleksy, ale jednocześnie także coś, czego rdzennym mieszkańcom miast nierzadko już brakuje - ogromną wiarę w lepszą przyszłość i chęć, żeby o tę przyszłość walczyć.

Szesnaście reportaży składających się na "Zaduch" w drobiazgowy sposób pokazuje, co kierowało tymi młodymi ludźmi, kiedy wyjeżdżali ze swoich rodzinnych miejscowości. Każda opowieść to jeden człowiek, jedno życie, inny cel i marzenia. Opowiedziane bardzo, bardzo szczerze. Bez dorabiania w tym momencie zupełnie niepotrzebnej legendy i taniego emocjonalnego ekshibicjonizmu. Autorka - Marta Szarejko, potrafi naprawdę uważnie słuchać swoich rozmówców. Zapytana, skąd pomysł na te rozmowy, odpowiada praktycznie bez wahania - Z ciekawości. Pochodzę z małej miejscowości znajdującej się tuż przy granicy z Obwodem kaliningradzkim, mam mnóstwo znajomych z małych miasteczek i wsi, i zawsze interesowało mnie ich zderzenie z ludźmi z Warszawy. Z tymi pierwszymi mieszkałam w akademikach, z drugimi studiowałam. Przyjaźnię się z jednymi i drugimi, zawsze ciekawiły mnie ich kontakty, relacje, uczucia, które się między nimi rodziły. I oczywiście kompleksy, niezręczności, nieporozumienia. Poza tym przyglądałam się dyskusji toczącej się od kilku lat w mediach pt "nie wstydź się swojego chłopa", i widziałam same skrajności: część autorytetów zajmujących się tym tematem przedstawiała przykłady chłopów pańszczyźnianych, którym panowie podcinali pęciny, a druga część nieustannie dziwiła się, że pochodzenie wciąż może być źródłem kompleksów. Nigdy nie powiedziałabym, że jestem dumna ze swojego pochodzenia. Nie powiedziałabym też, że się go wstydzę. To dla mnie żadna duma, żaden wstyd, bo nie miałam na to wpływu. Ciekawiły mnie inne niuanse, na które nie było miejsca w tej dyskusji. Postanowiłam rozmawiać.

Na ziemi obiecanej

Nie są to łatwe rozmowy, bo nie wszystkim powiodło się tak, jakby chcieli. Jednak z tych opowieści mimo wszystko bije dużo ciepła, zrozumienia i zwyczajnej (a może niezwyczajnej) ludzkiej mądrości. Obojętnie czy jest to "Łukasz od kościoła", "Ewelina od samotności", czy "Ewa od zarządzania biedą", każde ma swoją niepowtarzalną opowieść. Każde ma swoje ciemne i jasne dni, swoje cele - bardzo indywidualne. Dla wielu, którzy myślą, że impulsem popychającym do migracji są pieniądze, ta książka może być sporym zaskoczeniem. Bo tym, co na ogół naprawdę decyduje, jest chęć spełnienia marzeń, wyrwania się z ciasnego i przewidywalnego świata małych miast i wsi.

- Moi bohaterowie wyruszyli do miasta w poszukiwaniu wykształcenia, pracy, miłości, krótko mówiąc: lepszego życia. - zaznacza Marta Szarejko. - Bo co ma zrobić dziewczyna, która interesuje się teatrem, ale w miasteczku, w którym mieszka, nie ma nawet dobrej księgarni? Albo chłopak, który zawodowo chce trenować MMA?

Trudno się z tym nie zgodzić. Duże miasta dają duże możliwości, poza tym zapewniają anonimowość. W małym miasteczku - jak opowiada jeden z bohaterów - wsiadasz do autobusu i kierowca wie o tobie wszystko- że jedziesz codziennie stąd dotąd, pracujesz tu i tu do piętnastej i jeśli nie wracasz o tej samej porze, to natychmiast jest to podejrzane. Musisz spełniać bardziej wymagania innych niż swoje marzenia. Może dlatego zawsze myślę: uciec i nie wracać. Wciąż mam poczucie, że to nie jest moje miejsce. I myślę: obym tylko nikogo nie spotkał. A przecież w takiej małej miejscowości zawsze kogoś spotkasz!

Jednak ta anonimowość niesie za sobą jeszcze jedną, bardzo ważną rzecz - wyobcowanie. Adaptację, która nie przychodzi z łatwością. Jak wspomina "Michał od lazanii" - Nie jestem Andrzejem Lepperem. Jemu proces transferu ze stodoły na salony zajął jakieś pół roku. Mnie dziesięć długich lat...

Kiedy do tej inności, której źródłem jest zarówno status majątkowy, jak i mentalność, dodamy samotność, obraz swoistej "ziemi obiecanej" nie jest już tak bajeczny. Można w pewnym sensie mówić o specyficznej formie wykorzenienia, chociaż z tezą tą nie zgadza się sama autorka.

- Nie nazwałabym tego wykorzenieniem - oponuje Magda Szarejko. - Raczej koniecznością łączenia bardzo różnorodnych elementów, dokonywania syntezy nieprzystających do siebie światów. To oczywiście ma swoją cenę: czasem jest nią zaburzenie relacji z rodziną i poczucie winy, innym razem zmiana języka.

Małe migracje

"Zaduch", jak już wspomniano powyżej jest książką mądrą i absolutnie niejednoznaczną. Chyba nie ma strony, z której w rzetelny sposób autorka nie opisałaby życia i problemów młodych ludzi, którzy zdecydowali się na ten - jak by nie patrzeć - bardzo odważny krok. Pozostawia niedosyt i prowokuje do myślenia i zadawania pytań. Chociażby takich, czy Ci, którzy przyjechali, zasymilują się zupełnie, czy może stworzą własną grupę społeczną? Swoistych zawieszonych pomiędzy wielkim miastem a przeszłością, która niejednokrotnie jest dla nich balastem. Na to pytanie odpowiada jednak sama Marta Szarejko.

- Dlaczego mieliby tworzyć oddzielną grupę? - uśmiecha się autorka - I po co? Przecież ta grupa to od dawna większość!

"Zaduch"
Marta Szarejko
Dom Wydawniczy PWN
Ebook jest dostępny na Publio.pl >>