Przeczytaj fragment i wygraj książkę [KONKURS]

Kilkanaście przedmiotów i wzruszających chwil może powiedzieć więcej niż opasła biografia. Dowodem tego jest książka "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie", której fragmenty publikujemy poniżej. W czym tkwi jej siła? Trzydzieści pięć lat po śmierci pisarza młoda autorka Anna Król otwiera szafę jednego z najpopularniejszych polskich literatów. Z fascynacją bada przedmioty, które po sobie zostawił. Na nowo układa opowieść o autorze. Z okazji premiery zorganizowaliśmy konkurs, w którym do wygrania są 3 egzemplarze książki.
Obsesja notowania

Kieszonkowy kalendarzyk na rok 1951 Jarosław Iwaszkiewicz kupił prawdopodobnie w Berlinie, Monachium lub Wiedniu. (...) Każdego dnia notował w nim najważniejsze wydarzenia. Miniaturowy kalendarzyk nie pełnił jednak funkcji terminarza, dzięki któremu nie zapominamy pójść do dentysty czy odebrać garnituru z pralni. Charakter wpisów świadczy o tym, że Iwaszkiewicz sporządzał je zwykle po fakcie, traktował notatki jak małe archiwum. Zapisując pozornie nieistotne pojedyncze zdania, symbole i numery, zostawiał ślad po przeżyciach, których nie sposób inaczej zapamiętać.

Według kieszonkowego kalendarza rok 1951 przedstawiał się następująco:

05.01 - wyjazd Wiesława wieczorem
01.02 - wyjazd Hani. Przeprowadzka do gabinetu
02.02 - Wiesio przychodzi na rozmowę
04.02 - rozmowa o chorobach nerwowych
10.02 - xxx kąpiel
27.02 - wyjazd do B.
01.03 - cała noc xxx
31.03 - goście
02.04 - 71, Z.M. kolacja
10.04 - wizyta u Hani. Wiesio odprowadza mnie na Szucha
21.04 - 8 w., kolacja w Bristolu
26.04 - niespodziewany wyjazd. Cudowna noc!
13.06 - Tadzio, Jurek
06.07 - wieczór w Klubowej, rozmowa z Wiesiem (!)
12.07 - Wiesio nie wrócił. Bezsenna noc
13.07 - rozmowa popołudniowa z W. Wieczorna dobra rozmowa
15.07 - Jurek Lis. Rozmowa istotna
16.07 - upały. Co to jest szczęście?
27.07 - dobry dzień xxx
28.07 - po raz pierwszy na Stawisku ja i Hania sami przy kolacji
31.07 - rozmowa o miłości
01.08 - "witaj sierpniu niebieskooki"
04.08 - "Czuję, że to się źle skończy"
(...)

***

Przez lata przyzwyczaił się, by prowadzić dwa lub trzy kalendarze równolegle. W pierwszym, najbardziej osobistym kalendarzyku kieszonkowym, jak ten z roku 1951, zapisywał drobnym pismem przede wszystkim te wydarzenia, które miały wpływ na uczucia. Notował krótkimi zdaniami, równoważnikami, czasem samym imieniem. Obok informacji o spotkaniu czy nazwy miejsca często zapisywał dokładną godzinę. Czasem notował tylko, jak się czuł, lub podsumowywał coś symbolicznym cytatem. Część treści została zaszyfrowana niemożliwym już dziś do odczytania systemem znaków. Na przykład za pomocą powtarzających się w wybranych miejscach krzyżyków albo geometrycznych symboli. Nawet ten najbardziej intymny dziennik nie był całkiem bezpieczny i łatwo mógł trafić w niepowołane ręce.

Drugi kalendarz zwykle był większy, zeszytowy. Najczęściej także zupełnie zwyczajny, w plastikowej okładce. Często firmowe wydawnictwo otrzymane od Orbisu lub któregoś wydawcy. Ten z kolei służył do prowadzenia grafiku spotkań służbowych. Jarosław zapisywał w nim rzeczy do zrobienia i listę sprawunków. Zdarzało się, że przenosił informacje z małego kalendarzyka kieszonkowego do dużego kalendarza służbowego. Czasem zapisywał niektóre daty i godziny podwójnie, w obu miejscach. Działo się tak wówczas, gdy nie potrafił oddzielić myśli bardziej i mniej prywatnych.

Do większych kalendarzy zeszytowych z lat pięćdziesiątych wklejał także zdjęcia, wycinki prasowe, pamiątkowy bilet do teatru z paryskiego spektaklu Czarownice z Salem z Sarah Bernhardt albo kartonikowy bilet na metro podpisany "Adieu Paris!" i zawieszkę bagażową wydaną przez Air France w czasie podróży w 1955 roku. We wtorek 7 stycznia kolejnego roku odnotował nawet męczącą go nudę, umieszczając w poprzek strony spory napis zrobiony czerwonym tuszem: "Pusty dzień". Ten kalendarz nosił ze sobą do sejmu i do redakcji "Twórczości". A w domu trzymał na biurku w gabinecie.

Od lat sześćdziesiątych zwykle w każdym roku prowadził jeszcze trzeci notes, którego używali wspólnie z Szymonem. Można w nich rozpoznać dwa różne charaktery pisma, jeden z nich należy do sekretarza. Prawdopodobnie to on w imieniu przełożonego pilnował dat i godzin spotkań i umawiał wizyty. Do tego zeszytu każdy miał dostęp. Ta metoda przypomina modne dziś współdzielenie kalendarza elektronicznego.

***

Dzienniki przez kilkadziesiąt lat pisał w zwykłych, skromnych zeszytach. Rzadko kupował ozdobne, drogie bruliony. Najbardziej lubił gładkie kartki w prostych notatnikach z tekturową, czasem skórzaną okładką. W nich także nie marnował miejsca. Zapisywał strony od marginesu do marginesu, stawiając drobne, ładne litery. Raz zapisanych nie chował do szuflady. Znać na nich ciągłe powroty i liczne uzupełnienia. Czasem na wąskim marginesie dopisywał tylko jedno dodatkowe zdanie, czasem podkreślony na czerwono komentarz. Jego dopiski przypominają dziecięce notatki robione miniaturowymi literkami i umieszczane w niewielkich owalnych dymkach, które potem dopasowywał strzałkami do właściwych wierszy. Nierzadko dodatkowe komentarze nie mieściły się już na ciasno zapisanych kartkach. Wtedy doklejał dodatkowy kawałek papieru w miejscu wymagającym uzupełnienia. Doklejki mocował do głównego grzbietu przezroczystą taśmą klejącą lub zwykłym klejem do papieru, docinając karteczki dokładnie w takim rozmiarze, jaki wyznaczał im dopisany tekst. Ta oszczędność sprawiła, że kartki tworzą rozmaite, nieraz zabawne, docięte na styk kształty - czasem bardziej kwadratowe, czasem wąskie paski, czasem maleńkie prostokąciki. Wyróżniał wpisy kolorami atramentu. W najważniejszych dla siebie fragmentach dodawał ilustracje - doklejoną pocztówkę z podróży, kwiaty zasuszone przez ukochanego w mapie samochodowej, wycinek prasowy lub bilet do teatru. (...)

Najpiękniejsze opowiadania napisał w prostych zeszytach. Najczęściej ręcznie. Pytany przez dziennikarzy, po co mu rękopisy i dlaczego nie pisze od razu na maszynie, zdradzał, że utwór pisany ręcznie i ten sam pisany na maszynie to dwa różne dzieła. Uważał, że jego myśli inaczej biegną, gdy trzyma w ręce pióro, inaczej, gdy pracuje, palcami wciskając klawisze maszyny. Był przywiązany do staromodnej teorii, zgodnie z którą maszyna zabija natchnienie, i uważał, że najlepsze wiersze i opowiadania nie powstałyby, gdyby nie pisał ich piórem. (...)

Zapisywał zdarzenia, przeżycia i prawdziwe sytuacje. Pisał o swoim życiu wprost i nieustannie je fabularyzował. Umieszczał siebie w większości swoich utworów. Jest Kazimierzem Spychałą w Sławie i chwale, doktorową Martą w Tataraku, Arkiem w Kochankach z Marony i cierpliwym słuchaczem we Wzlocie. Narzekał, że go nie doceniają, że w innym czasie i kraju byłby hołubionym, nagradzanym pisarzem. Porównywał się z najlepszymi - Genetem, Sartre'em, Camusem, Steinbeckiem i Greene'em. Uważał, że pisze staromodnie, nie zawsze interesowały go współczesne problemy. Nie planował kolejnych książek z dużym wyprzedzeniem, nie kalkulował, nie wybierał modnych tematów. Żartował, że nic go nie obchodzi, czy inni go czytają, ale w chwilach szczerości nie ukrywał, że marzy o Noblu. Nie krył zdziwienia, kiedy Jerzy Andrzejewski zwierzał mu się, że rozmyśla o tym, czy będzie sławny i jak będą go po latach odbierać. Wolał zostać myślami tu i teraz, zapisać wszystko, co tylko można, niczego nie pominąć.

Fragment pochodzi z książki "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie"

KONKURS

Wczuj się w Jarosława Iwaszkiewicza (lub jeśli wolisz - pozostań sobą) i pokaż nam jedną stronę swojego notatnika lub kalendarza. Może masz podobny styl notowania jak sam autor? A może wolisz rysować lub notować w inny sposób? Jeśli usiądziesz do planowania weekendu lub tygodnia, zarejestruj to na fotografii i wyślij ją na konkurs. Zdjęcie strony ze swojego kalendarza/notatnika/notesu prześlij na konkurs@publio.pl z dopiskiem "Konkurs Iwaszkiewicz". Na prace czekamy do 14 października 2015 r. Spośród wszystkich nadesłanych zdjęć wybierzemy trzy najciekawsze - ich autorów nagrodzimy w dniu 15 października egzemplarzami książki "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie". O tym, komu przypadła nagroda, poinformujemy w zaktualizowanej wersji artykułu.

Partnerem konkursu jest Publio.pl

Aktualizacja artykułu: Zwycięzcami zostali: Piotr Kowalski, Żaneta Mychowska i Daria Iwińska. Gratulujemy!

"Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie"
Anna Król
Ebook dostępny na publio.pl >>